Chcę się wspinać, ale nie wiem od czego zacząć

Chcę się wspinać, ale nie wiem od czego zacząć

Sięgam pamięcią do momentu, kiedy zaczęłam się interesować wspinaniem i przypominam sobie, że był to sport mało dostępny oraz uważany za ekstremalny. W moim rodzinnym mieście nie było ścianki wspinaczkowej. Musiałam jechać czterdzieści minut do sąsiedniej miejscowości, gdzie działał klub wysokogórski i była namiastka ścianki.

Ta ścianka wcale nie przypominała obiektów, które są teraz łatwo dostępne prawie w każdym mieście. Jeżeli zastanawiacie się czy zacząć przygodę ze wspinaniem to będę cię gorąco do tego zachęcać, pokazując jakie to proste. Równocześnie muszę ostrzec: ta niepozorna zabawa może na zawsze zmienić twoje życie.

 

Nie mam sprzętu

Pierwszy mit, który chciałabym obalić, to przekonaniem że trzeba mieć dużo specjalistycznego sprzętu, żeby zacząć się wspinać. Jedyne co jest potrzebne na start to wygodne, sportowe ubranie i buty zmienne. Całą resztę (uprząż wspinaczkowa, buty wspinaczkowe, woreczek z magnezją, linę, przyrząd do asekuracji) można wypożyczyć na ściance wspinaczkowej. Jeżeli jeszcze nie wiesz, czy ten sport jest dla ciebie, proponuję zacząć od godziny instruktorskiej, podczas której będziesz pod czujnym okiem doświadczonej osoby stawiać pierwsze kroki na ścianie. Instruktor będzie dbał przede wszystkim o twoje bezpieczeństwo.

Od samego początku ważne jest wyrabianie w sobie dobrych nawyków, na przykład wiązania węzła na końcu liny, poprawnego zakładania uprzęży, nieprzerywania wiązania ósemki przez pogaduszki ze znajomym. Wbrew opinii niektórych, wspinanie jest bardzo bezpiecznym sportem. Wymaga jednak skupienia i nie toleruje niedbalstwa. Dlatego tak ważne jest uczyć się od początku od doświadczonych osób.

Dotyczy to szczególnie asekuracji, ponieważ zdrowie i życie twojego partnera wspinaczkowego, który jest na drugim końcu liny spoczywa w twoich rękach. Jeżeli postanowisz się wspinać, to z czasem skompletujesz cały sprzęt. Zawsze możecie też pożyczyć coś, choćby brakujące ekspresy wspinaczkowe, od znajomego, który w danym czasie nie jedzie w skały.

Na sztucznej ściance wspinaczkowej jest najłatwiej zacząć przygodę ze wspinaniem.

Na naszym kanale You Tube możesz zobaczyć, czego potrzebuje początkujący wspinacz – skocz do filmu.

 

Bakcyl złapany

Jeżeli czujesz wspinaczkowy zew, a zamykając oczy widzisz miejsce na drodze, które cię zatrzymało i chcesz jak najszybciej w to miejsce wrócić, żeby spróbować jeszcze raz… to znak, że czas na następny ruch. Najlepiej jak zapiszesz się na sekcję wspinaczkową. Niezaprzeczalnymi zaletami zorganizowanych zajęć jest mobilizacja do systematycznego pojawiania się na ścianie, obracanie się w gronie ciekawych ludzi, którzy będą cię dopingować i motywować zdrowym współzawodnictwem. Dodatkowym walorem jest fakt, że poznasz różne typy wspinania łącznie z boulderingiem i wspinaniem na czas, a także, co dla mnie osobiście najważniejsze, będziesz mieć liczne okazje do wyjazdów w skały.

Wraz z upływającym czasem warto odpowiedzieć sobie na pytanie jaki jest twój cel. Czy chcesz traktować wspinanie jak każdą inną aktywność fizyczną, jak swojego rodzaju fitness? A może zależy ci na osiągnięciach w postaci coraz trudniejszych dróg czy baldów? Twoim celem może też być start w zawodach i pokonanie rekordu we wspinaczce na czas. Po pierwszym rozeznaniu o co właściwe chodzi we wspinaniu, poznaniu jaki sprzęt jest niezbędny i jak z niego korzystać zachowując bezpieczeństwo, poznasz skalę wycen dróg wspinaczkowych i baldów; zaczniesz zastanawiać się co chcesz osiągnąć.

 

Jak wybrać odpowiednią sekcję wspinaczkową

Każda ścianka wspinaczkowa zatrudnia bardzo wielu instruktorów, którzy z różnym podejściem prowadzą zajęcia. Przed decyzją zachęcam do rzetelnego reaserchu, żeby wybrać właściwie. Zwróć uwagę w czym specjalizuje się dany instruktor (lina, baldy a może jedno i drugie), jakie ma doświadczenie w prowadzeniu sekcji, czy jeździ w skały, czy sam trenuje, doskonaląc swoje umiejętności, czy poprawia w trakcie treningu swoich podopiecznych, zwracając uwagę na technikę wspinaczkową, ale też technikę wykonywania ćwiczeń uzupełniających. Źle wykonywane ćwiczenia mogą być groźne i skutkować poważnymi kontuzjami.

Zwróć uwagę na ludzi, którzy są w danej sekcji. Podejrzyj co robią na zajęciach, jaka jest atmosfera w grupie, czy są zżyci, czy też każdy działa na własną rękę. Odpowiedni instruktor będzie kluczem do osiągnięcia sukcesu. Wybór jest bardzo duży. Jedyne co musisz ustalić to cel, na którym ci zależy. Nie jest powiedziane, że od początku do końca będziesz trenować pod opieką jednego instruktora. Wraz z rozwojem wspinaczkowym mogą zmienić się twoje oczekiwanie i podejście do wspinania.

Zawsze jest alternatywa

Powyższy scenariusz jest jednym z wielu. Nie jest powiedziane, że wspinanie zaczyna się z dniem przekroczenia progu ścianki wspinaczkowej. Równe dobrze możecie zapisać się na obóz wspinaczkowy w ramach zajęć w-f na studiach. Ktoś znajomy może cię namówić na udział w kursie wspinaczkowym w Sokolikach czy na Jurze.

Nie będziemy nikogo przekonywać, że nasz styl życia – a ten to wspinaczka sportowa, ciągłe wyjazdy w skały i uzależnienie od treningów – jest jedynym słusznym. Wśród naszych znajomych są osoby, które prawie w ogóle nie jeżdżą w skały. Wystarczy im wspinanie na panelu.

Kto wie, może pokochacie wielowyciągi, czyli zdobywanie kilkudziesięcio- lub kilkusetmetrowych ścian skalnych tzw. big wallów, które są podzielone na krótsze odcinki (wyciągi). Te najsławniejsze, na przykład w Yosemitach wymagają od wspinaczy spędzenia w skale od kilku do kilkunastu dni bez kontaktu z ziemią. Wyobraź to sobie. Śpisz w namiocie zamocowanym na stanowisku skalnym, jesz i załatwiasz się wisząc w ścianie.

Może wspinaczka sportowa po obitych droga będzie dla ciebie zbyt banalna i zapragniesz wspinać się na własnej asekuracji. Jeżeli zobaczysz wspinacza w kasku, z przymocowanymi do uprzęży kolorowymi gadżetami, dzięki którym wygląda on niczym choinka ubrana na święta, to możesz założyć, że masz przed sobą tradowca. Mam nadzieję, że ten humorystyczny opis nikogo nie urazi. Tak naprawę osoba, która wybiera trady to nie lada twardziel. Osadzanie kości w skale z ufnością, że przy odpadnięciu wszystko zadziała nie jest dla osób ze słabymi nerwami. Chcesz zobaczyć sprzęt, któremu trzeba ufać na tradzie, to kliknij tutaj….

 

Po co mi ta lina

No dobrze, a co w sytuacji, gdy wspinamy się już jakiś czas, chodzimy na sekcję i ciągle nie możemy znaleźć swojego miejsca. Instruktor każe się wspinać z liną, ludzie z grupy opowiadają o projektach na Frankenjurze czy Sokolikach, a tobie cały czas nie po drodze z tym wspinaniem z liną. Widzisz czasem jak część osób wspina się na małym, przewieszonym panelu po chwytach, które wydają się nie do utrzymania. Koniec każdej próby niezależnie czy jest sukcesem, czy porażką wygląda tak samo – lądują na materacu. Nie ma uprzęży, liny, nie ma komend „blok”, tylko czysta siła, czysty wspinaczkowy ruch, który obnaża wszystkie słabości.

Jeżeli zafascynował cię wyżej ten opis wspinania, to jest duże prawdopodobieństwo, że będziesz boulderowcem. Wspinanie po stosunkowo niskich formacjach, bez uprzęży i liny, które kończy zeskok na materac to bouldering. Jak zaczynałam się wspinać nie było sekcji boulderowych. Nie było też obiektów sportowych, gdzie są tylko baldy. Całe szczęście, że możliwości dla wszystkich wspinaczy są coraz większe.

Liczy się tylko speed

Czy wśród czytelników są biegacze? Jestem pewna, że tak. Maratony, półmaratony, biegi górskie, biegi na orientacje, triatlony – zadyszki można dostać, robiąc przegląd różnych biegów, po których człowiek ledwie się rusza. Dodam coś z naszego wspinaczkowego podwórka.

Wspinaczka na czas. Taki bieg tylko w pionie, do góry, po chwytach. Mam nadzieję, że coraz więcej osób słyszy o wspinaczce na czas, dzięki Oli Rudzińskiej, która pięknie reprezentuje Polskę w zawodach na arenie międzynarodowej i wygrywa. Układ chwytów na całym świecie jest taki sam. Wspinacz jest podpinany pod system autoasekuracyjny i po starcie ma jak najszybciej dobiec i klepnąć miejsce, które wyłącza zegar. Mordercze treningi mają na celu zaprogramowanie ciała do pokonania znanej sekwencji ruchów w coraz krótszym czasie. Tutaj nie ma mowy o błędzie. Najmniejsze potknięcie kosztuje utratę cennych sekund. Jeżeli lubisz wyścigi, spróbuj wspinania na czas.

 

Czy to już wszystko?

Oczywiście, że nie. Kreatywność ludzka i chęć zdobycia tego co niezdobyte jest tak duża, że zaczęliśmy wspinać się na największe góry świata i wspinamy się w lodzie, po zamarzniętych wodospadach. Nie możemy znieść, że natura stwarza nam granice. Za wszelką cenę chcemy je pokonać. Nie będę opisywać wspinania z czekanami i w rakach. Miałam okazje spróbować, ale zdecydowanie mogę stwierdzić, że to nie mój świat. Podobnie jest z free solo i deep water solo. Ważniejsza jest świadomość, że wspinanie jest bardzo szerokim pojęciem i pomieści w sobie wiele, odmiennych stylów.

wspinaczka skalna

Wspinaczka sportowa, wspinaczka trad, bouldering, drytool czy lodowe wspinanie… Wspinaczka niejedno ma imię, ale wspólnym mianownikiem jest pasja, która potrafi zmienić życie.

 

Niebezpieczeństwa wspinaczkowego bakcyla

Jeżeli wejdziesz w ten świat, czego ci życzę, to twoje spojrzenie na świat będzie zdefiniowane przez wspinanie. Wybór miejsca na wakacje, będzie rozglądaniem się za kierunkami z najpiękniejszymi i najbardziej znanymi sektorami wspinaczkowymi. Decyzja jaki samochód kupić też będzie mieć związek ze wspinaniem. Odpowiednio duży, żeby sprzęt się mieścił, a najlepiej na tyle spory, żeby móc w nim spać jadąc na tripa.

Wspinanie zaglądać ci będzie do talerza. Jedzenie? Wpinacz jest całe życie na diecie i cały czas jest za gruby. Przygotuj się na monotonię. Prezenty urodzinowe to na zmianę nowe buty wspinaczkowe, lina, plecak, albo spodnie z nowej kolekcji E9. Sposób na weekend? Trening albo wyjazd w skały oczywiście. Zamiast Facebooka będzie śledzić najnowsze przejścia z całego świata na znanym wśród wspinaczy portalu.

Na koniec przetasowanie nastąpi wśród twoich znajomych. Blisko będą osoby, które spotykasz prawie codziennie na ściance albo z którymi jeździsz w skały. Nie ma tutaj znaczenia, czy jesteś linowcem czy boulderowcem. Z osobami, które podzielają twoją pasję będziesz spędzał wakacje i długie weekendy. Nie oznacza to bynajmniej, że stare znajomości pójdą w odstawkę. Zaczynając przygodę ze wspinaniem stajesz się członkiem wielkiej międzynarodowej rodziny, która się pozdrawia na całym świecie i dopinguje w trakcie walki we wszystkich znanych językach. Wspinacz wspinaczowi pomoże z noclegiem, zepsutym samochodem, zaprosi na obiad. Nie znamy się, ale kochamy to samo.

wspinaczkowe znajomości

Wspinaczka to ryzyko. Przede wszystkim ryzyko nowych znajomości i dobrej zabawy.

 

Poszukuj i testuj co sprawia ci największą radość. Jak dziś pamiętam słowa pewnych starych wyjadaczy, którzy patrząc na mnie, nieopierzonego wówczas wspinacza w za dużych butach i o równie za dużych ambicjach wyrecytowali: „ Wspinanie to nie sport, wspinanie to styl życia.” Po czterech latach już z dopasowanymi butami, choć może nadal ze zbytnio rozbuchanymi ambicjami, przyznaję im rację. Chodź i przekonaj się!

Hiszpańskie wspinanie w wersji hard

Hiszpańskie wspinanie w wersji hard

Po części rekreacyjnej, pisanej damską ręką, która skupiała się na łatwych drogach (do 7a) i aspektach turystycznych, czas na męski punkt widzenia dotyczący „westowego wspinu”. Nie znajdziecie tutaj barwnych opisów fauny i flory ani uniesień nad okolicznymi zabytkami. Hiszpania jest dla mnie kolebką trudnego wspinania sportowego. Wybór tego kierunku na coroczne wakacje nie jest spowodowany szczególnym upodobaniem kuchni czy klimatu hiszpańskiego, ale lokalizacją sławnych linii, które każdy wspinacz chce mieć w swoim dorobku przejść.

Wakacje „łojanta”

Dla osób, które się nie wspinają, nasz model spędzania wakacji jest niezrozumiały. Najczęstsze pytania, jakie zadają nam znajomi po powrocie to:

  •  Trzy tygodnie w Hiszpanii i wracacie bez opalenizny?
  •  Co zwiedzaliście?
  •  Jakie przysmaki kuchni regionalnej próbowaliście?
  •  Jakie pamiątki przywieźliście?
  •  Pokażecie zdjęcia?
  •  Znowu w Hiszpanii? Nie nudzi Wam się?

Eiger Team pod ścianą wspinaczkową

Nie jesteśmy opaleni z prostej przyczyny – nie leżymy na plaży. Podczas wspinaczki na trudnych drogach słońce jest naszym największym wrogiem, dlatego przebywamy głównie w cieniu. Nigdy nie byliśmy fanami plażowania. Jeżeli decydujemy się pojechać nad morze w dzień restowy, to głównie żeby popływać. Po godzinie zaczyna nam się nudzić i wracamy na naszą skalną prowincję.

Zanim zaczęliśmy się wspinać i podróżować razem, zwiedzanie było ostatnią rzeczą jaką bym wybrał na dzień przerwy od wspinania. Zasłużony odpoczynek po dwóch dniach maksymalnych prób na projekcie, polegał na leżeniu, delikatnym rozciąganiu, zrobieniu zakupów i ewentualnie przebiegnięciu kilku kilometrów w relaksacyjnym tempie dla tzw. „przepompowania krwi”.

Na męskim tripie nie ma chodzenia do lokalnych restauracji, żeby doświadczać fuzji smaków i degustować win z pobliskich winnic. Takie atrakcje zaczynają gościć na wyjazdach z dniem, kiedy w Twoim życiu pojawia się dziewczyna. Z chłopakami robimy zazwyczaj makaron na dwa sposoby: z tuńczykiem i pesto albo z pomidorami i serem. Proste, szybkie i dobre. Bez zbędnej filozofii, dekoracji stołu i muzyki w tle.

Zwiedzanie Barcelony

Kolejna abstrakcyjna rzecz to kupowanie pamiątek. Bagaż na wyjazd wspinaczkowy pęka w szwach do tego stopnia, że na lotnisku podczas odprawy nigdy nie mam pewności, czy zostanie zaakceptowany, czy też będę musiał wyrzucić coś do śmieci. Czasem zdarza mi się kupić nowe spodnie wspinaczkowe czy woreczek, ale nie wpadłem na pomysł szukania figurek byka, tancerki flamenco czy mozaiki Gaudiego.

Ktoś może powiedzieć, że do pamiątek z wakacji zaliczają się zdjęcia. Znowu was rozczaruję: jeżeli w ekipie nie ma maniaka fotografii, to nikt nie zawraca sobie głowy robieniem fotek. Inaczej wygląda wyjazd z kobietą, którą zachwyca co drugi kamień czy finezyjnie wygięte drzewo. Jadąc we dwójkę ciężko jednak robić zdjęcia ze względu na to, że jedna osoba się wspina, a druga asekuruje. Jeżeli zależy ci na sesji zdjęciowej, którą zasypiesz media społecznościowe, polecam jechać z większą ekipą, do której należy pasjonat cykania zdjęć. Mnie najbardziej interesują zdjęcia w przewodniku, które mają za zadanie zlokalizować pożądaną drogę.

Nie potrzebujemy wyszukanych atrakcji, planu dnia i imprez. Wszystko skupia się na osiągnięciu celu tj. przywiezieniu „życiówki”. Wyprowadzając z błędu wszystkich, którzy nie doświadczyli jeszcze specyfiki wyjazdu wspinaczkowego, polega on na: sleep, eat, climb, repeat.

 

Podążając za cyfrą

Jeżeli miałbym zrobić szczery rachunek sumienia i przyznać się do jakiegoś uzależnienia, to jest nim uzależnienie od trenowania. Z zaufanego źródła wiem, że nie trenując, staję się wyjątkowo uciążliwym kompanem, a moje ciało bez ruchu zamienia się w bolącą, zastygłą skorupę. Ten, można powiedzieć, masochistyczny rygor treningowy, którego doświadczam dwa razy dziennie przez sześć dni w tygodniu, nie miałby sensu bez jeżdżenia w skały po trudne drogi.

Kluczem do osiągnięcia sukcesu jest zaufanie do trenera oraz zaproponowane przez niego metody, a także niepoddawanie się przy pierwszych trudnościach. Podążam za jego wytycznymi zarówno wtedy, kiedy dokręca mi treningową śrubę do granic ludzkich możliwości, jak i wtedy, gdy mówi, że mam się wspinać dla zabawy i odpocząć od trudnych dróg. To drugie jest zdecydowanie gorsze. Moje cykle treningowe są ułożone pod plany wyjazdowe. Budowanie formy przed tripem jest najważniejszym procesem, od którego będzie zależeć wszystko, co się wydarzy na miejscu.

Trening na listwie

Rozgrzewka dla palców

Lecąc do Hiszpanii, dokładnie wiem, z jaką drogą chcę się zmierzyć, znam filmiki z przejść innych wspinaczy, co daje mi ogólny pogląd na czekające mnie trudności. Pierwszego dnia staram się rozwiesić ekspresy – jeżeli jest taka potrzeba. Często zdarza się, że na drogach powyżej 8b ekspresy powieszone są na stałe. Lokalni wspinacze dbają o ich stan techniczny i wymieniają na nowe, jeżeli są mocno zużyte. W pierwszych wstawkach poznaję sekwencję ruchów, szukam miejsc restowych i staram się wymyślić najprostszy sposób przejścia największej trudności. Kolejne dni wyglądają prawie tak samo: pobudka, śniadanie, pakowanie i ruszamy pod sektor. Ze względu na dużą trudność próbowanych dróg, które są moim maksimum, oddaję tylko trzy próby dziennie. Na takich liniach jak np. Fish Eye w Olianie jedna próba trwa około godzinę, ponieważ droga mierzy 50 metrów. Po kilu dniach, kiedy projekt nie puszcza, robię przerwę i wspinam się szybkim RP po łatwiejszych drogach. Innym sposobem na „odmulenie” jest wspinanie ilościowe w stylu OS.

 

Wszystkie drogi prowadzą do Oliany

Miejsce, do którego mogę wracać bez końca – Oliana. Mur skany, na którym czekają Pachamama, Papichulo, Mind Control, Joe Blau, Fight or Flight, La Dura Dura i inne. Skalne marzenia niejednego wspinacza – znane z filmików z Adamem Ondrą, Chrisem Sharmą, Patxim Usobiagą. Niezwykłe miejsce. Długie, wymagające drogi obnażają wszystkie słabości, odsyłając często do domu bez sukcesu.

Idealny sektor na zimę ze względu na słoneczną wystawę. Latem dopuszcza do siebie wspinaczy żądnych cyfry tylko przez dwie, trzy godziny tj. od 17:00. Sektor został zaadaptowany przez wspinaczkową społeczność z całego świata. Na drzewie wiszą ogólnodostępne chwytotablice, trx-y. Pod skałą są schowane liny, żeby nie nosić całego sprzętu codziennie do góry, kije do robienia pierwszej wpinki, a nawet zabawki dla dzieci, żeby się nie nudziły pod skałą.

Zjazd po przejściu drogi

Na tegorocznym wyjeździe zaskoczył mnie duży przeskok między trudnością 8c a 8c+. Niepozorny plus przy wycenie sprowadził mnie szybko na ziemię. Bez walki się nie obędzie. Drogi są hipnotyzujące. Cały czas masz w głowie poszczególne ruchy. Wracając wieczorem do domu, marzysz żeby znowu się wstawić, licząc w duchu, że następny dzień będzie bardziej łaskawy. Przed oczami masz pomarańczowy wapień na starcie, który się przewiesza i przechodzi w szarą, ostrą partię po zdecydowanie mniejszych chwytach.

Prawie każdy wspinacz używa tutaj kneepada, który ułatwia klinowanie kolan w tufach i pozwala zrestować przed kolejną trudną sekwencją. Popularność kneepadów w Hiszpanii popchnęła mnie do zakupu własnego. Wciąż się uczę korzystać z tego „cudownego gadżetu”, ale na razie nie oszalałem na jego punkcie. Prawidłowe osadzenie pada na udzie wcale nie jest takie proste. Najlepiej zrobić to na gołą skórę, żeby się nie przesuwał na materiale.

Oliana ma jeszcze jedną niewątpliwą zaletę. W razie deszczu spora część dróg nie zamaka i można się dalej wspinać. W razie nagłej ulewy przewieszona ściana jest też dobrym schronieniem, żeby przeczekać oberwanie chmury.

 

Być jak Mistrz

Oliana jest dla mnie wyjątkowym miejscem jeszcze z jednego powodu. Przylatując tam, mam jedyną okazję na spotkanie z trenerem – Patxim Usobiagą. Wspólnie omawiamy postępy, wyznaczamy kierunek dalszych treningów. Możliwość wspólnego trenowania w jego „świątyni” jest dla mnie bardzo cenna. Wymieniamy spostrzeżenia na temat różnych chwytów, butów, układu pod obwody wytrzymałościowe, ćwiczeń wzmacniających. Wiele z tego przekładam później na moją pracę na Ścianie Wspinaczkowej Eiger. Nasze tegoroczne spotkanie było niezwykłe, ponieważ pierwszy raz miałem szansę wspinać się z nim w nowych rejonach, które nie widnieją jeszcze w żadnym przewodniku. Okolice Oliany mają niekończący się potencjał nowych sektorów i dróg. Dobrze mieć zaprzyjaźnione grono lokalnych wspinaczy, którzy cię tam zaprowadzą, albo przekażą tajną mapkę rysowaną ręcznie na kolanie. To właśnie ze względu na nieograniczony potencjał wspinaczkowy Katalonii, ten zakątek świata nigdy mi się nie znudzi. Po każdym spotkaniu z Patxim wracam zmotywowany do ciężkiej pracy, z nowymi pomysłami na własny rozwój i trenowanie moich podopiecznych.

Raz na ścianie, raz pod ścianą

Mężczyźni są z innej planety

Podróże w damsko-męskim teamie znacząco się różnią od męskich wyjazdów. Sztuka kompromisów jest niezbędną umiejętnością do przetrwania. Mając na względzie święty spokój i konieczność skupienia się na projekcie, warto od czasu do czasu wybrać się na zwiedzanie jakiś ruin, kościoła czy pobliskiego miasteczka. Zrobisz kilka zdjęć, zapłacisz za przeciętny obiad i przez najbliższy tydzień będziesz mógł wspinać się bez słuchania narzekania na drugim końcu liny.

Najważniejsze jednak, żeby twoim towarzyszem była osoba, która mimo marudzenia (podobno ta umiejętność jest wpisana w kod genetyczny kobiet) lubiła się wspinać i cieszyła się z każdego zaplanowanego wyjazdu. Na szczęście nasze odczucia co do rejonów wspinaczkowych są podobne i nie muszę Doroty szczególnie namawiać na wyjazd do Oliany. W razie pojawienia się znudzenia i potrzeby jakiejś odmiany, mamy Margalef, który oboje szczególnie lubimy.

Co roku słyszę pytanie o Grecję, Francję czy Włochy. Na razie działa technika przeczekania, którą zamieniam w kontratak: „widziałaś, jakie tanie loty są do Hiszpanii?”. Tym sposobem udało mi się polecieć do Hiszpanii cztery lata z rzędu.

Muuugnezja! – test magnezji w płynie marki VI.6+

Muuugnezja! – test magnezji w płynie marki VI.6+

Kiedy zamkniesz oczy i pomyślisz o cechach charakterystycznych wspinacza, co widzisz? Na pewno uprząż, dopasowane buty, które nie wyglądają na wygodne i białe ręce…

Tajemnicza substancja, którą tak namiętnie wcieramy w dłonie przed i w trakcie wspinania, będzie dzisiaj tematem branym przez nas pod lupę. Mowa o magnezji wspinaczkowej, magicznym proszku lub płynie, który uratował niejednego wspinacza z opresji. Powszechnie znana z działania wysuszającego dłonie, ma również swój udział w psychologicznym aspekcie wspinania.

 

Magnezja – wspinaczkowe uzależnienie

Wchodząc na halę ścianki wspinaczkowej, można łatwo odszukać wspólny mianownik wszystkich znajdujących się tam wspinaczy. Białe ręce, smugi na ubraniach i mazy na twarzy rodem z indiańskiej wioski. Łączy nas to samo uzależnienie – konieczność magnezjowania rąk. Znam tylko dwa powody, które powstrzymują przed używaniem tego specyfiku: alergia skórna i wspinanie w piachach, gdzie panuje powszechny zakaz korzystania z magnezji. Poza tymi sytuacjami, wszyscy używamy magnezji.

Znaczenie białej substancji, która występuje zarówno w proszku jak i w płynie, wzrasta wraz z poziomem trudności wspinaczkowych, z którymi się mierzymy. Jeżeli ktoś wam powie, że nie ma znaczenia jakiej magnezji używacie, to nie mówi do końca prawdy. Mogę się z tym zgodzić jeżeli dotyczy to wspinaczki tylko po dużych chwytach, w idealnie suchych warunkach, gdzie nie jest za gorąco, a wspinacz nie ma tendencji do zbytniego pocenia. Jestem pewna, że niejeden z czytelników, który przypomni sobie mordercze treningi w upalne lato na Eiger Ściana Wspinaczkowa czy weekendowe wyjazdy na Frankenjurę po całym tygodniu deszczu, podpisze się pod moimi słowami. Unosząca się wilgoć, gęste powietrze w upalne dni czy stres, który towarzyszy walce na 100% z projektem wspinaczkowym sprawia, że nasze dłonie się pocą.

Jaki jest skutek tego biologicznego procesu? Porażka wspinaczkowa. Wyślizgujesz się z małej krawądki, nie zacierasz się w kluczowej dziurce, a płytka miseczka jest nie do utrzymania. Co w takiej sytuacji? Na arenę wkracza – cała na biało – magnezja.

Muuugnezja w płynie

Muuugnezja – dobry partner na panelowy trening

 

Każdy lubi coś innego

Mamy to szczęście, że podobnie jak z linami czy butami, również wybór magnezji wspinaczkowej jest zróżnicowany. Możesz wybrać nie tylko firmę, ale też stan skupienia. Najbardziej popularny proszek jest dostępny w kostce, miękkiej kulce oraz w wersji sypkiej, zamkniętej w plastikowej torbie, z której w łatwy sposób przesypiesz sobie pożądaną ilość do woreczka. Jeśli nie przeszkadza ci woń alkoholu, która unosi się chwilę po aplikowaniu magnezji w płynie, możesz też wybrać produkt w tej postaci. Ty decydujesz jaką magnezję warto wybrać.

Z doświadczenia wiem, że korzystając z magnezji w płynie i tak będziesz potrzebować magnezji w proszku, a to z jednego prostego powodu. Nie zabierzesz butelki ze sobą na drogę wspinaczkową. Nie ma też możliwości skorzystania z niej jedną ręką, zakładając, że drugą trzymasz się chwytu. W trudnych warunkach, na przykład w dniu o dużej wilgotności powietrza, warto zaaplikować najpierw magnezję w płynie, która zamknie pory skórne, a następnie użyć magnezji w proszku. Jest to sposób, który naszym zdaniem najdłużej gwarantuje suchość ręki.

 

Słów kilka o Muuugnezji

Ostatnio mieliśmy okazję przetestować magnezję o chwytliwej nazwie „Muuugnezja”, z ciekawym logo byka-wspinacza. Te dwa elementy bardzo nam się podobają. Zarówno nazwa jak i znak firmowy produktu zapadają w pamięć.

Dla większej rzetelności testu zaprosiliśmy do udziału naszych znajomych ze ściany wspinaczkowej Eiger. Nie podajmy imion – za dużo zamieszania z RODO. Skupiliśmy się na magnezji w płynie, ponieważ takiej właśnie używamy w trakcie naszych morderczych treningów. Jeżeli odwiedzacie inne ścianki wspinaczkowe boulderownie we Wrocławiu to jest okazja przetestować Muugnezję w proszku. Testowy stojak z workiem pełnym Muuugnezji odwiedzał Zerwę i Groto.

chwyt po byku

Chwyt po byku – buteleczkę tej magnezji w płynie warto zabrać na panel i w skały

 

Nie chcieliśmy ograniczać się tylko do naszej opinii. Tak jak pisaliśmy, każdy lubi co innego, dlatego warto samemu się przekonać, co najbardziej komuś odpowiada. Zestawiliśmy poniżej kilka przykładowych opinii eigerowych wspinaczy, dzieląc opinie na wady i zalety. Niezależnie od naszych odczuć, zachęcamy każdego do samodzielnego wypróbowania tej magnezji wspinaczkowej.

Zalety magnezji w płynie VI.6+

  1.  „ Jest bardzo gęsta. Niewielka ilość wystarcza na całe ręce.” – Z. (wspinacz nr 1)
  2.  „Fajna konsystencja. Dobrze dopasowuje się do ręki.”- B. (wspinacz nr 2)
  3. „ Muugnezja szybko wysycha.”- Dorota
  4. „Bardzo treściwa, wygodna w użyciu” – D. (wspinacz nr 4)
  5. „Wygodne opakowanie, zawsze pod ręką” – Piotrek
  6. „Zapach Muugnezji jest delikatny w porównaniu z płynami innych firm.” – A. (wspinacz nr 6)

Wady magnezji VI.6+ w płynie

  1. „Trzeba uważać, żeby nie przesadzić z ilością bo się kruszy.” – Piotrek

Wszyscy jesteśmy zgodni, że Muuugnezja w płynie jest bardzo dobrym produktem. Po kontakcie z ręką tworzy idealnie dopasowaną warstwę. Jest niczym rękawiczka szyta na miarę. Konsystencja Muuugnezji jest bardzo gęsta przez co nie ma obawy, że wyleje się jej za dużo z opakowania. Druga zaleta gęstej konsystencji to mała ilość potrzebna do jednorazowego użycia. Buteleczka Muuugnezji wystarczy na długi czas.

Po rozsmarowaniu szybko wysycha. Jest to bardzo ważne, ponieważ magnezjujemy zazwyczaj po założeniu butów wspinaczkowych, zawiązaniu liny i z planem na atak w głowie. Zbyt długie oczekiwanie na start bywa bardzo irytujące. Musimy też wspomnieć o cesze, która jest niezwykle istotne przy trudnym wspinaniu. Trwałość. Magnezjując ręce liczymy, że przynajmniej przez kilkanaście przechwytów nie będziemy musieli ponownie sięgać do woreczka. Szczególnie w sytuacji, kiedy trudności są na początku i nie ma jak zrestować. Wilgotna ręka po kontakcie z trzecim, czwartym chwytem nie wróży nic dobrego.

Przy próbach na trudnej dla mnie drodze, po znienawidzonych oblakach, Muuugnezja w płynie zaaplikowana przed startem i połączona z proszkiem w trakcie wspinania, zdała egzamin. Hasło, które reklamuje produkt –„chwyt po byku” – ma swoje uzasadnienie. Zaraz zabieramy buteleczkę Muugnezji w skały, żeby poddać ją jedynemu, liczącemu się testowi, czyli próbie na projektach skalnych.

magnezja do wspinaczki w skałach

Muuugnezja zdążyła też sprawdzić sie w outdoorze.

 

Magnezja VI.6+ – podsumowanie

Muuugnezja w płynie marki VI.6+ (poznaj markę) jest bardzo dobrym produktem dla osób wspinających się na każdym poziomie. Poruszając się tylko na dużych i średnich chwytach, każdy rodzaj magnezji, który wysuszy ci dłonie, będzie dla ciebie wartościowy. Dla nas liczy się zdecydowanie więcej elementów, dlatego wybieramy Muuugnezję w płynie wspinając się z liną, bulderując na moonbordzie czy robiąc zwisy na chwytotablicy.

Do magnezji można podjeść w sposób tożsamy jak do butów wspinaczkowych. Każdy ma swój ulubiony model i producenta. Możesz całe swoje wspinaczkowe życie używać jednego rodzaju magnezji lub próbować różnych firm i stanów skupienia. Sprzęt wspinaczkowy podlega wraz z upływającym czasem udoskonaleniu, wprowadzane są nowe technologie tylko po to, żeby pomóc nam w walce na 100% podczas wspinania. Tak samo jest z magnezjami. Producenci prześcigają się w innowacyjnych rozwiązaniach, żeby trafić w upodobania wspinaczy. Jedno jest pewne: warto mieć Muuugnezję na treningu. Szczególnie, że kolejnym aspektem, który ewidentnie wpływa na korzyść Muugnezji to jej przystępna cena.

Hiszpania – najlepsze miejsce wspinaczkowe na zimę

Hiszpania – najlepsze miejsce wspinaczkowe na zimę

Każdy wspinacz wie, jak ważne są odpowiednie warunki pogodowe w walce o przejście upragnionej drogi. Trudne projekty obnażają bezlitośnie nasze słabości. To jednak nie wszystko. Im trudniejsza droga, tym więcej elementów ma znaczenie. Dyspozycja dnia, samopoczucie, jedzenie i wilgotność powietrza decydują często o sukcesie lub kolejnej porażce. O ile nad wieloma aspektami możemy pracować, o tyle na pogodę nie mamy wpływu. Możemy natomiast zaplanować wyjazd i wybrać taki rejon, który w określonej porze roku zapewni nam optymalne warunki do kolekcjonowania „życiówek”.

Wspinanie to ciągłe decyzje. Im szybciej nauczymy się podejmować takie, które przybliżają nas do upragnionego celu, tym mniej frustracji z nieukończonych projektów. Z doświadczenia wiem, że najlepiej wspina mi się w temperaturze 17-19° C, dlatego zdecydowałam, że w okresie letnim trenuję na ściance wspinaczkowej i jeżdżę w skały weekendowo. Późna jesień, zima lub wczesna wiosna to dla mnie czas na długi wyjazd „po cyfrę”.

eiger team hiszpania

Hiszpania na sportowo

 

W lecie szukamy cienia

Nawet niewielkie doświadczenie wspinaczkowe uczy tej prostej zasady, że w lecie wspinamy się w cieniu. Prawie każdy przewodnik informuje, kiedy dany sektor jest nasłoneczniony, a kiedy pojawia się upragniony cień. Rozgrzana skała jest prawdziwą torturą dla naszych opuszków. Spocone palce w kontakcie z ostrymi chwytami są dosłownie obdzierane z drogocennej dla wspinacza skóry. Po dwóch mocnych próbach na projekcie gwarantuję wam, że nie przytrzymacie już żadnego chwytu. Ból na to nie pozwoli. Latem wybierajcie skały schowane głęboko w lesie, najlepiej blisko rzeki, żeby odczuć dobrodziejstwo chłodnych powiewów wiatru.

Jak grudzień to Hiszpania

Na początku mojej „kariery” wspinaczkowej nie wierzyłam, że można się wspinać w grudniu. Jak większość żółtodziobów miałam zakodowane, że sezon na wspinanie z liną w skałach trwa od kwietnia do września. Pierwszy wyjazd do Margalefu w 2015 roku wzbogacił mnie w doświadczenie, dzięki któremu mogę rekomendować wszystkim wspinanie zimą w Hiszpanii. Nasłonecznione sektory, w kierunku których nikt nie patrzy w lecie, nareszcie są dostępne. Piękny mur skalny o nazwie Espadelles oferuje zróżnicowane drogi na każdym poziomie. Naciekowe formacje zapierają dech w piersi. Właśnie wtedy można wspinać się na nich i to nawet w ubraniu typu koszulka z krótkim rękawem. Podobne warunki panują zimą w pobliskiej Siuranie, czy nieco dalej położonej Olianie. Jeżeli nie wierzycie mojej opinii, sprawdźcie, gdzie się wspinają największe sławy światowego wspinania w sezonie zimowym.

Skały, a za nimi… skały

 

Trochę o logistyce

Jadąc zimą w skały, bardzo ważne jest mieszkanie. Nie polecam spania na campingach. Piotrek doświadczył kiedyś „męskiego wyjazdu” pod namioty, na którym wszyscy walczyli każdej nocy o przetrwanie. Tym wszystkim, którzy choćby pomyśleli o spaniu zimą na campingu – odradza. Temperatura wieczorami potrafi spaść do -11°C. Gotowanie w rękawiczkach jest prawdziwym wyzwaniem. Jakość snu jest nieporównywanie gorsza, przez co nie masz możliwości zregenerować się przed kolejnym dniem wspinania. Szczerze polecamy wynająć przytulne mieszkanie, gdzie można w cieple spędzić wieczór, zjeść kolację przy stole i wyspać się w łóżku.

 

Krótki dzień – mało wspinania

Dzień w grudniu jest niezaprzeczalnie krótszy. Do godziny 11:00 jest zimno, podnosi się mgła i nie ma się wcale ochoty wychodzić z ciepłego domu. Kiedy słońce jest już wysoko można ruszać w skały. Taki rytm nie stanowi dla nas żadnego problemu. Rankiem można delektować się w spokoju kawą i przygotować bez pośpiechu jedzenie na cały dzień.

Od lat wspinamy się z Piotrkiem, dzieląc dzień na pół tzn. najpierw ja, potem on. Może dlatego nie odczuwamy, że mamy za mało czasu na nasze projekty. Jeżeli znajdzie się wspinacz, dla którego trzy godziny w ciągu dnia to za mało, może wybrać system „jeden na jeden”: pierwszego dnia wspina się jedna osoba, drugiego druga.

Niezbędny ekwipunek

Liczne wyjazdy w skały, niezależnie od pory roku, nauczyły nas pakowania się na każdą ewentualność. Poniżej lista rzeczy dla mnie absolutnie niezbędnych:

  • puchówka – docenisz ją w trakcie asekuracji
  • czapka, rękawiczki – ochronią najszybciej wychładzające się części ciała
  • termos – gorąca herbata pod skałą to prawdziwy luksus
  • książka/gra/ laptop z Netflixem – zapewnią rozrywkę wieczorami
  • czołówka – przyda się, wracając po ciemku do samochodu ok. godziny 17
  • okulary do asekuracji – drogi w Margalefie są długie i przewieszone; twoja szyja ci podziękuje.

 

Pomysły na rest day

Nie samym wspinaniem człowiek żyje. Co w takim razie robić, gdy wypada nam dzień restowy? Mamy kilka sprawdzonych propozycji:

Lleida – średniej wielkości miasto, w którym znajdziemy różnorodne sklepy i restauracje. Na osoby, które lubią zwiedzać czekają: Stara Katedra (La Seu Vella), pozostałości arabskiej twierdzy Suda, która została przerobiona na zamek królewski; Pałac Paerii; Zamek Gardeny (zbudowany przez templariuszy).

Tarragona – niewątpliwą atrakcją jest piękna plaża! Poza tym możena tu zobaczyć: duży port morski, rozległy kompleks archeologiczny Passeig Arqueològic, w którym znajdują się zabytki z czasów rzymskich. Dzięki tym znaleziskom Tarragona została wpisana w 2000 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Warto też obejrzeć imponujący akwedukt rzymski, zwany diabelskim mostem.

Tarragona diabelski most

Tarragona – „diabalski most”. Akwedukt z czasów rzymskich

Cornudella de Montsant – urokliwe miasteczko w sąsiedniej dolinie. Jest to również dobra baza noclegowa, dla wspinających się w Siurannie. Spragnionych nowości w sprzęcie wspinaczkowym oraz modzie ucieszy fakt, że jest tam sklep wspinaczkowy. Smakosze hiszpańskiego wina mogą wybrać się tam na degustację do lokalnej winnicy.

Barcelona – tego miejsca nie trzeba zachwalać! Nie porwę się na wypisywanie wszystkich atrakcji, które oferuje stolica Katalonii. Jestem pewna, że każdy znajdzie dla siebie coś innego.

Hiszpańska Wigilia i Sylwester

Nie jestem szczególną fanką Świąt Bożego Narodzenia w polskim wydaniu. Wszechogarniający szał zakupowy, generalne sprzątanie każdego zakamarka w domach i gotowanie całymi dniami tylko po to, żeby siedzieć trzy dni przy stole i jeść? Nie, dziękuję. Nigdy nie zapomnę kameralnej Wigilii w Margrafie przy kominku i daniach, które nie miały nic wspólnego z tradycją. Sylwester po tej pamiętnej Wigilii spędziliśmy na malutkim ryneczku w Cornudella de Montsant. Towarzyszyli nam wspinacze z całego świata, w kolorowych kreacjach, ozdobionych fikuśnymi wzorami od magnezji (nikt się szczególnie nie przebierał po wspinaniu). Nie znaliśmy się, ale wszyscy składali sobie życzenia, częstowali się winem i słodyczami. Jeżeli nie wyobrażasz sobie Świąt poza domem, kompromisem będzie np. wylot pierwszego dnia świąt wieczorem i pobyt do Nowego Roku to udany kompromis – wspinacz szczęśliwy i rodzina spokojna.

 

Tranquilo!

Niezależnie od rejonu w Hiszpanii usłyszysz to magiczne słowo: tranquilo (spokojnie). Można rzec, że to podstawa filozofii życia Hiszpanów. Każdy nasz wyjazd do słonecznej Katalonii uczy nas na nowo spokoju. Podczas wspinania i w codziennych czynnościach trzymamy się tej zasady.

Mogę zaryzykować stwierdzenie, że każdemu przyda się taka lekcja. Pędzimy w pracy, w domu, na treningach. Dlatego warto sobie powtarzać: tranqulio. Ta sentencja niczym tarcza potrafi chronić nasze zdrowie i dobry humor. Gdy po grudniowym wspinie w Hiszpanii wracamy do mroźnej, zasypanej śniegiem Polski, jesteśmy naładowani słońcem i optymizmem. Jesteśmy gotowi na wyzwania, które czekają nas w nowym sezonie. Często już wtedy w nasze głowy snują już plan na kolejny wyjazd.

Wspinanie w Hiszpanii. Przegląd sektorów do 7a

Wspinanie w Hiszpanii. Przegląd sektorów do 7a

Kiedy za oknem ciemno i zimno, lubię wracać do wspomnień z gorącej Hiszpanii, żeby choć na chwilę przenieść się w ukochane skały. Półwysep Iberyjski oferuje tak wiele rejonów wspinaczkowych, że do końca życia nie uda mi się dobrze poznać ich wszystkich. Miejsca, które odwiedziłam, utwierdziły mnie w przekonaniu, że każdy znajdzie w nich coś dla siebie. Zarówno fani przewieszeń i dużych chwytów, miłośnicy klinowania kolan na tufach i innych naciekowych formacjach, jak i fanatycy technicznych płytek, mają w czym wybierać.

Decydując się na określony rejon, musimy odpowiedzieć sobie na kilka pytań pomocniczych:

  • W jakiej formacji lubię się wspinać?
  • O jakiej porze roku planuję wyjazd? Jeśli latem to wybieramy sektory zacienione. Zimą przyjemnie będzie wspinać się w słońcu. W okresach częstszych opadów nie polecam wspinaczki w tufach.
  • Czy ważna jest dla mnie bliska odległość do morza? Dni restowe na plaży są naprawdę super.
  • Czy wolę mieszkać w małej wiosce czy w większym miasteczku? A może nie ma to znaczenia.
  • Czy odległość od lotniska jest dla mnie istotna?
  • Jaki cel wyjazdu: wspinanie ilościowe czy konkretny projekt w określonej wycenie?

Zanim przejdę do znanych mi rejonów wspinaczkowych w Hiszpanii, chciałabym wyraźnie podkreślić, że relacje są subiektywne i wynikają bezpośrednio z mojego stażu wspinaczkowego, wzrostu i posiadanych umiejętności. Osoby wyższe, niższe, słabsze czy silniejsze mogą mieć zupełnie odmienne zdanie. Zachęcam do podzielenia się swoimi odczuciami w komentarzach do tekstu.

 

Tres Ponts

Ten rejon odwiedziliśmy podczas tegorocznej jesieni. Zachwyca malowniczym położeniem nad rzeką El Segre. W październiku do godziny 13:00 skała jest nasłoneczniona. Mimo temperatur w granicach 16–18°C, w słońcu było bardzo gorąco, przez co nie były to optymalne warunki do próbowania trudniejszych dróg. Dopiero ok. 13:30 wchodzi cień i zaczyna wiać. Robi się naprawdę przyjemnie i można atakować.

Znajdziecie tutaj 30-35 metrowe drogi o zróżnicowanym charakterze: są dziurki, krawądki, tufy, rysy i odstrzały. Drogi przewieszone i częściowo połogie. Linie w przedziale 6b, 6b+ w mojej ocenie są trudne. Wymagają dobrej pracy nóg, a chwyty są zaskakująco małe. Oceniając walory estetyczne: drogi są naprawdę bardzo ładne, z ciekawymi sekwencjami ruchów. Największym minusem Tres Ponts jest niesamowity „wyślizg”. O naszej rodzimej Jurze często mówi się, że jest wyślizgana i przypomina lustro. Wszystkich narzekających zapraszam do Tres Ponts. Najbardziej chodzona środkowa część sektora jest wyzwaniem dla osób przyzwyczajonych do dużych, wyraźnych stopni rodem ze ściany wspinaczkowej. Tutaj zdecydowanie sprawdzą się buty na miękkiej gumie. Dużo lepiej kleją się do naprawdę wypolerowanej skały.

Lewa strona muru skalnego ma trochę większe tarcie. Próbowane przeze mnie 7a są bardzo siłowe dla osób niższych. Wymagają dalekich, zasięgowych ruchów. Jednocześnie ich niewątpliwą zaletą jest rozmiar chwytów – miejscami można wyrestować do zera. Zachęcam do sprawdzania czy skała jest lita. Idąc bardzo popularną 7a po tufie, wyleciałam ze swoim pierwszym „telewizorem”. Oznacza to, że łapiąc chwyt, oderwał się cały blok skalny wielkości małego telewizora. Na szczęście zarówno wspinacz, jak i asekurant wyszli ze zdarzenia cało. Prawa część sektora Tres Ponts oferuje jeszcze ostrą skałę. Warto wstawić się w 6c+, która zaczyna się zacięciem, ma fragment połogi i przechodzi w przewieszenie. Zapewniam, że będziecie się dobrze bawić, co nie znaczy, że obędzie się bez trudności.

 

Oliana/Perles

Najsławniejsza ściana jest niewątpliwie miejscem wartym odwiedzenia. Stanąć pod najtrudniejszymi liniami, które znamy ze zjawiskowych filmików np. Petzla czy Black Dimonda – bezcenne. Jeżeli jesteście kolekcjonerami autografów to polecam wybrać się z kajetem pod ścianę. Podziwianych idoli z całego świata tutaj nie brakuje.

Dla wspinaczy nieprzekraczających trudności 7b+ wybór Oliany, oprócz wspomnianych powyżej powodów, nie będzie dobry. W tym sektorze jest dosłownie kilka dróg o trudnościach 7a, 7a+, 7b, 7b/7b+. Te naprawdę łatwe, które znajdziecie w przewodniku, w rzeczywistości nie wyglądają zachęcająco i nie są chodzone. Próbując 7b/+, nie miałam się na czym rozgrzać. Wspinanie ilościowe również odpada ze względu na zbyt małą ilość dróg w pożądanej przez nas wycenie. Mój projekt, któremu poświęciłam 3 dni, był drogą rozgrzewkową dla wszystkich siłaczy świata, którzy przyjechali do Oliany kolekcjonować 9a, 9a+,9b. Nie ukrywam, że było to frustrujące.

Jeżeli będziecie w okolicy to polecam podejść pod ścianę i zrobić tych kilka „siódemek”, ponieważ są bardzo ładne. Po odhaczeniu wspomnianych linii w Olianie, można przerzucić się na zupełnie inny typ wspinania w niedalekim Perles. Czeka tam na was szara płyta, zdecydowanie krótsze drogi, które kończą się w większości przypadków połogiem. Tutaj duży biceps nie będzie potrzebny. Dobra praca nóg i silne łydki owszem, ponieważ Perles jest miejscem dla koneserów technicznego wspinania. Na początku byłam mocno sceptycznie nastawiona do urody dróg, które oferuje ten sektor. Muszę przyznać, że po zrobieniu kolejnej 7a, która sprawiła mi dużo frajdy, musiałam wycofać swoje słowa krytyki. Skała jest ostra, nie ma tłumów – czasami tylko jakaś zbłąkana koza chodzi po zboczach. Uprzedzam, że sektor jest cały dzień w słońcu – dobry wybór zimą. Na pewno tam wrócę.

Zachód słońca w Olianie

 

Margalef

Mój ulubiony rejon w Hiszpanii. Najlepszy wybór dla osób początkujących i średniozaawansowanych. Dróg o wycenie do 7a jest ogromna ilość. Co ważniejsze te drogi są bardzo ładne, dobrze obite, z chwytami absolutnie każdego rodzaju. Tak ładnych 6c i 6c+ jak w Margalefie nie widziałam nigdzie indziej. Piękna pomarańczowa skała z dziurkami, kieszonkami, rysami – poezja wspinania. Oczywiście znajdą się bardziej lub mniej wyślizgane drogi, ale nie na tyle, żeby walczyć na nich o życie. Tutejsza skała to zlepieniec – mnóstwo małych kamyczków połączonych ze sobą w litą całość – który pozwala zoptymalizować sekwencję ruchów, dzięki wybranym pod siebie stopniom. Tym bardziej, że wspinaczka należy tutaj do siłowych. Oczywiście jeśli ktoś się uprze na szarą płytę, to też ją znajdzie. Sektorów wciąż przybywa, dlatego warto się zaopatrzyć w przewodnik. Nowa wersja ma już piękne zdjęcia i dokładne oznaczenia, kiedy jest słońce, jak długo idzie się pod sektor itp. Popularność Margalefu wpływa niestety na ceny zakwaterowania – z roku na rok jest coraz drożej. Mimo wzrastających cen, wspinaczy w tym regionie nie brakuje, dlatego polecam wcześniej zadbać o rezerwację noclegu. Nie potrafię wskazać konkretnych dróg, które bym szczególnie poleciła, ponieważ sektory w Margalefie są tak rozległe i oferują tak dużą ilość dróg, że wspinania w danej cyfrze wystarczy na co najmniej kilka wyjazdów. Po dłuższej przerwie od tej części Hiszpanii, nie mogę się doczekać na powrót i odkrywanie nowych dróg i sektorów.

 

Siurana

Kolejny klasyczny rejon ze sławnymi drogami np. La Rambla. W moim odczuciu jest bardziej wymagający niż sąsiedni Margalef. Na drogach do 6c naprawdę trzeba się nagimnastykować i potańczyć na nogach. Drogi się pionują, skała robi bardziej szara i ostra – pojawiają się tak zwane „wampirki”. Częściej złapiesz krawądkę, niż zobaczysz dziurkę. Jest sporo dróg z rysami, dlatego w zgodzie z myślą, że wspinacz powinien być uniwersalny i wspinać się w każdej formacji, warto skorzystać z tej możliwości. Mimo dużej lekcji pokory i konieczności zejścia z cyfry, Siurana absolutnie mnie urzekła. Zarówno wspinanie, które nie wybacza głupich błędów i zmusza do kombinowania oraz technicznych ustawień, jak i otoczenie winnic, miasteczko z zamkiem. Porównując do surowego, pustynnego krajobrazu Margalefu, Siurana jest dużo bardziej zielona, malownicza i romantyczna. Kolejne miejsce na liście, gdzie na pewno wrócę, ponieważ czuję niedosyt wymagającego wspinania w tej dolinie.

Widok na rejon Siurana

Chullila

Ostatni rejon, który powinien być tzw. wisienka na torcie. Wśród moich znajomych jest wielu miłośników pięknego kanionu w Chullila – mnie on jednak w ogóle nie urzekł. Malownicze miasteczko, piękne okolice z ruinami do zwiedzania, bliska odległość do fantastycznej Walencji – to wszystko było dużą zaletą. Wspinanie natomiast było dla mnie porażką. Z obserwacji i doświadczeń znajomych wnioskuję, że jest to świetne miejsce dla osób, które wspinają się na poziomie 8a–8a+. Jest w czym wybierać w tym zakresie trudności. Poszukiwania ładnych, prostych dróg na tzw. rozwspin skończyło się wybraniem poleconego 7a i wspinaniem się od razu na projektach, pomijając etap ilościowego wspinania po łatwym. Nie znalazłam ciekawych dróg o trudnościach 6a, 6b, 6c poza jedną, którą zrobiłam OS. Można ją podsumować następująco: 50 metrów wspinania, podzielonego na etapy: techniczny pion, przewieszenie po dobrych, dużych chwytach i naciekach oraz psychiczny połóg. Drogę robiłam godzinę i ledwo byłam w stanie wyciągnąć 50 metrów liny, żeby wpiąć się do łańcucha, będąc równocześnie przyklejoną twarzą do połogiej ściany. Ciekawą 6b+ robiłam po gigantycznej 45-metrowej tufie – niestety spadłam z flasha tuż przed stanem. Olbrzymie nacieki robią niesamowite wrażenie. Poza tym nic ciekawego nie znalazłam. Z niektórych dróg wręcz się wycofałam.

Żeby zobrazować jak różne są drogi w Chullili, przytoczę przykład pewnej silnej dziewczyny, która jednego dnia zrobiła 8a, a następnego dnia nie mogła dojść do drugiej wpinki na 7b+. Staram się nie zrażać po jednym wyjeździe i może kiedyś tam wrócę – silniejsza, z większym doświadczeniem. Na pewno warto jechać z kimś, kto zna ten rejon i może polecić ładne drogi. Zaoszczędzicie czas na poszukiwania i frustrację. Drogi Chullili są bardzo długie. Weźcie to pod uwagę wybierając linę – 80 metrów to minimum. Drogi o wycenie 7a, które robiłam, miały zasięgowe ruchy, dlatego naczelną techniką była „noga do ręki”. Jeżeli nie wybierasz dróg po tufach, to spotkasz tutaj głównie krawądki.

Widok na Kanion Chulilla

 

Dopóki nie spróbujesz, nie dowiesz się

Na moim pierwszym wyjeździe wspinaczkowym do Hiszpanii Piotrek zachęcał mnie, żebym próbowała drogi o różnym charakterze. Im więcej typów chwytów poznasz, im więcej trudnych sekwencji ruchów twoje ciało się nauczy, tym szybciej będziesz pokonywać kolejne trudności. Nie warto fiksować się na jeden rejon albo przykładowo tylko na przewieszone drogi. Przez to bardzo się ograniczamy. Oczywiście nie w każdej formacji będzie nam świetnie szło, ale traktujemy to jako trening. Nauczona wyjazdami, które były pełne frustracji, wszystkim radzę, żeby wspinać się dużo i po różnorodnych drogach. Jak będziesz w rejonie, gdzie ewidentnie ci się nie zgina, zejdź z cyfry i wspinaj się ilościowo. Nie przywieziesz życiówki, ale to zaprocentuje na następnym wyjeździe.

Buty wspinaczkowe – historia wyboru zaczarowanego pantofelka

Buty wspinaczkowe – historia wyboru zaczarowanego pantofelka

Jeżeli jest coś, na punkcie czego każdy wspinacz szaleje i wydaje na to sporo pieniędzy, to zdecydowanie mowa o butach. Uprząż służy ci przez lata, lina i ekspresy też, ale buty wspinaczkowe wymieniasz kilka razy w roku. Poza tym w butach wspinaczkowych bardzo często upatrujemy klucz do sukcesu lub przyczynę naszej porażki na drodze wspinaczkowej. Dlaczego są tak ważne? Zapraszam na krótką historię o zaczarowanych pantofelkach.

 

Budząca się miłość

Każda dobra opowieść cechuje się narastającym napięciem, dlatego w naszej zacznijmy od początkujących wspinaczy, którzy wiedzą tylko tyle, że buty wspinaczkowe warto mieć. Po pierwszych próbach w adidasach dochodzisz do wniosku, że nie jest to idealne obuwie do tego rodzaju aktywności. Nie masz jednak pewności, czy wspinanie będzie sportem dla ciebie, dlatego wolisz nie inwestować nie wiadomo ile funduszy w sprzęt wspinaczkowy.

Jest to zdroworozsądkowe, ale i właściwe podejście, ponieważ na początku nie masz szans wykorzystać wszystkich specjalistycznych zalet, którymi cechują się buty wspinaczkowe dla zaawansowanych. Nie wiesz jeszcze, czy lepiej się będziesz czuł w modelu wiązanym, czy na rzepy, a może w baletkach… Pierwsze buty do wspinaczki są zazwyczaj efektem losowego wyboru. Przede wszystkim bierzesz pod uwagę cenę i dostępne modele.

Buty wspinaczkowe dla początkujących mają zazwyczaj płaską podeszwę, bez znacznych krzywizn, a czubek jest lekko zaokrąglony. Raczej nie znajdziesz w nich wzmocnienia na palcach czy precyzyjnej pięty. Kiedy wspinanie wciąga cię na dobre i jesteś częstym gościem ścianki wspinaczkowej, zaczynasz dostrzegać różnice w butach kolegów. Może nawet jesteś świadkiem rozmów o rodzajach gumy w podeszwach, słyszysz też nazwy topowych włoskich i czeskich producentów. W głowie zaczyna kiełkować myśl o wymianie swoich pierwszych, dziurawych już butów na lepszy model.

Poziom wygięcia butów wspinaczkowych

O tym jak bardzo wygięty jest dany but wspinaczkowy, informują ikonki

 

Buty wspinaczkowe, które stoją na wszystkim!

Kolejna para jest już zdecydowanie lepiej przemyślanym wyborem. Po rozeznaniu wśród wspinających się kolegów i koleżanek wiesz, że buty wspinaczkowe mogą być skórzane, albo z materiałów syntetycznych. Decydujesz się na bardziej asymetryczny kształt, ponieważ nie jesteś już nowicjuszem i buty wspinaczkowe dla początkujących nie są dla ciebie. Obiło ci się co prawda o uszy coś o butach miękkich i twardych, ale nie do końca potrafisz zdecydować, jakie są dla ciebie lepsze.

Idąc do sklepu, w którym można kupić sprzęt wspinaczkowy, zwracasz już uwagę, czy wybrany model ma z tyłu taśmy, które są bardzo pomocne przy zakładaniu i zdejmowaniu buta.

La Sportiva buty wspinaczkowe - precyzja

Wraz ze wspinaczkowym doświadczeniem zaczynasz świadomiej dobierać buty wspinaczkowe (fot. La Sportiva)

Przekonałeś się też, że wybrany poprzednio rozmiar był zdecydowanie za duży, dlatego szukasz mniejszego. Pogodziłeś się już z faktem, że buty do wspinaczki dają pewien dyskomfort. To nie jest wybieranie pantofli na wesele, w których będziesz tańczyć całą noc. Wiesz, że nie muszą być wygodne jak bambosze. But wspinaczkowy musi być dobrze dopasowany – czytaj za ciasny. Zdejmujesz go w każdej wolnej chwili od wspinania. Założenie nowego buta wspinaczkowego, który jest o dwa, trzy rozmiary mniejszy niż twój standardowy rozmiar, graniczy z cudem i jest prawdziwą mordęgą. Proces rozbijania buta trwa czasem kilka tygodni i jest bardzo bolesny.

W sklepach wyposażonych w sprzęt wspinaczkowy, prawie zawsze jest miejsce z nakręconymi stopniami, żeby w trakcie przymierza butów, móc na nich stanąć i przetestować. Po udanych zakupach, ściskasz pudełko z nowym nabytkiem niczym najcenniejszy skarb. Nie możesz się już doczekać kiedy je wypróbujesz na ściance lub w skałach. Ze zdumieniem odkrywasz, że but ma niesamowitą przyczepność i stoi na każdym, nawet najmniejszym stopniu. Gwarantuję, że to rzekomo unikatowe uczucie, będzie ci towarzyszyć przy każdej nowej parze.

 

Doświadczenie podpowiada jak wybierać buty wspinaczkowe

Wraz z upływającym czasem rozwijasz swoje umiejętności na niezliczonych treningach i wyjazdach w skały. Zużywasz kolejne pary butów wspinaczkowych i przychodzi taki moment, że w szafie masz więcej obuwia wspinaczkowego niż zwykłego. Wiesz już, że na drogi tarciowe w połogu świetnie sprawdzą się buty miękkie, a na piony, na których trzeba precyzyjnie stawiać stopy – na przykład na małe dziurki – idealne będą buty twarde o zakrzywionym czubku. Śledzisz premiery nowych modeli albo kolejne wersje kultowych butów po lekkim liftingu. Potrafisz stwierdzić, jaki typ buta lubisz i jaki model pasuje do twojej stopy, a jaki zupełnie nie.

Masz buty treningowe, te trochę tańsze, bardziej zużyte, zazwyczaj o miękkiej podeszwie i nie tak drastycznie małe. Masz też tak zwane „zadaniówki”, które czekają na skalne projekty. Jadąc w skały, zabierasz kilka par, w zależności od typu dróg, które będziesz robić. Modele mocno asymetryczne, o stosunkowo miękkiej gumie świetnie się sprawdzą w przewieszeniu i pomogą ci precyzyjnie podhaczyć palce. Twarda guma, choćby Stealth Onyxx, będzie idealna na techniczne wspinanie po płytach.

TęRiky Felderer, Cody Roth, Melloblocco, 2016

W pewnym momencie wiesz już, że na różne drogi sprawdzą się inne buty wspinaczkowe (fot. La Sportiva)

W kwestii butów wspinaczkowych każdy z czasem znajdzie coś dla siebie. Są wspinacze wierni jednemu modelowi buta wspinaczkowego, a są pasjonaci testowania nowości. Nie musisz się martwić, jeżeli idąc za modą kupisz model, który przykładowo będzie za wąski do twojego kształtu stopy. W społeczności wspinaczy zawsze znajdzie się ktoś, kto chętnie odkupi od ciebie nietrafiony wybór.

Jeżeli martwisz się o swoje finanse to wiedz, że dziura w bucie wspinaczkowym nie musi oznaczać konieczności kupna nowych butów i uszczuplenia budżetu domowego o kilkaset złotych. Dobrym sposobem na przedłużenie żywotności twoich ukochanych butów jest ich „podklejenie” . Na rynku istnieją firmy, które wyspecjalizowały się w przywracaniu butom wspinaczkowym drugiego życia. Polega ono na wymianie podeszwy, czyli zdjęciu starej gumy i podklejeniu buta nowym, wybranym przez ciebie rodzajem gumy. Rozwiązanie to jest zdecydowanie tańsze niż zakup nowej pary. Na ściance wspinaczkowej ludzie dogadują się w grupach, żeby podzielić koszty wysyłki na kilka osób. Ważne jednak, żeby wysłać buty do firmy, która naprawdę dobrze to robi. Zdarzały się przypadki, że wysłany specjalistyczny but o drapieżnym pazurze i dużej asymetrii, wracał po podklejeniu jako chodak.

 

Złej baletnicy nawet La Sportiva nie pomoże

Nie dajmy się zwariować i nie ulegajmy iluzji, że najlepszy model butów wspinaczkowych pomoże nam robić wyższą cyfrę. W pierwszej kolejności daj sobie czas na nabranie doświadczenia wspinaczkowego, a co za tym idzie przewspinanie setek metrów. To, że będziesz mieć takie same buty jak Adam Ondra nie sprawi, że będziesz równie wybitnym wspinaczem. Dosyć groteskowo wyglądają wspinacze na drogach o wycenie V, którzy mają najnowsze (najdroższe) buty La Sportiva.

Oczywiście, jeżeli nie wiesz na co wydawać pieniądze i lubisz mieć najlepsze marki dla samej idei, to śmiało. Nie zaprzeczam jednak, że sprzęt którego używamy jest ważny. Wspominany nieco wyżej Adam Ondra i fakt, że w Norwegii (Flatanger) wspinał się w dwóch różnych butach, może być tu przykładem. Na poszczególnych odcinkach ekstremalnie trudnej drogi Silence (9c), w jego opinii, dwa różne modele najlepiej spełniły swoje zadanie. Nie podejrzewam jednak, żeby ktoś z nas odczuwał taką potrzebę.

W pierwszej kolejności musisz nabrać sporo umiejętności wspinaczkowych, żeby móc docenić możliwości, jakie dają buty wspinaczkowe dla zaawansowanych. Na koniec polecam filmik, w którym sam mistrz powie kilka słów o butach.

Style wspinaczkowe

Style wspinaczkowe

Niech cię nie zmyli tytuł – nie jest to bowiem początek wpisu na popularne w dzisiejszych czasach blogi o tematyce fashion. Pojęcie stylu jest nie tylko obecne we wspinaniu, ale co ważniejsze odgrywa w nim bardzo istotną rolę.

Nie mam tutaj na myśli sprawdzenia, jakiej firmy masz ciuchy wspinaczkowe i jak duże logo pręży się na twoich szerokich plecach. We wspinaniu umiejętności i doświadczenie oceniane są między innymi przez pryzmat cyfry, którą robimy w danym stylu. Na naszym wybiegu zaprezentują się trzy główne style: Onsight, Flash, RedPoint.

 

Sztuka czytania OS (styl OnSight)

Stylem najwyżej ocenianym i równocześnie najtrudniejszym jest OnSight. To zmora amatorów i wspinaczy o słabych nerwach. Najczystsza postać wspinania. Na czym polega? Mówiąc ogólnie, na podejmowaniu szybkich decyzji. Kiedy podchodzisz pod drogę, której nie znasz, widzisz ją pierwszy raz, wstawiasz się i robisz całą bez bloku (bez obciążanie liny), masz zaliczone przejście OS.

W tym stylu jedyne co możesz zrobić przed startem, to jak najdokładniej przyjrzeć się drodze, stojąc na dole. Nie ma opcji sprawdzenia, jakie chwyty czekają na nas na górze. Dlatego polecamy dobrze się rozgrzać przed „sajtem”, pooglądać chwyty widoczne z ziemi – najlepiej z różnej perspektywy. Zastanów się też, jak chcesz zrobić tę drogę, gdzie twoim zdaniem jest największa trudność, a gdzie możesz zrestować. Oczywiście powyższe rady dotyczą prób OS na drogach, które są dla ciebie wyzwaniem. Robiąc na co dzień 7c, raczej nie będziesz potrzebować gruntownego przygotowania na drogach o wycenie 6a czy 6b.

Style wspinaczkowe - on sight

Jeśli liczysz na OS-a dokładnie przyjrzyj się drodze przed startem.

Jeżeli zastanawiasz się czy zrobienie drogi, na której wiszą ekspresy wspinaczkowe to dalej OS- odpowiedź brzmi: zdecydowanie TAK. Wiele dróg ma powieszone na stałe ekspresy, co nie stanowi przeszkody do oddawanie prób onsight. Dlaczego wspinanie „sajtem” jest takie wymagające? Głownie przez element niewiadomej. Niejednokrotnie musisz zaryzykować, podjąć szybką decyzję, o której była już mowa. Wybrany chwyt może okazać się zbawienną klamką, która ocali twoje przejście albo będzie pułapką, która będzie cię kosztować odpadnięcie.

Im więcej wspinasz się OS-em tym lepiej potrafisz czytać drogi. Dużo szybciej odnajdziesz właściwą sekwencję albo będziesz umiał/ła wydostać się z niekomfortowej pozycji. Nowicjuszom jest dużo trudniej, co nie oznacza, że nie warto próbować. Nie zniechęcaj się po pierwszych porażkach. Wspinanie OS bardzo procentuje i przekłada się na pokonywanie „życiówek” w innych stylach, o których później. Dowodem na wyjątkowość stylu OS jest fakt, że w większości przypadków drogi pokonywane „sajtem” są znacznie łatwiejsze od naszych maksymalnych przejść.

 

W „FLASH-u” reflektorów (styl FLASH)

Równie ceniony i wymagający styl, który podobnie jak onsight daje ci tylko jedną szansę przejścia, to Flash. Znaczącą różnicą jest to, że możesz widzieć, jak ktoś się wspina po danej drodze przed tobą. Co więcej, może ci on opowiedzieć ze szczegółami, jak pokonał poszczególne odcinki, jakich chwytów łapał, a na co lepiej uważać. Bardzo pomocne jest podpowiadanie na bieżąco tj. w trakcie wspinania. „Lewa ręka po krzyżu”, „dołóż”, „popraw do klamy”– te i podobne komendy pomogą ci wyjść z opresji w cruxie, kiedy samodzielne myślenie pod wpływem stresu zaczyna szwankować. Istnieje jednak możliwość, że patent osoby, która podpowiada nie będzie ci pasować. Jeżeli ktoś jest od ciebie wyższy, silniejszy to z dużym prawdopodobieństwem jego sposób przejścia nie będzie dla ciebie najbardziej optymalny.

Wspinaczka - OS, FLash, RP

W stylu Flash pomocne są podpowiedzi innych wspinaczy dawane „na bieżąco”.

Jedna próba, czyste przejście bez obciążania liny, z wiedzą gdzie są chwyty daje przejście Flash. Nie ma opcji na błąd – musisz zaufać osobie, która dzieli się z tobą patentami i dokładnie za nimi podążać. W przypadku długich dróg, kiedy idziesz jako drugi po partnerze, który zrobił daną drogę OS, nie licz na dokładne wskazówki. Magia wspinania w stylu onsight wiąże się z pamięcią krótkotrwałą. Mając flow i będąc totalnie skupionym na kolejnym przechwycie, po zjechaniu na dół nie pamiętasz jak dokładnie przechodzi się dany odcinek.

Do dziś wspominam piękną drogę w Chullili, którą chciałam zrobić flashem. To była 50-metrowa 6b+ po ogromnych tufach. Piotrek poszedł pierwszy i starał się najlepiej jak umiał odtworzyć przebieg drogi, żebym wiedziała jak iść. Po 30 minutach wspinania poległam dwie wpinki przed łańcuchem. Wściekła niemiłosiernie całą winą obarczyłam mojego asekuranta. Dlaczego się nie udało? Powodów jest kilka. Nie da się zapamiętać poszczególnych ruchów na 50 metrach, to po pierwsze. Po drugie, jak robisz 8c to raczej nie widzisz trudności na 6b+. Trzeci i chyba najważniejszy powód – nigdy nie wspinałam się po tufach i po prostu tego nie umiem.

Wspinaczka - styl flash

Kto asekuruje jako pierwszy na nowej drodze, skazany jest z góry na Flash-a.

 

RP czyli rzetelna praca nad projektem (styl Red Point)

Red Point to zdecydowanie styl dla wytrwałych. Tutaj nie ma ograniczeń w ilości oddanych prób. Możesz „wisieć” na linie i próbować poszczególne ruchy, ucząc ciało sekwencji godziny, dni a nawet miesiące. Są też projekty, na które wspinacze przyjeżdżają latami. Dla mniej cierpliwych wyróżniamy tzw. szybkie RP, o którym możemy mówić jak zrobisz drogę np. w 3 próbie, albo na wyjeździe weekendowym.

Taki sposób pokonywania projektów wspinaczkowych daje dużo satysfakcji. Im częściej wpinasz się w łańcuch tym twoja pewność siebie wzrasta. Nie mówimy oczywiście o drogach, które są zdecydowanie poniżej twojego poziomu. Zazwyczaj są to projekty o stopień albo pół stopnia łatwiejsze niż twój maks.

Chcąc zrobić życiówkę czyli wejść na kolejny poziom trudności, prawdopodobnie będziesz potrzebować czasu na tzw. „patentowanie” . Co to właściwie znaczy w praktyce? Uczenie się ustawień, szukanie najłatwiejszej dla ciebie sekwencji, która pomoże ci poskładać mniejsze części w całą układankę. Kiedy wydaje ci się, że wiesz już wszystko, znasz kolejność ruchów i pamiętasz jak wygląda każdy stopień, przychodzi moment na oddawanie prób „a muerte”. Nagle dzieje się straszna rzecz! Ruchy wykonywane po bloku są niemożliwe do wykonania w ciągu. Cały proces zaczyna się od nowa – optymalizujesz, żeby przybliżyć się do celu.

Wspinaczka - style

„Patentowanie” to droga do wspinaczkowego sukcesu. Życiówkę zwykle robi się w stylu RP.

Sklejanie coraz dłuższych odcinków drogi i nabieranie wytrzymałości na trudnych ruchach to również nieodłączny element wspinania RP. Jeżeli w trakcie n-tej próby odpadasz ciągle w tym samym miejscu to znak, że czas zastanowić się nad lepszym patentem. Możesz poszukać inspiracji w internecie, gdzie często są umieszczone filmiki z przejścia danych dróg. Uprzedzam, że głownie dotyczy to trudnych dróg i tzw. klasyków rejonów. Nie próbujcie szukać przejścia Adamy Ondry z 6c. Jeżeli dana droga jest znana i zrobił ją jakiś znany (sponsorowany) wspinacz to są duże szanse na znalezienie wideo w sieci.

Styl RP jest bardzo wymagający psychicznie. Przychodzenie codziennie pod tą samą skałę i oddawanie kilku prób bez sukcesów jest niesamowicie frustrujące. Szczególnie jak znasz już wszystkie chwyty i stopnie, masz strategię przejścia ale wciąż brakuje ci tej jedynej, niepowtarzalnej próby, podczas której wszystko będzie idealnie.

Twoja kondycja psychiczna i fizyczna, warunki atmosferyczne, pamięć, która nie zawiedzie w cruxie i duch walki, który popchnie cię poza dotychczas wyznaczone granice możliwości – wszystko to ma znaczenie. Zanim przyjdzie ten dzień bardzo łatwo o złość, irytacje i rozważanie porzucenia projektu. W takich sytuacjach dobrze pójść na inną drogę, którą zrobisz szybkim RP, żeby zrelaksować głowę i odzyskać pewność siebie.

 

Wspinanie w dobrym stylu

Ilu wspinaczy tyle upodobań, dlatego nie ma jednego najlepszego stylu, który moglibyśmy polecić. Tak naprawdę warto próbować wszystkich. OS jest niezaprzeczalnie najtrudniejszy, ale też uczy najwięcej, dlatego im częściej będziesz podejmować próby, tym lepiej dla ciebie. W trakcie wspinania OS możesz szybko zmienić zdanie i poprosić o flasha, co też niejednokrotnie widziałam. Jak się nie uda spróbujesz RP.

Gwarantuje, że zrobienie drogi cieszy niezależnie od stylu, w którym została pokonana. Podobnie jak wspinanie w różnych formacjach skalnych rozwija umiejętności wspinaczkowe, tak samo różnorodność stylów wzbogaca twoje doświadczenie i poprawia płynność ruchów.