W Dolomitach jest co robić

W Dolomitach jest co robić

Dolomity stanowią grupę Alp Południowych, leżącą w całości we Włoszech. Nie tworzą one jednego, wyraźnego pasma, za to w ich skład wchodzi wiele pomniejszych grup oddzielonych od siebie wysokimi przełęczami. Różnorodność form i kształtów tych wapienno-dolomitowych gór jest ogromna: od strzelistych, smukłych turni, po ogromne, ponad 1000-metrowe ściany wznoszące się ponad zielonymi dolinami.

Tym, co charakteryzuje rzeźbę Dolomitów, są widoczne, poziome warstwy skały widoczne jako poprzeczne linie przecinające te góry. Ich struktura przywodzi na myśl strukturę chałwy. Zarówno barwa skały – od szarej przez srebrzystą po pomarańczową na przewieszonych ścianach – jak i ostre kształty sprawiają, że krajobraz tych gór mógłby równie dobrze być krajobrazem gór księżycowych. Dla mnie są to góry magiczne i jedyne w swoim rodzaju. W tych górach zarówno miłośnicy górskiej przyrody, turyści górscy, wielbiciele via ferrat, wspinacze, czy fotografowie i narciarze znajdą coś dla siebie.

 

Dla turystów i górskich entuzjastów

Turyści górscy znajdą w Dolomitach wiele znakowanych szlaków pieszych, o różnym stopniu trudności oraz różnym dystansie i przewyższeniu do pokonania. Od niezbyt męczących wycieczek po długie, całodzienne wędrówki wymagające dobrej kondycji fizycznej, orientacji w terenie górskim i odpowiedniego wyposażenia sprzętowego.

Poza plecakiem, który pomieści prowiant i wodę na całodzienną wędrówkę, przydadzą się również wygodne buty z dobrym bieżnikiem. Mapa terenu jest niezbędna, a i kurtka przeciwdeszczowa może się przydać. Gwałtowne załamania pogody z burzami i ulewnym deszczem nie należą do rzadkości w górach, a w Dolomitach występują zwłaszcza popołudniami w ciągu ciepłych dni w letnich miesiącach.

Pasjonaci kolarstwa górskiego będą wniebowzięci mknąc serpentynami dróg wijących się między poszczególnymi grupami górskimi. Muszą być jednak przygotowani na bardzo duży, wręcz morderczy wysiłek, gdyż różnice wysokości, jakie będą pokonywać, są ogromne.

dolomity turystyka

Zielone łąki i skalne ściany. Szlaki w Dolomitach zachwycą najbardziej wymagających wędrowców.

 

Dla wielbicieli via ferrat

Miłośników żelaznych perci wciąż przybywa, a w Dolomitach via ferrat nie brakuje. Via ferraty są ciekawą propozycją dla osób, które poza dobrą kondycją fizyczną i ogólną sprawnością górskiego łazika, mają praktyczne umiejętności autoasekuracji i poruszania się po via ferratach. Osoby, które dotąd wędrowały po górach i dopiero co zaczęły się wspinać (np. przeszły kurs wspinaczki skalnej), również znajdą dla siebie coś interesującego wśród dużego wyboru ubezpieczonych, górskich dróg. Pozwolą one doświadczyć uczucia powietrza pod stopami będąc setki metrów ponad ziemią oraz dostarczą niesamowitych przeżyć.

Via ferraty różnią się między sobą czasami podejścia pod ich początek, długością i stopniem trudności technicznych, które spotkasz na drodze oraz charakterem. Inaczej jest bowiem na via ferracie biegnącej granią na wysokości ponad 3000 m n.p.m., inaczej na wytężającej, siłowej drodze biegnącej na dość długich odcinkach w przewieszonej skale, która nie daje odpoczynku mięśniom rąk, a inaczej na łatwych i niedługich ferratach o umiarkowanych trudnościach. Niektóre ferraty najlepiej przechodzić tylko w jednym kierunku, zwłaszcza te wytężające. Po pierwsze, ze względu na trudności, po drugie, ze względu na dodatkowe trudności przy ewentualnym wymijaniu osób idących w przeciwnym kierunku. Tak czy inaczej, każdy znajdzie coś dla siebie. Po przejściu zaś jednej z wielu pięknych ferrat będzie wiedział, że było warto.

Raj dla miłośników via ferrat (Fot. Bart Bazior)

Raj dla miłośników via ferrat (Fot. Bart Bazior)

 

Dla wspinaczy

Wspinaczka w Dolomitach jest specyficzna i dla osób przyzwyczajonych do tatrzańskiego wspinania zupełnie inna od tego, co znają z Tatr. Ściany są głównie pionowe, a wiele z nich przewiesza się na znacznych odcinkach. Nawet łatwe drogi biegną bardzo eksponowanym terenem. Charakter wspinania jest różnorodny, podyktowany rzeźbą dolomitowej skały. Trudności na wyciągach mają często charakter ciągowy, zatem jeśli wyczytasz w opisie drogi, że wiele jej wyciągów będzie wytężających i wytrzymałościowych, to z pewnością tak będzie. Z jakością skały w Dolomitach bywa różnie – w zależności od góry, wystawy ściany i drogi. Trzeba się zawsze liczyć z ewentualną kruszyzną.

Asekuracja w dolomitowej skale wymaga wprawy. Poza kośćmi, camalotami, pętlami i kevlarkami często przydają się tricamy, które fajnie siadają w skalnych dziupelkach. Na niektórych drogach bez haków może być ciężko założyć solidne stanowisko asekuracyjne, a czasem nawet dobre przeloty. Tam, gdzie skała jest mocno kompaktowa, a rysy bardzo płytkie, kości mechaniczne za bardzo się nie przydadzą. Haki są wtedy w zasadzie niezastąpione.

Wybór dróg w Dolomitach jest ogromny – zarówno pod względem trudności technicznych, trudności/łatwości założenia punktów asekuracyjnych, jak i długości dróg. Od dróg stosunkowo łatwych po hardcore’owe wspinaczki klasyczne i drogi hakowe. Od krótkich 150-200 metrowych dróg na „małych, dolomitowych kamieniach”, takich jak Cinque Torri, po ogromne, alpejskie urwiska sięgające 1000 i więcej metrów n.p.m. Wielkimi ścianami Dolomitów poprowadzone zostały z rozmachem najpiękniejsze klasyki i wielkie, poważne drogi, takie jak na przykład Solleder-Lattenbauer na północno-zachodniej ścianie Civetty czy Il Pesce na południowej ścianie Marmolady.

W ścianie (Fot. z archiwum Marty Sokołowska)

W ścianie (fot. achiwum autorki)

 

Dla fotografów

Tak. Dolomity są bardzo wdzięcznym tematem fotograficznym. Co roku, zwłaszcza jesienią, odbywa się w nich dość dużo profesjonalnych warsztatów fotograficznych. Dlaczego jesienią? Ponieważ właśnie w tym czasie pojawiają się w Dolomitach niesamowite, poranne mgły. Barwy zielonych latem hal teraz są jesienne i kolorowe. Słońce jest niżej i daje inny, cieplejszy odcień światła. Znana fotografom i wyczekiwana przez nich tak zwana „złota godzina” trwa dłużej niż w innych porach roku. To wszystko razem pozwala na tworzenie fotograficznych arcydzieł.

Jesienne poranki w górach są zimne, z temperaturami odczuwalnymi zwykle poniżej zera. Zwłaszcza przed wschodem słońca i do czasu, zanim wzniesie się ono na odpowiednią wysokość i zacznie ogrzewać swoim ciepłem. Bez ciepłej kurtki i warstwy wiatroodpornej ciężko może być znieść niskie poranne temperatury, zwłaszcza kiedy wychodzisz na dwór przed słońcem, ustawiasz sprzęt fotograficzny, stoisz długo we względnym bezruchu czekając, aż aparat skończy wykonywać timelapse’a.

 

Dla narciarzy

Miłośnicy skitouringu, narciarstwa zjazdowego, czy też narciarstwa biegowego znajdą tu wiele świetnych miejsc pozwalających im na uprawianie ich narciarskiej aktywności. Zimy w Dolomitach są zwykle śnieżne, więc o brak śniegu nie ma się co martwić. Słońca zimową porą nie brakuje również. Ośrodków narciarskich jest tu bardzo dużo, wystarczy wspomnieć choćby słynną Madonnę di Campiglio czy San Martino di Castrozza. Narciarze znajdą tu setki bardzo dobrze utrzymanych stoków narciarskich i tras przygotowanych dla narciarzy biegowych. A po aktywnym dniu na stoku czas na wyśmienite włoskie bombardino i pizzę. Jednym słowem – narciarski zimowy raj.

Narty w Dolomitach

Nartostrady w Dolomitach przyciągają jak magnes amatorów białego szaleństwa.

 

Tu jest co robić! Niezależnie od pory roku czy ukochanej aktywności, Dolomity mogą być dla ciebie tym miejscem, w którym będziesz się realizować. Nikogo to nie powinno dziwić, że wiele osób przyjeżdża tu i szybko wraca po coraz to więcej i więcej pasji oraz wrażeń.

Co zabrać na wspinaczkę wielowyciągową

Co zabrać na wspinaczkę wielowyciągową

Wspinanie wielowyciągowe, zwłaszcza w górach i z tradową asekuracją, jest aktywnością o wiele bardziej złożoną, niż wspinanie po ubezpieczonych i krótkich drogach sportowych w skałach. Powagi całości przedsięwzięcia dodaje przede wszystkim długość drogi, która nie jest już rzędu 20-40 metrów, a zwykle sięga od 200 metrów wzwyż.

Kolejnym, odmiennym od skałkowego czynnikiem jest sposób asekuracji. Nie wystarczy już komplet ekspresów wpięty do uprzeży. Potrzebny będzie o wiele szerszy asortyment sprzętu wspinaczkowego oraz umiejętność osadzania go w skale w taki sposób, aby nie była to jedynie asekuracja symboliczna, na tak zwane słowo honoru.

Sprzęt wspinaczkowy to nie wszystko

Co jeszcze? W górach liczy się nie tylko sprzęt, ale przede wszystkim umiejętności. Niezbędna jest umiejętność budowania stanowisk asekuracyjnych oraz asekuracji partnera z górnego stanowiska. Umiejętność odczytywania przebiegu drogi w skale to kolejna kompetencja do opanowania. Tu nie ma rzędów błyszczących spitów, czy też ringów, osadzonych w ścianie w odległości dwóch metrów jeden nad drugim, które pokazują przebieg drogi w ewidentny sposób. Do tego dochodzi orientacja w terenie, gdy na przykład po ukończeniu drogi musisz zewspinać się w dość zawiły sposób do stanowiska zjazdowego, a także znajomość techniki wykonywania zjazdów w górach, w bezpieczny sposób oraz bez utraty sprzętu czy też zaklinowania liny.

Jeszcze jednym istotnym czynnikiem, grającym dużą rolę w górach, jest pogoda, a mianowicie szybko zmieniające się warunki atmosferyczne. Właściwa ocena warunków pogodowych w stosunku do rodzaju i długości planowanej przez nas wspinaczki, ocena własnej oraz partnera sprawności w skale, ewentualnych możliwości wycofu – taka wiedza jest bezcenna.

wspinaczka górska Marta Sokołowska

W górach samemu musisz czytać drogę. Nie ma tu rzędu błyszczących ringów i spitów. (fot. archiwum autorki)

 

Wspinanie wielowyciągowe – jak się do tego zabrać?

Można się przestraszyć czytając to wszystko? Ano można, jak zawsze, gdy staniesz przed wielką górą, spojrzysz na jej niknący w chmurach wierzchołek i pomyślisz o tym, że trzeba na nią wejść. Jeśli jednak przygotujesz sobie plan, podzielisz przygotowania do tego przedsięwzięcia na mniejsze odcinki i będziesz się skupiał kolejno na każdym z nich, okaże się, że góra jest jednak do zdobycia. Krok po kroku i metr za metrem.

Dzisiaj napiszę o tym, co zabrać ze sobą na wspinaczkę wielowyciągową. Wiadomo, że dobór sprzętu będzie w dużej mierze zależał od charakteru drogi. Niemniej jednak jest pewien standardowy zestaw sprzętu, który wpakowuję do plecaka, jeśli w opisie drogi nie ma dodatkowych informacji o potrzebie zabrania haków bądź też specyficznych rozmiarów friendów.

 

Standardowy zestaw na wielowyciągi

Mój standardowy zestaw sprzętu wspinaczkowego w góry składa się z dwóch żył liny połówkowej, zestawu friendów, kilku kości, kilku kewlarów, kilku pętli nylonowych I kilku z dyneemy, kilku wolnych karabinków oraz paru sztuk długich ekspresów, klucza do kości potocznie nazywanego jebadełkiem. Sprzęt osobisty to kask, uprząż, woreczek z magnezją, buty wspinaczkowe, trzy zakręcane karabinki HMS, przyżąd do asekuracji, pętla z repsznura.

szpej wielowyciągi

Na wspinanie wielowyciągowe potrzebujesz więcej szpeju. (fot. Bart Bazior)

 

Lina wspinaczkowa

Jeśli chodzi o linę, to w górach zawsze używam liny połówkowej (zwanej też podwójną), czyli dwóch 60-metrowych żył liny, przeznaczonych do używania zawsze razem. Każda z nich ma średnicę znacznie mniejszą, niż standardowa lina pojedyncza przeznaczona do wspinaczki skałkowej (używana przeze mnie lina ma średnicę 8,4 mm). Natomiast fakt, że we wspinaczce górskiej stosuje się linę składającą się z dwóch żył, związany jest po pierwsze z bezpieczeństwem – w razie przetarcia jednej z żył na ostrych krawędziach skał, wciąż pozostaje zabezpieczenie w postaci drugiej żyły. Po drugie – dwie żyły 60-metrowe pozwalają na wykonanie jednorazowo zjazdu długości prawie 60 metrów (a nie jak jedna lina 60-metrowa – zjazdu 30m).

 

Friendy i kości wspinaczkowe

Mój zestaw składa się zwykle z ośmiu friendów w różnych rozmiarach i kompletu kości. Na standardowe wspinaczki taki set w zupełności wystarcza.

W mojej szpejarce standardowy zestaw mechaników to friendy Metolious’a w rozmiarach od 3 do 8 oraz kości mechaniczne Black Diamond takie jak Micro Cam #0 i Camalot #0.4.

Wśród pasywnych kości wspinaczkowych standardowo zabieram kości DMM o rozmiarach 7,8,9,10,11 oraz kość Wild Country Rock 12.

Wspinaczka wielowyciągowa

W górach zawsze używam liny połówkowej. (fot. Bart Bazior)

 

Kewlary i pętle

Kilka kewlarków (ok. 3 sztuk) świetnie się sprawdza, zwłaszcza w dolomitowej czy wapiennej skale, a w takiej wspinam się teraz najczęściej. Kewlar jest bardzo wytrzymały i z łatwością można go przewlec przez małe skalne uszka, zapewniając sobie tym samym solidny punkt asekuracyjny.

Jeśli chodzi o pętle, to zabieram ich zwykle około ośmiu. Kilka długich pętli nylonowych (przydają się szczególnie do budowania stanowisk asekuracyjnych w ścianie) i kilka krótszych pętli zrobionych z dyneemy. Służą mi one zwykle do przedłużania przelotów tak, aby lina szła w miarę możliwości bez przełamań i nie ulegała przesztywnieniu.

 

Karabinki, ekspresy, klucz do kości

Cztery luźne karabinki są zwykle u mnie rzeczywiście luźne, natomiast na pozostałych czterech trzymam zawieszone friendy. W miarę zużywania szpeju na wyciągu również one staja się luźne i zostają zużyte do asekuracji. Około sześciu lekkich, długich ekspresów, zawsze się przydaje. No i klucz do kości, z którego użytek robi osoba wspinająca się na drugim końcu liny – ułatwia jej on wyciąganie protekcji osadzonej w skale i tak zwane sprzątanie.

 

Kask wspinaczkowy

Dlaczego podczas wspinania w górach używa się kasku, raczej nikomu wyjaśniać nie trzeba. Na rynku jest w tej chwili cała rozmaitość kasków, do wyboru do koloru – od ultralekkich i superwentylowanych, przez bardziej masywne i przypominające kształtem garnek. Dodatkowo kaski wspinaczkowe dostępne są w różnych kolorach i rozmiarach. Każdy znajdzie kask odpowiedni dla siebie. Ważne, żeby był wygodny i dobrze dopasowany. No i podczas wspinania zawsze na głowie, a nie w plecaku.

 

Uprząż wspinaczkowa

Uprzęży, tak jak i kasków wspinaczkowych, jest dostępnych mnóstwo różnych rodzajów. Dla mnie na wspinaczki górskie najistotniejszą sprawą jest, aby uprząż była wygodna, z szerokim pasem i pętlami udowymi (o niebo wygodniejsza od cienkich wersji, jeśli przyjdzie ci wisieć w niej na wiszących stanowiskach). Również to, aby szpejarki były wykonane ze sztywnego materiału bądź pokryte plastikową warstwą – nie ma wtedy problemu z wypinaniem/wpinaniem w nie sprzętu. Jeśli chcesz mieć jedną uprząż do wspinania zarówno latem, jak i zimą, lepiej wybrać model z regulowanymi pętlami udowymi. Wówczas można je wygodnie dopasować do obwodu ud, bez względu na grubość odzieży, którą ma się na sobie.

 

Woreczek z magnezją

Tu sprawa jest prosta. Woreczek może być praktycznie każdy. Wybierz jaki ci się tylko podoba.

 

Buty wspinaczkowe

Z butami wspinaczkowymi na długie drogi jest różnie. Z jednej strony fajnie, jeśli są w miarę wygodne, bo jednak przyjdzie ci spędzić w nich kilka dobrych godzin. Z drugiej zaś dobrze, jeśli nie są to luźne kapcie, w których nie masz czucia pod stopą. Znalezienie kompromisowych butków wspinaczkowych zajmuje trochę czasu i ne pewno zależy również od osobistych preferencji.

U mnie świetnie sprawdzają się dwie pary butów. Jedne z nich są wygodne i jak na poziom wygody również precyzyjne. Mowa tu o butach LaSportiva Mythos. Drugie są w miarę wygodne na dłuższe drogi, ale już nie tak komfortowe jak pierwsze. Są one za to mega precyzyjne. Tą drugą parą są buty 5.10 Anasazi.

Na łatwiejsze wspinanie zabieram ze sobą pierwszą parę butów, na trudniejsze wspinanie – drugą. A czasem zdaża się tak, że na naprawdę długą drogę, na której tylko kilka wyciągów jest wymagających, zabieram obie pary butów.

 

Karabinki HMS i przyrząd do asekuracji

W moim zestawie znajdują się trzy lekkie karabinki zakręcane, z dość dużym prześwitem, dzięki czemu nie ma problemu ze zmieszczeniem w nich wyblinki zrobionej na dwóch żyłach liny. Osobiście preferuję przyrząd asekuracyjny ATC Guide Black Diamond. Nie jest on tak lekki, jak jego Petzlowski odpowiednik – Reverso, ale za to nie zużywa się tak szybko jak Reverso. I ostatni element – pętla z repsznura, u mnie związana węzłem zderzakowym. Na tyle długa, aby bez problemu można było zawiązać z niej blocker albo węzeł Prusika do zjazdów na linie.

przyrządy asekuracyjne

Do wspinaczki w górach musisz wybrać odpowiedni przyrząd. Musi to być model, który pozwala asekurować również na górnym stanowisku. Na przykład przyrząd Black Diamond Pilot (drugi z parawej) nie może być używany w takiej funkcji. (fot. Sławek Nosal)

 

Plecak wspinaczkowy – co do niego trzeba włożyć

Poza sprzętem wspinaczkowym do plecaka wrzucam jeszcze kilka innych potrzebnych rzeczy. Ale nie za dużo, żeby nie nosić dodatkowego ciężaru bez potrzeby.

Bez względu na długość drogi, zawsze mam ze sobą miękką, plastikową butelkę na wodę, którą można w łatwy sposób zwinąć, gdy jest pusta. Jeśli na podejściu pod ścianę jest jakieś źródełko albo potok i wiem, że będę mogła uzupełnić wodę po drodze, to zabieram ze sobą jedynie odrobinę wody na starcie.

Obowiązkowo zabieram prowiant. U mnie jest to zwykle mix orzechów i suszonych owoców. Do tego dochodzą: czołówka, chusta buff oraz lekka kurtka wiatrówka, która do pewnego stopnia jest również wodoodporna (na niewielki deszcz wystarczy). No i oczywiście dwie kopie rysunków ze schematem drogi oraz opisem drogi zejściowej.

Jeśli wybieram się na dużą drogę, na której wiem, że może zaistnieć konieczność biwaku (czy to w ścianie, czy już na szczycie po skończeniu drogi), zawartość mojego plecaka wygląda zupełnie inaczej. I jego waga również, choć staram się, aby był on jak najlżejszy. Ale o tym napiszę przy innej okazji.

Marta Sokołowska wspinaczka w dolomitach

Wspinanie w górach często oznacza długie podejścia na start drogi wspinaczkowej. (fot. Bart Bazior)

Na koniec jeszcze jedna rada. Zawsze – kiedy tylko jest to możliwe – staram się sprawdzić opis danej drogi w dwóch różnych źródłach. Przed wyjazdem trzeba znaleźć informacje na temat tego, jakimi formacjami skalnymi droga przebiega. Dzięki temu mogę się lepiej przygotować na wspinaczkę i przewidzieć, co może być tam potrzebne. Później zostaje już tylko ruszać w drogę, cieszyć się wspinaniem (czasem w trakcie, czasem po fakcie) i czasem spędzonym w górach.

Joga we wspinaniu – aspekt fizyczny

Joga we wspinaniu – aspekt fizyczny

Jakiś czas temu pisałam o tym, w jaki sposób praktyka jogi ćwiczy umysł wspinacza, zwiększa świadomość, a tym samym pomaga osiągnąć cele wspinaczkowe. Dzisiaj przyjrzymy się bliżej wpływowi asan – czyli pozycji jogi – na ciało wspinacza.

 

Przeczytaj artykuł o tym, jak joga działa na psychikę wspinacza. 

 

Jak joga działa na ciało

Pozycje jogi i ich nazwy zostały zaczerpnięte ze świata zwierząt oraz roślin. Joga bowiem ma zapewnić praktykującemu zwinność zwierzęcia i gibkość dziecka. Jeden z rodzajów jogi, jakim jest hatha yoga, skupia się na spokojnej, zaangażowanej pracy z ciałem i oddechem oraz na pozostawaniu w każdej wykonywanej asanie na około 8-10 oddechów (jeden oddech to jeden długi, spokojny wdech i jeden długi, spokojny wydech).

joga marta sokołowska

Aby korzystać w pełni z możliwości wyćwiczonego ciężkimi treningami ciała, trzeba to ciało rozciągać. (fot. Bart Bazior)

 

Taka praca i trwanie w asanie pozwalają na delikatne rozciąganie bądź wzmacnianie zaangażowanych partii ciała i grup mięśni (bądź rozciąganie i wzmacnianie jednocześnie – w zależności od wykonywanej asany). Będąc w asanie pracujesz na 85% możliwości, aby przyniosła ona zamierzony rezultat. Jeśli na mięsień zadziałasz nadmiernie, to efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Wówczas włókna mięśniowe będą chciały skrócić się za wszelką cenę. Tak jak guma naciągnięta do granic możliwości próbuje wrócić do swojej pierwotnej formy i czyni to wprost proporcjonalnie do siły, z jaką została rozciągnięta, tak twoje mięśnie zechcą powrócić do poprzedniego stanu. Jeśli natomiast będziesz czuć, że wykonujesz pracę i mięsień się rozciąga – ale nie będzie to maksimum twoich możliwości wykonywane na bezdechu i z zaciśniętą szczęką – to mięsień będzie powoli adaptował się do nowej sytuacji. Oddech pozwoli rozluźniać napięcie powstałe wskutek rozciągania, a mięsień powoli wydłuży się bez ryzyka kontuzji.

 

Rodzaje asan

W całym repertuarze asan znajdują się różne ich rodzaje.

  • Pozycje balansujące – asany równoważne wykonywane zarówno na jednej nodze, jak również na rękach – wzmacniają mięśnie posturalne i poczucie równowagi.
  • Pozycje ze skłonem w przód rozciągają cała tylną część ciała. Pozycje z wygięciem w tył rozciągają całą przednią część ciała.
  • Pozycje skrętne mają niezastąpiony wpływ na zdrowie i sprawność kręgosłupa.
  • Pozycje odwrócone działają odżywczo i tonująco na cały organizm i na układ nerwowy. Tak w skrócie i bardzo ogólnie można przedstawić poszczególne grupy asan.

 

Joga – jak to się ma do wspinania

Wspinacze dużo trenują pod kątem siły i wytrzymałości. Tego rodzaju trening zapewnia odpowiedni poziom mocy oraz dużą siłę palców i przedramion potrzebną do chwytania mikroskopijnych chwycików. Gdyby dołożyć do tego jeszcze benefity płynące z praktyki jogi, takie jak zwinność i gibkość, to mielibyśmy wspinacza wyposażonego w całe spektrum możliwości siłowo-sprawnościowych gotowych do wykorzystania ich w skale.

Aby korzystać w pełni z możliwości wyćwiczonego ciężkimi treningami ciała, trzeba to ciało rozciągać. Tylko wtedy doładowane mięśnie nie będą ograniczały ruchomości stawów i potencjalnie możliwych do wykonania ruchów. Tylko sprawne, nieusztywnione ciało może w pełni wykorzystać całą zgromadzoną w mięśniach siłę. Przełoży się to zarówno na poprawę techniki i estetyki wspinaczkowej oraz na ogólne wyniki w skale.

Wysokie wstawianie nóg to nie twoja bajka? Z jogą możesz to zmnienić. (fot. Bart Bazior)

 

W jaki sposób asany działają na ciało wspinacza

Asany jogi otwierają mocno przykurczone u wspinaczy mięśnie klatki piersiowej oraz mięśnie międzyżebrowe. Tym samym przyczyniają się do zwiększenia możliwości oddechowych. U osób z wyprostowaną sylwetką i otwartą klatką piersiową o wiele większa powierzchnia płuc zaangażowana jest w proces oddychania, niż ma to miejsce u osób o przygarbionej postawie. Efektywniejsze oddychanie dostarcza większej ilości świeżego tlenu komórkom mięśniowym, a o tym jak bardzo jest to istotne wie każdy, kto uprawia jakiś sport.

Pewne asany bardzo skutecznie rozciągają nabite mięśnie przedramion, przykurcze palców dłoni i pachwin oraz zginaczy bioder. Przywrócenie sprawności przykurczonym biodrom i pachwinom przekłada się bezpośrednio na lepsze przenoszenie środka ciężkości podczas wspinania, poprzez choćby możliwość przybliżenia bioder do ściany w pozycji żabki.

asana Marta Sokołowska

Joga to zwinność, gibkość, lepsze wyczucie równowagi i środka ciężkości. (fot. Bart Bazior)

 

Asany wpływają również bardzo skutecznie na rozciągnięcie przedniej i tylnej grupy mięśni ud oraz na często występujące u wspinaczy przykurcze ścięgien podkolanowych. Te ostatnie znane są dobrze również biegaczom i są bezpośrednio powiązane z dolegliwościami odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Usprawnienie tych części ciała pozwala na wyższe wstawienia nóg podczas wspinania, a tym samym zwiększa wydajność i ekonomię ruchów. Zamiast korzystać z siły mięśni rąk (które są mniejsze i słabsze od mięśni nóg) możesz wychodzić z nóg wstawianych na wysokie stopnie.

Gdy stoisz koniuszkami swoich butków wspinaczkowych na mikrostopieńkach, twoje łydki (a dokładnie mięśnie brzuchate i płaszczkowate łydek) dostają mocno „w kość”. Duża część asan jogi rozciąga solidnie właśnie te mięśnie, zapobiegając ich przykurczom. To kolejny atut dla wspinaczy, który płynie z praktykowania jogi.

 

Czas na trening, czas na jogę

Pewnie masz rozpisany grafik z treningami i teraz zastanawiasz się, kiedy wpasować w to wszystko jogę. Jeden dzień w tygodniu przeznaczony na półtoragodzinną jogę będzie zupełnie wystarczający.

Najważniejsze jest to, żeby praktyka była regularna. Pojedyncze, wybrane asany zawsze możesz wykonać w ramach krótkiego rozciągania po wspinaniu. Natomiast systematyczność regularnej, półtoragodzinnej jogi jest istotna dla efektów, które chcesz osiągnąć.

Dlaczego nie ćwiczyć asan przed treningiem siłowym? Ponieważ wydłużone włókna mięśniowe są słabsze i trening będzie mniej efektywny. Dlaczego nie serwować sobie półtoragodzinnej praktyki jogi tuż po wspinaniu? Bo będziesz zmęczony, a joga również wymaga wysiłku, w związku z czym tylko dobijesz dodatkowo swoje i tak już zmęczone mięśnie. Osobny dzień przeznaczony na pełną praktykę jogi jest najlepszym pomysłem i przyniesie najlepsze rezultaty.

joga wspinaczkowa

Katalog korzyści z praktykowania przez wspinaczy jogi jest długi. (fot. Bart Bazior)

 

Co konkretnie praktyka jogi daje wspinaczowi:

  • wzmacnia i usprawnia całe ciało
  • przywraca ciału utraconą gibkość
  • rozciąga mięśnie i ścięgna poprzykurczane wskutek intensywnych treningów wspinaczkowych i przywraca im elastyczność
  • dzięki rozluźnieniu powięzi barkowej zapobiega częstym u wspinaczy kontuzjom barków
  • zapobiega kontuzjom wspinaczkowym, ponieważ elastyczne mięśnie i ścięgna rzadziej ulegają naciągnięciom, naderwaniom bądź całkowitemu zerwaniu przyczepów mięśni (wyobraź sobie, że twoje mięśnie i więzadła są jak lina statyczna zamiast dynamicznej, a stopa wyjeżdża gwałtownie i niespodziewanie z małego stopieńka, gdy stoisz na szeroko rozstawionych nogach napięty jak struna – efekt: naderwanie bądź całkowite zerwanie przyczepów mięśni pośladkowych; a gdyby mięśnie i więzadła były jak lina dynamiczna?)
  • zwiększa zakres ruchomości stawów, a więc umożliwia wykonywania obszerniejszych ruchów podczas wspinaczki i dalszych wysięgów
  • pozwala na przyjmowanie przeróżnych pozycji ciała podczas wspinania, przez co poprawia ekonomię ruchów, choćby przez bardziej efektywne wstawienia
  • poprawia poczucia równowagi i daje lepsze wyczucie środka ciężkości
Czym są skoki B.A.S.E.

Czym są skoki B.A.S.E.

Skoki B.A.S.E. to rodzaj przygodowego sportu, to hobby, pasja, bardzo emocjonująca i intensywna aktywność, czasem klasyfikowana jako przestępstwo… I choć popularność skoków B.A.S.E. wzrasta, to jest to wciąż doświadczenie zarezerwowane dla niewielkiej społeczności, w porównaniu do liczby osób uprawiających inne sporty.

Nie jest to sport dla każdego, co trzeba jasno powiedzieć. Nie jest to również sport bezpieczny. Nie ma tu miejsca na ludzki błąd, choć popełnianie błędów jest ludzką rzeczą. Tu popełnienie błędu w najlepszym wypadku kończy się kalectwem, najczęściej jednak śmiercią. Skoki B.A.S.E. są niesamowitym i nieporównywalnym z niczym innym doświadczeniem, niemniej jednak trzeba mieć świadomość tego, że każdy jeden skok może być tym ostatnim.

 

Czym są skoki B.A.S.E.

Akronim B.A.S.E. to pierwsze litery od rodzaju obiektów, z których skaczemy: B (building) budynki, A (antenna) anteny, S (span) mosty, E (earth) obiekty naturalne typu góry i klify. Skoki z każdego z tych obiektów maja inną charakterystykę, wymagają specyficznych umiejętności i stwarzają innego rodzaju zagrożenia dla skoczka.

 

Sprzęt do skoków B.A.S.E.

Sprzęt B.A.S.E.-owy, z którym skaczemy, to spadochron i pokrowiec, w którym zamykamy ułożony już spadochron. Do niskich skoków układamy spadochron w inny sposób, niż do skoków wysokich.

Przy skokach z mniejszej wysokości zależy nam na tym, aby spadochron otworzył się szybko i na kierunku, czyli aby zaraz po otwarciu leciał w kierunku od skały (nie chcemy spotkać się ani z ziemią, ani z obiektem, z którego skaczemy). Gdy skaczemy z niskiego obiektu utrzymujemy nasze ciało pod innym kątem w stosunku do horyzontu, niż podczas skoków z wyższych obiektów. Wszystkie te różnice podyktowane są fizyką i aerodynamiką. Podczas niskich skoków czas wolnego spadania wynosi od 1 do 4-5 sekund, w związku z czym nasze ciało nie osiąga prędkości terminalnej – maksymalnej prędkości, z jaką spada ciało przyciągane ziemską grawitacją.

Inaczej jest podczas skoków z wyższych obiektów. Wtedy spadochron układamy tak, aby otwierał się szybko, ale nie tak gwałtownie, jak przy niskich skokach, ponieważ mogłoby to skutkować poważnymi urazami kręgosłupa. Przy skokach wysokich mamy też zazwyczaj więcej czasu do potencjalnego zderzenia z ziemią, niż podczas niskich skoków. Dla przykładu: skacząc ze 120-metrowego mostu mamy 5 sekund czasu od momentu wyskoku do uderzenia w ziemię. Pięć sekund – dużo i niewiele zarazem.

Przy skokach z wysokich i średniowysokich klifów, czyli przy skokach terminalnych i subterminalnych, zależy nam na tym, aby odlecieć jak najdalej od ściany przed momentem otwarcia spadochronu. Otwarcie spadochronu zbyt blisko ściany, w razie otwarcia nie na kierunku, grozi zderzeniem ze ścianą i przy odrobinie szczęścia jedynie poważnymi obrażeniami. Żeby odlecieć od ściany daleko stosuje się specjalną technikę latania nazywaną trackowaniem (wymaga to wcześniejszego przygotowania i praktyki). Aby ten sposób latania był jeszcze bardziej efektywny, stosuje się specjalne kombinezony zwane tracksuitami, które różnią się między sobą wielkością i stopniem trudności latania w nich.

Marta Sokołowska skok BASE

Skok BASE z niskiego klifu (fot. Bart Bazior)

Kombinezony

Kiedy ma się doświadczenie w lataniu w takim kombinezonie można wykorzystać siłę grawitacji i pęd spadającego ciała do tego, aby zacząć lecieć, szybować w powietrzu z dużą prędkością, czyli trackować jeszcze efektywniej. Trzeba jednak pamiętać, że to nie kombinezon lata, a człowiek. Bez umiejętności nabytych poprzez intensywną praktykę, kombinezon sam nie poleci. W tracksuicie zaczynamy lecieć do przodu o wiele szybciej, niż bez niego. Również gdy popełnimy najmniejszy błąd, wszystko będzie się działo o wiele szybciej w kombinezonie, niż bez niego. Tracksuit pozwala nam odlatywać od ściany w krótszym czasie, co jest jego dużą zaletą, ale w razie jakiejkolwiek niestabilności i niekontrolowanej zmiany kierunku lotu, również z większą prędkością i w krótszym czasie lecimy w stronę ściany i spotykamy się z nią. Czym to skutkuje, nietrudno sobie wyobrazić…

Jeszcze innym rodzajem kombinezonu jest wingsuit, który różni się od tracksuita zarówno krojem, powierzchnią (ilością materiału), techniką latania w nim, jak i tym, że w wingsuicie nie mamy wolnych rąk (nie możemy ich unieść swobodnie do góry bez odpięcia zipperów). Jest to rodzaj nylonowego worka, w którym jesteśmy zamknięci i w którym musimy umieć latać. Latanie w każdym z tych kombinezonów pozwala na wykonywanie innego rodzaju skoków w górach – innego pod względem trudności i dystansu jaki mamy po pokonania lecąc.

 

Trening czyni mistrza

Można jednak zminimalizować ryzyko w tym i tak bardzo ryzykownym sporcie. Istotne jest dobre przygotowanie i doświadczenie w skokach spadochronowych. Trzeba zdobyć umiejętność efektywnego latania, być dobrym pilotem własnego ciała, wypracować sobie doświadczenie w układaniu spadochronu zarówno na niskie, jak i na wysokie skoki. Ważna staje się też zdolność precyzyjnego latania na czaszy i lądowania w trudnym terenie. Nie obędzie się bez znajomości środowiska górskiego i wiedzy z zakresu oceny wiatru i tego jak tworzy się on w zależności od ukształtowania terenu.

Kolejną kluczową sprawą w skokach jest przygotowanie mentalne, duża samoświadomość, szybkość reakcji i dobra kondycja fizyczna, która pozwala na zachowanie odpowiedniego poziomu koncentracji nawet po długotrwałym, wyczerpującym wysiłku fizycznym. Na większość interesujących klifów, z których skaczemy, trzeba podchodzić w górę przez kilka godzin bądź wspinać się. Im lepsze przygotowanie fizyczne, tym mniej czasu potrzeba później na odzyskanie sił i koncentracji niezbędnych do skoku.

lot na czaszy

W powietrzu – lot na czaszy spadochronu (fot. Bart Bazior)

Wielu ludzi, zachęconych filmami ze skoków B.A.S.E. (zwłaszcza wingsuitowymi) obejrzanymi na youtube, zaczyna myśleć, że chciałoby „spróbować”, że to jest coś mega fajnego. I owszem, to co widać na filmach, to jak ludzie są w stanie latać, jest naprawdę imponujące. Trzeba jednak wiedzieć, że każdy skok to jest efekt końcowy wielu lat pracy i praktyki, której na filmach zwykle nikt nie pokazuje. „Próbowanie” w tym sporcie nie jest zbyt dobrym pomysłem i prawdopodobnie będzie ostatnim pomysłem i ostatnią próbą próbującego. Trzeba pamiętać, że liczba wypadków śmiertelnych jest w skokach B.A.S.E. naprawdę duża.

 

Początki

Czasem ktoś pyta mnie, jak zaczęła się moja przygoda ze skokami. Nie mam na to jednej odpowiedzi. Jest to wypadkowa wielu czynników. Myślę, że wszystko, co do tej pory robiłam, prowadziło mnie w stronę skoków. Ważne jest przede wszystkim to, że wiele lat temu zaczęłam wspinać się w górach i z czasem poczułam się w nich jak w domu. Prawdą jest, że jeśli coś mnie zafascynuje i jest dla mnie wartościowe, to idę za tym bez reszty. Następna była fascynacja skokami spadochronowymi, czymś tak kompletnie innym niż wspinanie. Próba łączenia skoków spadochronowych z moimi wyjazdami wspinaczkowymi, czasem potrzebnym na treningi w skałach, pracą, czyli nauką jogi – to nie było łatwe. Kiedy byłam na lotnisku brakowało mi wspinania. Kiedy przebywałam w górach brakowało mi powietrza. Któregoś lata, podczas pobytu w Dolomitach, zobaczyłam ludzi skaczących z Sass Pordoi. Byłam pod wielkim wrażeniem tego, co zobaczyłam. I to był ten moment, w którym wiedziałam, że chcę skakać z klifów.

 

Osobiste motywacje

Nie jestem typem osoby poszukującej silnych emocji i adrenaliny. Oczywiście one występują zarówno we wspinaniu, jak i w skokach BASE, ale to nie one są moją motywacją i tym, czego szukam. To chwila tuż przed skokiem jest najważniejszym, najintensywniejszym momentem, w którym trzeba być maksymalnie skupionym i uważnym. To jest stan jogi, czystej i skupionej uwagi, maksymalnej obecności w każdej mijającej sekundzie.

W jodze osiągasz ten stan umysłu poprzez regularną praktykę asan (pozycji jogi), pranajamy (praktyk oddechowych) i medytacji. Tuż przed skokiem przenosisz ten stan obecności do sytuacji realnie zagrażającej twojemu życiu. Wtedy widzisz, że on działa, że jesteś w stanie zapanować nad swoim strachem przy pomocy narzędzi jogi. Przed samym skokiem jestem w pełni świadoma każdej sekundy, każdego oddechu i uderzenia serca. Później lecę, jestem w powietrzu, cieszę się możliwością szybowania jak ptak. Dla mnie jest to niesamowite i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. W tym jest magia.

Drogi wspinaczkowe w Tatrach dla początkujących

Drogi wspinaczkowe w Tatrach dla początkujących

Tatry i tatrzański granit oferują całkiem sporo interesujących dróg wspinaczkowych dla osób, które dopiero ukończyły kurs taternicki i myślą o samodzielnym wspinaniu w górach. Zarówno po polskiej, jak i po słowackiej stronie można znaleźć wiele ciekawych dróg o niewielkich trudnościach, na których można szlifować sztukę wspinania górskiego.

Wrzesień w Tatrach jest cudny – od kolorów poczynając, a na przyjemnych zazwyczaj temperaturach i stabilnej (w porównaniu do letnich miesięcy) pogodzie kończąc. Dla mnie Słowacja i część Tatr Wysokich leżąca po tamtej stronie była zawsze bardziej interesująca wspinaczkowo. Przede wszystkim ze względu na fakt, że słowacka część Tatr jest o wiele większa, niż polska, a co za tym idzie mniej zatłoczona. Poza tym zarówno podejścia pod ściany, jak i same ściany są często większe, niż te znajdujące się po polskiej stronie. Wszystko to sprawia, że słowacka część Tatr ma bardziej alpejski charakter i wspinanie tu jest poważniejsze. Brak schroniska górskiego dostępnego na wyciagnięcie ręki (jak to ma miejsce na Hali Gąsienicowej) naprawdę zmienia wiele. Pozwala poczuć, jak to jest naprawdę być w górach.

Jeśli chodzi o podejścia pod ściany to faktem jest, że są one stosunkowo długie. I choć popylanie do góry z ciężkim worem pełnym szpeju na plecach nie jest najprzyjemniejszą częścią całej przygody, to z pewnością zapewni świetną kondycję na dalsze alpejskie wspinaczki.

 

Trzy drogi w Tatrach dla początkujących

Ale do rzeczy. Napiszę o trzech ciekawych drogach, które mogę śmiało zarekomendować osobom zaczynającym się wspinać w Tatrach. Zacznę od drogi najłatwiejszej i jednocześnie znajdującej się “blisko schroniska”, czyli zapewniającej taternikom komfort wręcz skałkowy.

 

Grań Kościelców

Kościelca zapewne nikomu przedstawiać nie trzeba. Jego charakterystyczny kształt jest znany każdemu, kto choćby jeden raz odwiedził Halę Gąsienicową i schronisko Murowaniec.

Droga, o którą tutaj chodzi, jest drogą o charakterze graniowym i niewielkich trudnościach (I-II). Zaczyna sie ona na Mylnej Przełęczy, skąd pnie się w górę skalnym uskokiem na wierzchołek Zadniego Kościelca. Podejście na Mylną Przełęcz prowadzi od Zielonego Stawu Gąsienicowego.

Grań Kościelców - Tatry - Wspinanie

Grań Kościelców (fot. archiwum autorki)

Z Zadniego Kościelca droga, prawie bez trudności, prowadzi nas pod początek kolejnego uskoku, startującego z Kościelcowej Przełęczy, a prowadzącego na szczyt Kościelca. Asekuracja na drodze nie jest skomplikowana. Wystarczy kilka friendów i dłuższych pętli wspinaczkowych. Przejście odcinka od Mylnej Przełęczy do szczytu Kościelca zajmuje około 2 godzin. Po czym z Kościelca schodzi się łatwo na Halę znakowanym szlakiem turystycznym. Bardzo przyjemna i szybka droga na słoneczny, jesienny dzień.

Grań Kościelców - Tatry - Wspinaczka

Grań Kościelców (fot. archiwum autorki)

 

Droga Uznańskiego na Zadnim Mnichu

Zadni Mnich jest szczytem znajdującym się w głownej grani Tatr. I choć nie jest tak popularny jak jego brat – Mnich, to warto wybrać się na niego. Nieco ukryty i niewidoczny z Morskiego Oka, nie jest celem tak licznych rzeszy wspinaczy, jak Mnich. A jest ładną, skalną igłą, ciekawie położoną w zacisznej okolicy, z dala od tłumu odwiedzającego Morskie Oko. Zadni Mnich wzosi się on nad Doliną za Mnichem, a jego południowa ściana zwrócona jest w stronę Doliny Piarżystej, leżącej po słowackiej stronie Tatr.

Droga Uznańskiego biegnie jego południową ścianą, co czyni ją drogą idealną na wczesną jesień tatrzańską. Niedługa, w zasadzie 3-wyciągowa wspinaczka o trudnościach V na ostatnim wyciągu. Pod start drogi podchodzi się łatwo od Ciemnosmreczyńskiej Przełęczy. Osobiście polecam rozpoczęcie wspinania od drugiego z czterech wyciągów drogi. Pierwszy wyciąg ze schematu to w większości trawy. Dopiero trzy kolejne wyciągi dają satysfakcjonujace wspinanie w generalnie dobrej, choć miejscami kruchej skale.

Po ukończeniu drogi zjeżdża się jednym – około 40-metrowym – zjazdem, z zamocowanego na górze stanowiska zjazdowego, na stronę Przełączki Pod Zadnim Mnichem. Długość drogi (3 wyciągi) to około 120 metrów.

Zadni Mnich tatry wspinaczka

Na ostatnim – zarazem kluczowym – wyciągu drogi Uznańskiego na Zadnim Mnichu (fot. archiwum autorki)

 

Staflova na Wołowej Turni

Wołowa Turnia leży w granicznym paśmie Wołowego Grzbietu i należy do głównej grani Tatr. Jej północną ścianę można zobaczyć znad Czarnego Stawu Pod Rysami. Ściana południowa zaś, która nas interesuje, leży po stronie słowackiej i widać ją dobrze znad Wielkiego Żabiego Stawu Mięguszowieckiego. Turnia kształtem przypomina nieco piramidę. Jej południową ścianą, w rewelacyjnej jakości granicie, przebiega piękna droga – Staflova.

Podejście pod ścianę jest stosunkowo długie, ale zdecydowanie warte wspinania w przepięknej, wysokogórskiej scenerii. Długość drogi to około 200 metrów (5 wyciagów), prowadzących głownie rysami i dobrze urzeźbioną płytą. Na stanowiskach znajdują się ringi, a asekuracja na wyciągach nie jest problematyczna – rzeźba skały pozwala na dobre osadzanie friendów i kości wspinaczkowych. Droga rozpoczyna się na wielkiej rampie u podstawy ściany.

Zejście z drogi jest bardziej skomplikowane, niż z dwóch poprzednich opisanych przeze mnie. Zajmuje ono około 30 minut. Jest również dość eksponowane. Z wierzchołka schodzi się w dół w kierunku południowo-wschodnim, przez dwa prożki skalne do wygodnego miejsca w żlebie. Dalej skośnie w prawo i w dół dużą rynną przez około 70 metrów. W dogodnym miejscu trawers w prawo na wschodnią grań i jeszcze kawałek aż do Żabiej Przełęczy Mięguszowieckiej. Z przełęczy w dół żlebem na trawiastą półkę pod południowo-zachodnią ścianą.

Staflova Tatry - wspinanie

Na pierwszym wyciągu Staflovej, południowa ściana Wołowej Turni (fot. archiwum autorki)

 

Szczegółowe opisy poszczególnych wyciągów, wraz z topo opisanych przeze mnie dróg, znajdziecie w przewodnikach wspinaczkowych Władysława Cywińskiego. Wspaniałego wspinania!

Pasja niesie mnie przez świat

Pasja niesie mnie przez świat

Gdyby nie wspinanie, zapewne nie zobaczyłabym wielu niesamowitych miejsc położonych w różnych górach Europy. Nie dotarłabym w oddalone, górskie zakątki ani do małych, poutykanych gdzieś na końcu ślepych, krętych i wyboistych dróg małych osad ludzkich. Miejsc takich, jak to, o którym dzisiaj napiszę.

 

W sercu Alp Delfinatu

La Berarde jest małą wioską położoną wysoko, w samym sercu francuskich Alp Delfinatu. Prowadzi do niej wąska, kręta droga biegnąca zboczami opadającymi do doliny Veneon. Powyżej La Berarde nie ma już żadnych innych miejsc zamieszkanych przez ludzi – poza alpejskimi schroniskami, które są otwarte dla turystów i wspinaczy w czasie krótkiego, alpejskiego lata. Jest to ostatnia miejscowość, powyżej której ze wszystkich stron rozpościerają się wysokie, alpejskie szczyty sięgające ponad 4000 m n.p.m. oraz schodzące nisko jęzory lodowców.

Wspinaczka pozwala odkryć miejsca ukryte na końcu świata (arch. autorki).

 

Obóz Klubowy

Dziewięć lat temu, po czternastu dnich spędzonych na wspinaczce w Dolomitach, ruszyłam w drogę do Francji. Mój partner wspinaczkowy, z którym wspinałam się przez minione dwa tygodnie, został we Włoszech. Ja natomiast wsiadłam do samochodu i przejechałam sama przez całe północne Włochy, ze wschodu na zachód, aby pod koniec dnia dotrzeć do francuskiego La Berarde. Sama ta podróż była o tyle ciekawa, że jeszcze nigdy dotąd nie jechałam trasą z Włoch do Francji, w dodatku sama. W tamtym czasie nawigacja GPS czy Google Maps nie były czymś powszechnym. Jedyne, co miałam, to atlas samochodowy Europy i tyle. Wiedziałam dokąd chcę dojechać.

Na miejscu w La Berarde byli już moi znajomi z Klubu Wysokogórskiego Gliwice, do którego należałam (i wciąż należę). Tam właśnie usytuowana była baza letniego obozu klubowego.

 

La Berarde

W La Berarde było wszystko, czego potrzebowaliśmy. Morze granitowej skały i ściany do wspinania, fajne towarzystwo oraz względnie dobra pogoda. Kemping, na którym obozowaliśmy, położony był nad huczącym, lodowatym potokiem spływającym z wytapiającego się lodowca. Po drugiej stronie potoku znajdował się mały sklepik, w którym można było nabyć strategiczne towary w postaci przewodnika wspinaczkowego, pomidorów, lokalnego sera I świeżych bagietek, po które chodziliśmy codziennie rano. Niczego nam nie brakowało.

Gdy zachodziło słońce, znikało ono wcześnie za wysokimi szczytami. Zmrok zapadał szybko w tej głębokiej dolinie. Rano zaś słońce wschodziło zza gór bardzo niespiesznie. Za to kolory, które pojawiały się zarówno o zmierzchu, jak i o świcie, były bajeczne. Z prawdziwą przyjemnością wstawałam przed świtem, by z kubkiem gorącej kawy w rękach czekać na wschód słońca przed namiotem.

Alpy Delfinatu owce

Sielskie obrazki w Aplach Delfinatu (arch. autorki)

 

Aiquille Dibona

Po rozwspinaniu na drogach biegnących ścianami leżącymi najbliżej naszego obozowiska, kilka zespołów ruszyło do góry. Naszym celem była wyjątkowo piękna, strzelista iglica o niesamowitym kształcie – Aiguille Dibona, wznosząca się na ponad 3000 m n.p.m. Podejście pod nią – z ciężkimi od sprzętu wspinaczkowego i prowiantu worami na plecach – zajęło nam kilka godzin. Po południu zrobiliśmy mały rekonesans, znaleźliśmy starty interesujących nas dróg oraz powspinalismy się jeszcze na mniejszych, przyschroniskowych ścianach. Następnego dnia wczesnym rankiem, podzieleni na zespoły, wbiliśmy się w stojącą dęba ścianę Aiguille Dibona. Większość w drogi biegnące jej południową, monolityczną ścianą. Nasza trójka wybrałą się na zachodnią ścianę iglicy i biegnącą nią drogę Voie des Marseillais.

 

Mission accomplished

Wspinanie było piękne i sowite. Zarówno południowa, jak i nieco niższa, zachodnia ściana Aiquille Dibona, są imponujące. Autorami drogi Voie des Marseillais są Gilles Guiot i Lucien Joulia, a została ona otwarta przez nich w 1957 roku. Droga nie jest długa. Jest to pięć wyciągów (150 m) ciekawego wspinania, głównie po eksponowanej, żółtej płycie leżącej na prawo od dużego, czarnego zacieku. Trudności drogi przewodnikowo wycenione są na D+ V+ A1, natomiast przekładając język przewodnika francuskiego na nasz wygląda to tak: V+ z jednym miejscem VII- bądź VI(A0).

Kluczowe trudności znajdują się na czwartym, przedostatnim wyciągu drogi. Na szczycie jest niewiele miejsca – zmieszczą się tam dwa, w porywach może trzy zespoły jednocześnie. Po krótkim odpoczynku nasz zespół rozpoczał serię zjazdów, po którym kontynuowaliśmy zejście do schroniska, znajdującego sie pod samiusieńką południową ścianą iglicy. Kolejnego dnia schodzilismy już do naszej bazy w dolinie. Spaleni słońcem, zmęczeni, zadowoleni.

Aiquille Dibona

W stronę Aiquille Dibona (arch. autorki).

 

Wspinaczka

To jest tylko jedno z miejsc, jedna z przygód, jedna z gór – w które dotarłam, którą przeżyłam, na której wierzchołku stanęłam po godzinach spędzonych w ścianie. Wszystko dzięki temu, że kiedyś, dawno, dawno temu zobaczyłam góry i zapragnęłąm się w nich wspinać, że poruszyły one jakąś strunę we mnie, zafascynowały, stanowiły wyzwanie. Za ich sprawą byłam w Alpach Delfinatu i wielu innych górach.

Dzięki wspinaniu, które dawało (i wciąż daje) mi frajdę, mogłam poznać i wciąż poznaję świetnych ludzi i ich historie oraz magiczne miejsca pośród gór. Wspinanie stało się częścią mojego życia, bardzo ważną częścią. Wciąż fascynują mnie pewne drogi, które chciałabym przejść. Lubię sam proces przygotowania – wspinanie w skałach i na krótkich wielowyciągach, próby robienia dróg przekraczających moje tymczasowe możliwości. To wszystko jest niesamowicie fascynujące i pochłaniające.

Wspinanie wiele mnie nauczyło i wciąż uczy. Wyniosłam z niego wiele lekcji: o sobie, o ludziach, o górach i o przetrwaniu w nich. O tym, co dla mnie jest ważne, a co trochę mniej.

Sam fakt, że jest tyle gór, tyle miejsc, tyle dróg do przewspinania, jest dla mnie osobiście cudem świata. To, że do końca życia z pewnością będę miała co robić i w czym wybierać. I wciąż będą przede mną nowe wyzwania, jeśli tylko zechcę. Ta perspektywa jest cudowna!

w Alpach Delfinatu

„Wspinanie stało się częścią mojego życia, bardzo ważną częścią” (arch. autorki).

 

Pasja

Z dotychczasowych doświadczeń zaobserwowałam i nauczyłam się, że wszystko, co mnie jako człowieka w jakiś sposób porusza, ciekawi, stanowi wyzwanie i motywuje do działania, jest warte, aby za tym pójść. Jeśli idziesz za swoim zaciekawieniem, zaprowadzi cię ono w niesamowite miejsca. Nie ważne, czy dalekie, czy bliskie.

 

Przede wszystkim będziesz żył swoim życiem – jedynym, niepowtarzalnym i satysfakcjonującym. Nucąc melodię, która w twoim sercu gra. Znajdziesz w sobie zapał i siłę. Wyćwiczysz to, czego jeszcze nie umiesz, a co jest ci potrzebne aby zrobić kolejny krok naprzód. Będziesz żył po swojemu, co nie oznacza łatwo i na wygodnej kanapie w pluszowych papciach. Ale to, czego się nauczysz, czego doświadczysz, co zobaczysz – będzie warte napotkanych po drodze niedogodności czy trudności. I będzie to naprawdę twoje!

Plecak Gregory Jade na krótsze i dłuższe włóczęgi – test

Plecak Gregory Jade na krótsze i dłuższe włóczęgi – test

Plecak jest nieodzownym elementem ekwipunku górskiego łazika, turysty, wspinacza… Każdego, kto spędza aktywnie czas w górach. W zależności od rodzaju wykonywanej aktywności potrzebujemy różnych plecaków, spełniających specyficzne funkcje, poza tą jedną najważniejszą, wspólną wszystkim plecakom – chcemy móc przenieść w nich potrzebny nam ekwipunek. I to przenieść go w jak najbardziej komfortowy sposób.

W ciągu ostatniego miesiąca testowałam turystyczny plecak Jade amerykańskiej marki Gregory. Jest to damska wersja plecaka dostępnego w pięciu wercjach pojemności. Testowany przeze mnie plecak jest plecakiem 38-litrowym. Dostępne są również wersje: 28 l, 33 l, 53 l oraz 63 l. Model Jade 38 był ze mną zarówno w Dolomitach, jak i w Alpach Retyckich. I jeśli chodzi o ogólną funkcjonalność i wygodę, to sprawdził się wzorowo. Jak natomiast sprawdziły się w praktyce poszczególne rozwiązania zastosowane przez producenta? Przeczytajcie.

gregory jade test

W stronę Torre Trieste z plecakiem Gregory (fot. Bart Bazior)

Waga plecaka

Stosunek wagi plecaka do jego pojemności jest według mnie bardzo dobry. Pusty plecak, który według producenta może zostać obciążony maksymalnie 16 kg zawartości, waży zaledwie 1,26 kg. Czyli jak na plecak turystyczny, 38-litrowy plecak, z dużą ilością troków, kieszeni i dodatkowych mocowań, jest to niewiele.

System nośny

System nośny plecaka posiada pełną możliwość regulacji, w celu uzyskania jak najlepszego dopasowania i wygody podczas użytkowania w terenie. Opiera się on na lekkiej, wewnętrznej ramie, dzięki której ciężar zawartości placaka rozkłada się w nim równomiernie. Podbite miękką pianką szelki oraz pas biodrowy zapewniaja komfort noszenia, natomiast świetny system wentylacyjny zastosowany w tym plecaku rzeczywiście pozwala na uniknięcie efektu kompletnie mokrych pleców po kilkugodzinnym marszu ostro pod górę.

Regulowany pas piersiowy zapewnia lepsze dopasowanie, a poza tym w jego zapięciu znajduje się gwizdek ratunkowy. Plecak jest dostępny w dwóch rozmairach XS/S oraz M/L, umożliwiających dobranie odpowiedniego egzemplarza do wzrostu osoby. Każdy z rozmiarów można dodatkowo, manualnie jeszcze lepiej dopasować do wzrostu użytkownika, w idealny wręcz sposób.

system nośny Jade 38

Regulowany, dopasowany i świetnie wentyowany system nośny plecaka to duży jego atut. (fot. Bart Bazior)

 

Komora główna

Obszerna i pojemna komora główna pomieści naprawdę wiele. I co jest jej ogromną zaletą – posiada U-kształtny zamek, pozwalający na szybki dostęp do rzeczy znajdujących się na dnie plecaka, bez konieczności wypakowywania z niego całej zawartości. Dla mnie jest to niezwykle istotne i funkcjonalne rozwiązanie, którego często brakuje mi w innych modelach.

Boczne troki, poza mozliwością przytroczenia dodatkowego ekwipunku, stanowią dobry system kompresyjny, regulujący pojemność komory w zależności od zapotrzebowania. Można zatem dopasować wielkość plecaka wedle naszych potrzeb w wygodny sposób. Producent zastosował również ciekawy system zamykania komina komory, z jakim nigdy dotąd się nie spotkałam. A mianowicie plecak można z łatwością otworzyć jedną ręką, poprzez pociągnięcie za sznureczek systemu zaciskowego.

Co jeszcze bardzo istotne, wewnątrz komory głównej (w jej tylnej części) znajduje się kieszeń przeznaczona na camelback, dodatkowo zaopatrzona w uchwyt pozwalający na zawieszenie bukłaka i utrzymanie go w odpowiedniej pozycji podczas trekkingu. Niestety, nie wszystkie rodzaje camelback’ów maja ten sam system mocowania, przez co uchwyt zastosowany w plecaku nie do każdego będzie pasował.

 

Dodatkowe kieszenie

Poza komorą główną plecak zaopatrzony jest w dość dużą, zewnętrzną kieszeń wykonanją z cienkiej i lekkiej, a jednocześnie trwałej siatki. Dwie głębokie, boczne kieszenie (również siatkowe), oraz dwie duże, zapinane zipperami kieszenie umiejscowione symetrycznie po bokach pasa biodrowego. Sa one naprawdę pojemne i niezwykle przydatne. Można w nich trzymać drobiazgi, po które często sięgamy, i mieć do nich dostęp bez konieczności zatrzymywania się i ściągania plecaka. Kolejne dwie zamykane kieszenie znajdują się po wewnętrznej i zewnętrznej stronie klapy plecaka.

 

Klapa plecaka

Poza dwiema kieszeniami, które znajdują się po wewnętrznej i zewnętrznej stronie klapy plecaka, znajdziemy w niej również (w jednej z kieszeni) pokrowiec przeciwdeszczowy na plecak. Waga pokrowca to 68 gramów. Klapa zamyka wlot do komory głównej przy pomocy dwóch zatrzasków (klamer) i o dziwo, mimo swojego dość dużego rozmiaru, nie przeszkadza nawet wtedy, gdy plecak nie jest całkowicie wypełniony, a mocno skompresowany. Wówczas wcale nie lata ona w prawo i w lewo podczas wędrówki.

 

System mocowania akcesoriów

Plecak posiada zewnętrzne pętelki, przy pomocy których można bez problemu przytroczyć do niego kije trekkingowe czy czekan oraz kask. Troki, będące jednocześnie paskami kompresyjnymi (regulującymi pojemnośc plecaka), pozwalają na dodatkowe przymocowanie karimaty czy skompresowanego śpiwora na zewnatrz plecaka. Dodatkowe, płaskie tasiemki znajdujące się z przodu na szelkach, pozwalają na chwilowe przyczepienie do nich okularów przeciwsłonecznych bez potrzeby zdejmowania plecaka, czy też świetnie nadają się do przymocowania aparatu fotograficznego za pomocą cienkiego repsznura. Dzięki temu mamy pewność, że nawet jeśli wypadnie nam on z ręki, nie runie w przepaść.

plecak trekkingowy Gregory

Plecak Gregory Jade 38 podczas wędrówki w Dolomitach. (fot. Bart Bazior)

 

Jakość wykonania

Plecak jest wykonany z niezwykłą dbałością o szczegóły i moim zdaniem jest dopracowany w najmniejszym detalu. Przemyślane rozwiązania, mające zapewnić funkcjonalnośc i wygodę użytkowania w każdym terenie, są naprawdę dobrze wkomponowane w całość. Plecak jest estetyczny i mimo wielu troków i kieszeni zewnętrznych, jest on zwarty i wręcz można by rzec – elegancki. Wykonany jest z odpornego na przetarcia nylonu w żywych kolorach.

Plecak Gregory – opinia ogólna modelu Jade

Świetnie wykonany, estetyczny i dopracowany plecak turystyczny na krótsze i dłuższe wędrówki po górach. Odporny na przetarcia i rozdarcia. Bardzo funkcjonalny i wygodny. Dobrze dopasowuje się do kobiecej sylwetki i pozwala na optymalne rozmieszczenie ciężaru zawartości na ramionach i biodrach. Pozwala na przyjemne wędrowanie z pakunkiem na plecach. Organizacja plecaka daje możliwość na dobrą organizację i rozmieszczenie przenoszonego w nim ekwipunku.

 

Marka Gregory, specjalizująca się w produkcji plecaków, wie w jaki sposób zadbać o detale i ma niezbędne, wieloletnie doświadczenie potrzebne do projektowania dobrych jakościowo plecaków. To, co teraz powiem, jest moim osobistym przekonaniem, więc rozumiem, że każdy może mieć inne. Według mnie firma, która specjalizuje się w wykonywaniu jednego rodzaju sprzętu, np. tylko plecaków, bądź tylko lin wspinaczkowych, jest lepszym specjalistą w swojej dziedzinie, niż firma tak zwana “od wszystkiego”. Wąska dziedzina w tym przypadku owocuje dużym zasobem informacji i spostrzeżeń na temat tego, w jaki sposób udoskonalać sprzęt. Lata poświęcone na dopracowywanie szczegółów i opracowywanie nowych patentów pozwalają na stworzenie sprzętu, który spełni wysokie wymagania użytkowników. I to właśnie można zaobserwować w plecakach marki Gregory.

plecak turystyczny

Plecak Gregory Jade to całkiem sporo miejca na ekwipunek i bardzo dużo wygody przy jego transportowaniu. (fot. Bart Bazior)

 

Dla kogo przeznaczony jest plecak Gregory Jade 38

  • dla kobiet wybierających się na dwudniowe, bądź dłuższe wędrówki w góry
  • dla kobiet ceniących sobie wygodę w górskich warunkach
  • zarówno dla osób planujacych noclegi w schroniskach i zabierających ze sobą umiarkowaną ilość bagażu, jak i dla tych, którzy planują spanie w namiocie czy pod chmurką i potrzebują sporej przestrzeni, aby przetransportować na plecach większe ilości ekwipunku
  • dla osób szukających wygodnego i dobrze wentylowanego plecaka, który sprawdzi się w górach zarówno w zimowych, jak i gorących, letnich warunkach
  • dla turystów górskich, osób wybierających się na via ferraty, czy też na alpejskie wędrówki
  • dla osób ceniących sobie trwałość i jakość wykonania sprzętu outdoorowego
  • dla osób wybierających się na długie, backpackowe wyjazdy, nie tylko górskie (ze względu na świetny system wentylowania pleców, plecak sprawdzi sie na pewno bardzo dobrze również w gorącym, tropikalnym klimacie)
Jej Wysokość Marmolada i Gwiazda Alpejska

Jej Wysokość Marmolada i Gwiazda Alpejska

Ubezpieczone przy pomocy stalowych lin, drabin i stopni trasy, biegnące górskimi perciami drogi, wciąż zyskują nowych zwolenników. Nic w tym dziwnego. Poprowadzone z rozmachem podniebne via ferraty otwierają przed górskimi pasjonatami możliwość zasmakowania przygody i namiastki prawdziwej wspinaczki górskiej, która bez owych stalowych ułatwień byłby dla nich niedostępna.

Pionowe urwiska i bajeczne formy skalne Dolomitów oferują wiele ciekawych żelaznych perci, których przejście dostarczy emocji i zachwytu niejednemu sprawnemu turyście. Zarówno doświadczeni turyści górscy o zacięciu wspinaczkowym, jak i sprawni turyści górscy znający zasady autoasekuracji oraz poruszania się po ubezpieczonych stalowymi poręczówkami drogach, znajdą tu coś dla siebie.

Trudne ferraty poprowadzone są w większości terenem, w który żaden turysta bez podstawowego doświadczenia wspinaczkowego nie chciałby się zapuszczać. Nieco trudne trasy odpowiednie będą dla osób doświadczonych w górskim terenie, natomiast łatwe pozwolą amatorom zapoznać się z tym, czym via ferraty są i w jaki sposób poruszać się po nich w bezpieczny sposób.

 

Skala trudności via ferrat

Planując wyjazd na via ferraty w pierwszej kolejności warto rozpoznać teren, w którym masz zamiar się poruszać, czyli zebrać jak najwięcej dostępnych o nim informacji. Trzeba przeczytać o trudnościach planowanej trasy, ekspozycji, na jaką jest wystawiona, czasie przejścia, jaki ona zajmuje, wysokości nad poziomem morza, na jakiej via ferrata przebiega czy drodze zejściowej. To wszystko bowiem składa się na ogólną ocenę trudności przedsięwzięcia. Ogólnie rzecz ujmując via ferraty można podzielić na:

  • łatwe – czyli takie, które mają naturalny, przypominający zwykły szlak przebieg, a miejsca, w których zamocowana jest lina stalowa, używane są raczej w trakcie trudnych warunków typu zalegający na ścieżce śnieg, śliska skała po opadzie deszczu itd.
    umiarkowanie trudne – czyli takie, które poprowadzone są łatwym, ale dość eskponowanym terenem; dobre dla doświadczonych turystów górskich, którzy panują nad swoim lękiem wysokości i przestrzeni
  • trudne – czyli takie, które wymagają umiejętności przemieszczania się po skale z użyciem nie tylko nóg, ale również rąk oraz sprawnej autoasekuracji na via ferratach; dobre dla doświadczonych i sprawnych turystów górskich
  • bardzo trudne – czyli takie, które wymagają dużej sprawności fizycznej i wytrzymałości oraz odporności psychicznej i bezbłędnej sprawności w poruszaniu się po via ferratach w skalnym terenie; często są to długie, czasochłonne trasy przebiegające terenem bardzo eksponowanym, z odcinkami skalnymi dość siłowymi oraz wymagającymi podstawowych umiejętności wspinaczkowych; tylko dla zaawansowanych turystów górskich posiadających praktyczne umiejętności wspinaczki skalnej
ferraty we włoszech

Na ferratach często trzeba oswoić się z ekpozycją (archiwum autorki).

 

Sprzęt na via ferraty

Jeśli jesteś choćby początkującym wspinaczem to większość potrzebnego sprzętu prawdopodobnie już masz. Kask wspinaczkowy, uprząż wspinaczkowa, buty podejściowe z podeszwą o dobrej przyczepności. Do tego potrzebujesz jeszcze lonżę na via ferraty. Do wyboru są lonże z absorberem zszywanym lub lonże z płytką hamującą. Którą wybierzesz, to już kwestia twojego wyboru. W wyposażeniu przyda się też jedna pętla oraz HMS (karabinek zakręcany), z których skorzystasz jako z dodatkowej (sztywnej) asekuracji. W takiej lonży warto zawisnąć, chcąc choćby zrobić zdjęcie w eksponowanym terenie, czy po prostu odpocząć.

O plecaku nie wspominam. Wszak plecak to podstawowe wyposażenie każdego, kto wybiera się w góry. W nim powinny być: czołówka, folia NRC (koc ratunkowy), polar, kurtka przeciwdeszczowa, okulary przeciwsłoneczne, woda, wysokoenergetyczny prowiant typu miks orzechów i suszonych owoców, sezamki, czy inne ulubione przekąski dostarczające potrzebnej podczas wysiłku energii w postaci węglowodanów.

Wiadomo, że na ferratach stalowa lina powinna służyć głównie do wpinania w nią karabinków łączących lonżę z nasza uprzężą wspinaczkową (zobacz). Dłonie zaś powinny poruszać się po skale, wykorzystując jej rzeźbę do przemieszczania się. Będąc na ferratach bardzo często jednak okazuje się, że ludzie korzystają ze stalówki jako rodzaju chwytu, czyli przytrzymują się jej, podciągają na niej korzystając jak z liny poręczowej i w ten sposób podchodzą do góry. Jeśli wiesz, że będziesz przemieszczać się w ten sposób, bądź że na trasie będzie dużo drabin i dłonie będą miały częsty kontakt z żelastwem, pomyśl o zakupie rękawiczek do wspinaczki lub nie zapomnij rękawiczek rowerowych (z tzw. obciętymi palcami). Zdecydowanie przydadzą się.

 

Czasem warto zabrać więcej wyposażenia. Przeczytaj kiedy na ferracie przyda się choćby lina.

 

Gwiazda Alpejska, czyli ferrata Stella Alpina

Stella Alpina jest uznawana za jedną z najtrudniejszych via ferrat Dolomitów. Wspina się ona zuchwale urwiskami podcinającymi ogromne, płytowe zbocze Lastei d’Agner. Celem turystów wybierających się na tę ferratę jest zwykle wejście na szczyt Monte Agner w grupie Pala.

Ze schroniska Scarpa do początku ferraty jest może 20-30 minut podejścia. I tu zaczyna się przygoda, już na samym starcie. Właściwie start ten decyduje o tym, czy jest to przygoda dla ciebie, czy nie. Już sam początek ferraty jest zwykle dla turystów hardcore’owy. Od startu droga wspina się na filar, po czym biegnie jego prawie pionowymi kantami i kominami. Miejscami przechodzi przez płytowe ścianki i klasyczne zacięcia. Myślę, że jeśli ktoś zamierza korzystać ze stalówki jako z ubezpieczenia do wpinania karabinków lonży, a poza tym zamierza się wspinać po skale, to może się spodziewać trudności skalnych rzędu III-IV w dużej ekspozycji. A wszystko to w towarzystwie prawdziwej, alpejskiej ekspozycji. Gdy spojrzysz pod swoje stopy, zobaczysz między nimi setki metrów w dole zielone, alpejskie łąki z pasącymi się na nich krowami. Oczywiście krowy będą tylko małymi punkcikami, ale będziesz pewien, że to na pewno one, gdyż będziesz słyszał rytmiczne dźwięki krowich dzwonków.

dolomity

Alpejski klimacik. Zielone łąki oglądane z ferrat wyglądają malowniczo (archiwum autorki).

W tejże sielskiej atmosferze przemierza się kolejne metry do góry, aby po zakończeniu ferraty przetrawersować urwisko już bez ubezpieczeń do przełęczy Pizzon. Jeśli czas i pogoda pozwolą, warto podejść na szczyt Agnera tzw. drogą normalną (ok.45-60 minut). Zejście z przełęczy drogą tzw. normalną do schroniska Scarpa.

Ferrata Stella Alpina nie jest ferratą dla osób początkujących. Zgodnie ze skalą ferratowych trudności, o której pisałam powyżej, jest to ferrata bardzo trudna. Jeśli napotkasz trudności już na początku filara, jest jeszcze czas na wycof. Kolejne odcinki będą jeszcze trudniejsze.

 

Jej Wysokość Marmolada

Jest to nazwa szczytu znana bez wątpienia wszystkim, którzy wybierają się w Dolomity. W masywie Marmolady bowiem znajduje się najwyższy wierzchołek Dolomitów – Punta Penia (3343m n.p.m.). Północne zbocza góry pokryte są lodowcem, co dla Dolomitów jest wyjątkowe. Natomiast ogromna, rozciągająca się na długości ponad 3 kilometrów, a wysoka na prawie 1000 metrów południowa ściana Marmolady przyciąga jak magnes wspinaczy z różnych zakątków świata.

Zaawansowani turyści, doświadczeni w poruszaniu się po via ferratach i w górach typu alpejskiego, mogą wybrać się na ten szczyt tzw. zachodnią granią. Via ferrata biegnąca zachodnią granią nie jest trudna technicznie, natomiast niezwykle istotna jest trafna ocena warunków pogodowych przed wyjściem w drogę. Ze względu na dużą wysokość względem innych otaczających Marmoladę szczytów oraz fakt, iż ferrata jest poprowadzona granią i naszpikowana dużą ilością żelastwa, w razie załamania pogody staje się bardzo niebezpieczna.

forcela marmolada

Start na ferratę z przełęczy Forcella Marmolada (fot. Sławek Nosal).

 

Bezpośrednim punktem startu na ferratę jest wysoka na 2896 m n.p.m. przełęcz Forcella Marmolada. Przy pomocy sporej ilości klamer wychodzi się zboczem na ubezpieczoną krawędź grani i dalej podąża za ubezpieczeniami po płytach raz wznoszących się stromiej, raz łagodniej. Ekspozycja jest umiarkowana. Po pewnym czasie grań wypłaszcza się i przechodzi w śnieżną kopułę. W śniegu zwykle wydeptana jest dobrze widoczna ścieżka, natomiast samo nastromienie zbocza nie jest duże. Gdy śnieg jest miękki, śmiało można przejść przez niego bez raków czy czekana. Natomiast czekan turystyczny i lekkie raki warto zabrać ze sobą na wypadek, gdy jednak napotkasz zbetonowany śnieg w tym miejscu, 150 metrów przed szczytem. Zejście przebiega tą samą drogą.

 

Obie opisane tu ferraty przechodziłam dokładnie dziesięć lat temu. O ile pamięć mnie nie zawodzi, a góry nie zmieniły swojego kształtu w tych miejscach, o tyle wszystko powinno się zgadzać.

Joga we wspinaniu – aspekt mentalny

Joga we wspinaniu – aspekt mentalny

Joga nie jest, wbrew powszechnemu przekonaniu, zestawem akrobatycznych pozycji. Nie jest też dążeniem za wszelką cenę do perfekcji w wykonywaniu asan, czyli pozycji jogi. Jest za to praktyką, czyli aktywnością powtarzaną systematycznie. Praktyka pozycji jogi jest formą pracy z ciałem, poprzez którą pracuje się z umysłem i kształtuje go. Osiągnięcie stanu uważności i niezakłóconej świadomości jest głównym celem jogi.

Zastanawiasz się, co to oznacza w praktyce? Usiądź wygodnie i spróbuj przez kwadrans skupić się na obserwacji swojego umysłu, bądź prościej – na obserwacji swojego oddechu. Przez całych piętnaście minut. Zobacz jak szybko zaczną się pojawiać w twojej głowie myśli, jedna za drugą. Jak zaczną łączyć się w pozornie logiczne ciągi. Od myśli o tym, że masz jeszcze do pozmywania naczynia przed wyjściem z domu, poprzez myśli o tym, czy zdążysz na czas do pracy, czy wyrobisz się z pracą do 16:00 i będziesz mieć wolne popołudnie, a jeśli nie i przyjdzie ci przynieść pracę do domu, do myśli czy w tym tygodniu zdążysz pójść na trening na ścianę, a jeśli tak, to kto będzie miał wtedy czas, żeby się z tobą powspinać. I na pewno nie może to być piątek, bo wtedy masz umówioną wizytę u dentysty, a wieczorem wychodzisz do kina. O! Rety, tysiąc myśli na minutę! I wszystkie niby super ważne (ale nie w tym momencie).

 

Jak działa umysł

Zobacz jak działa umysł, kiedy pozwolisz mu na kompletną samowolę (choć chciałeś przez kwadrans myśleć tylko o swoim oddechu). Głowa przypomina raczej małpi gaj, a w nim pełno wrzeszczących i skaczących z gałęzi na gałąź małpek. Małpki to twoje myśli, a ty próbujesz gonić za tymi małpkami, złapać każdą z nich. Łapiesz jedną na chwilę, ale ona ci się wymyka, a w zasięgu twoich rąk (uszu i oczu) pojawiają się trzy następne. Ta bieganina myśli i gonienie za nimi nie jest tym, czego chcesz. Owszem, fajnie jest czasem pobawić się z małpkami, ale nie cały czas! Jeśli postanowisz, że codziennie będziesz próbował przez kwadrans obserwować swój oddech i myśli i wytrwasz w tym postanowieniu, w końcu uda ci się przestać za nimi gonić. Pozwolisz im biegać i będziesz je obserwował. Zobaczysz, że z czasem przestaną one szaleć i dokazywać jak pijane zające. Nie będą miały twojego zainteresowania i twojej energii i same zrezygnują, uspokoją się.

 

Joga

Tak właśnie działa praktyka jogi. Rozwijasz swoją matę – codziennie – na przykład na 45 minut. Zostawiasz wszystkie sprawy i wszystkie myśli wraz z małpim gajem za drzwiami pomieszczenia, w którym będziesz ćwiczył. Układasz się wygodnie na macie, by zacząć swoją codzienną praktykę jogi krótkim relaksem. Podczas tego pięciominutowego relaksu skupiasz się tylko na oddechu, na tym jak się czujesz, jak czuje się twoje ciało – czy jest rozluźnione, czy też są w nim jakieś napięcia. Początkowe minuty, które przeznaczasz na obserwację swojego oddechu, mają pozwolić ci na upewnienie się, że małpi gaj rzeczywiście pozostał za drzwiami. A jeśli nie – to na wyproszeniu go z pomieszczenia na najbliższe trzy kwadranse.

Praktyka jogi to zarówno praca z ciałem, jak i praca z umysłem (fot. Bart Bazior)

Praktyka

Po relaksie przechodzisz do praktyki asan. Zaczynasz od łatwiejszych, rozgrzewkowych pozycji i stopniowo przechodzisz do trochę bardziej wymagających asan. W każdej asanie pozostajesz przez kilka (8-10) oddechów, czyli spokojnych wdechów i wydechów przez nos, bez wstrzymywania oddechu. Wszystko dzieje się spokojnie, płynnie. Obserwujesz swój oddech i ciało. Pracujesz aktywnie w asanie poprzez mobilizację odpowiednich grup mięśni i intensywną pracę odbywającą się we wnętrzu twojego ciała. Czasem męczysz się w asanach, bo wymagają więcej wysiłku i zaangażowanej pracy mięśni. Czasem czujesz intensywne rozciąganie, które nie jest bolesne, ale nie jest również przyjemne. Czasem ciało drży z wysiłku. Sprawdzasz, czy oddech jest długi i spokojny, czy drżenie nie jest efektem krótkiego, szarpanego oddechu. Jeśli jest – uspokajasz i wydłużasz oddech. Jeśli nie – trwasz w asanie i skupiasz się na delikatnym rozluźnianiu najintensywniej pracujących partii ciała.

Cały czas oddychasz, cały czas pracujesz, cały czas trwasz i obserwujesz co się dzieje. Nic więcej nie istnieje. Twoja uwaga jest kierowana dokładnie tam, gdzie chcesz, aby się w danej chwili znajdowała. Nie rozpraszasz się, jesteś tu i teraz na swojej macie. Ty, twój oddech i twoje ciało.

 

Relaks

Po 30-minutowej praktyce i wykonaniu zaplanowanych asan przygotowujesz się do relaksu. Kładziesz się wygodnie na macie. Rozluźniasz całe ciało zaczynając od paluchów stóp, a kończąc na czubku głowy. Świadomie oddychasz. Długi, spokojny wdech i długi, spokojny wydech. Jeśli pojawią się jakieś myśli, nie zatrzymujesz ich, pozwalasz im przepłynąć jak obłokom po niebie. Nie chwytasz ich ani nie analizujesz. Kiedy robisz wdech – myślisz wdech, kiedy robisz wydech – myślisz wydech. Cały czas jesteś obecny, jesteś swoim oddechem.
Później powoli wychodzisz ze stanu głębokiego relaksu, wracasz do rzeczywistości. Tyle że ze spokojnym, czystym i wypoczętym umysłem. I z ciałem, które choć intensywnie pracowało, to nie jest zmęczone, a pełne energii. Tak działa joga.

 

Jak to wszystko ma się do wspinania

Możesz się zastanawiać jak to wszystko ma się do wspinania. Otóż już na pierwszy rzut oka możesz zauważyć, że we wspinaniu – tak jak w jodze – nie zawsze jest super łatwo, bez „krwi, potu i łez”, ale poprzez powtarzanie określonych ruchów uczysz się jak je zoptymalizować. Poprzez trening wzmacniasz odpowiednie grupy mięśni po to, abyś był w stanie wykonać założoną sekwencję ruchów w odpowiedni sposób. Uczysz się nie porzucać tego, co robisz tylko dlatego, że nie przychodzi ci to łatwo. Uczysz się tego, w jaki sposób przebiega sam proces uczenia: powtarzanie, powtarzanie, powtarzanie… Czyli wiesz jak to zrobić. Nie od razu, nie już i nie jutro. Wiesz dokąd idziesz, ale też wiesz, że potrzeba na to czasu i zajmujesz się każdego dnia dokładnie tym, co masz w tym czasie do zrobienia. Sto procent skupienia na tym co robisz, pełna uważność i zaangażowanie. Nie ma miejsca na małpi gaj i zbędne myśli.

 

Uważność

Wiesz już jak się uczyć i wiesz, że nauka jest procesem rozłożonym w czasie. Teraz możesz włączyć dodatkową uważność, na przykład na to, z jaką siłą zaciskasz palce na chwytach. Jeśli zauważysz, że łapiesz się chwytów jak tonący brzytwy, choć nie jest to konieczne i tylko zużywa twoja energię potrzebną na późniejsze trudne pasaże na drodze wspinaczkowej, możesz świadomie tego nie robić.

Tak samo wygląda sytuacja z oddychaniem w wielu wspinaczkowych sytuacjach. Często można zauważyć na przykład facetów przystawiających się do trudnego balda i w kluczowych trudnościach zamiast świadomie oddychać, wstrzymujących oddech z wysiłku, czerwieniejących jak dojrzewające jabłko, po czym spadających na materac. W chwili, w której potrzebowali największej ilości tlenu, przestali oddychać! Zapomnieli o oddychaniu, czyli odcięli się od prądu.

marta sokołowska joga dla wspinaczy

„Rozwijasz swoją matę… Zostawiasz wszystkie sprawy i wszystkie myśli” (fot. Bart Bazior)

Kontrola myśli

Inna sytuacja ma miejsce, gdy w trudnym miejscu podczas wspinania zaczniemy się uganiać za małpkami w naszym małpim gaju. Wyobraź sobie taką sytuację. Jesteś na dość długiej drodze, dość wysoko nad ziemią. Dochodzisz do trudności i będąc jeszcze we względnie wygodnej pozycji widzisz, że za chwilę łatwo nie będzie. Ale nie poddasz się, idziesz, robisz dwa ruchy do góry i…zaczyna się! Małpy ożyły! „A co będzie jak odpadniesz w tym miejscu? Ostatni przelot jest daleko. I kurde, jest to jakiś szemrany spit, który wyglądał na przedpotopowy, więc pewnie nie wytrzyma lotu. A czy na końcu liny jest zawiązany węzeł? Ja pierniczę, ale tam jest póła i jak polecę, to bankowo w nią przypierdzielę! Na bank połamię nogi!!” Małpy szaleją w głowie, a ty próbujesz złapać je wszystkie naraz, stojąc dwadzieścia metrów nad ziemią na małej krawądce i kurczowo trzymając się kawałka skały.

A czas leci… a wraz z jego upływem twój poziom energii spada, w nodze włącza się efekt maszyny do szycia, a palce powoli zaczynają się otwierać. Zamiast skupić się maksymalnie na wykonaniu ruchów potrzebnych do przemknięcia przez cruxa, ty zacząłeś zabawę z małpkami. W takim momencie! Nie utrzymałeś uważności i skupienia na zadaniu, które masz do wykonania w tej chwili. I teraz, gdy prawdopodobnie rzeczywiście polecisz (bo zmarnowałeś czas i energię na myślowe gonitwy), to pewnie jeszcze powiesz, że to przewidziałeś! A raczej cała banda dokazujących myśli przewidziała za ciebie. Nawet jeśli do takiego wniosku dojdziesz, to nie koniecznie pokryje się on z rzeczywistością. Po prostu zmarnowałeś czas na myśli o kilkunastu możliwych scenariuszach zdarzeń, zamiast na działanie, by ruszyć do góry.

 

Czego joga uczy wspinacza

Co zatem joga wnosi do mentalnego treningu wspinaczkowego? Na koniec krótkie podsumowanie. We wspinaczce jogę możesz wykorzystać jako:

  • naukę tego, jak przebiega proces uczenia się
  • świadomość i optymalizację ruchów
  • świadomość oddechu i energię, którą oddech daje
  • kontrolę myśli i mocniejszą psychę
  • kierowanie uwagi na to, na czym chcesz ją skupić.

W kolejnym artykule napiszę, jak joga wpływa na trening fizyczny wspinacza.

Chcesz trenować efektywniej? Dbaj o to, co jesz

Chcesz trenować efektywniej? Dbaj o to, co jesz

Pożywienie jest dla człowieka nie tylko źródłem niezbędnej energii, ale również źródłem przyjemności. Od tego, co jemy, zależy nasze samopoczucie, poziom energii życiowej, szybkość regeneracji po wysiłku fizycznym, wygląd, ogólny stan zdrowia, elastyczność ciał itd. Jednak również od samopoczucia zależy to, co wkładamy na talerz. Stany obniżonego nastroju czy też spadku energii (spowodowane brakiem snu, zmęczeniem) powodują, że chętniej sięgamy po słodkie bądź słone produkty.

Jak widać, zależność samopoczucie-pożywienie działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego, czyli jedno ma wpływ na drugie. Dodatkowo, jeśli chcesz trenować, osiągać dobre wyniki, regenerować się szybko (a przez to móc trenować częściej), zadbaj o jakość i skład codziennej diety.

 

Siła drzemiąca w mięśniach

Komórki, z których zbudowane są wszystkie tkanki i organy twojego ciała, są najmniejszymi strukturami w naszym ciele. To właśnie w nich, a dokładniej w znajdujących się w nich mitochondriach, zachodzą wszystkie procesy związane z wytwarzaniem i transportowaniem energii. Energia produkowana i magazynowana jest w mitochondriach w postaci ATP – kwasu adezynotrójfosforanowego, niezbędnego nośnika energii. Mięśnie, składające się z komórek mięśniowych, swoją siłę zawdzięczają m.in. zapasom energetycznym zgromadzonym w mitochondriach. Zależność jest taka: im więcej komórek mięśniowych w konkretnym mięśniu, tym więcej mitochondriów, a im więcej mitochondriów, tym większe pokłady energii drzemią w danym mięśniu

 

Pożywienie a odżywienie

Odżywienie ciała zaczyna się na poziomie komórkowym. To od tego, jakiej jakości pokarmy spożywasz i jak zbilansowana jest twoja dieta zależy w dużej mierze to, czy na poziomie komórkowym twojego ciała nie występują jakieś niedobory mikro i makroelementów. Ciało, które jest dobrze odżywione, nie ma niedoborów białek, węglowodanów i tłuszczów. Nie brakuje mu również witamin i pierwiastków śladowych niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu i przebiegu procesów w nim zachodzących. Aby utrzymać taki stan równowagi oraz dobrego odżywienia ciała na poziomie komórkowym, niezbędny jest pewien poziom wiedzy na temat żywienia, ale również samoświadomość i uważność na sygnały dochodzące z ciała, jak choćby silne pragnienie jakiegoś konkretnego produktu (które może świadczyć o niedoborze składnika, który ten właśnie produkt zawiera).

 

Paliwo do treningów

Kiedy trenujesz intensywnie, twoje ciało nie tylko potrzebuje większej ilości kalorii jako źródła energii, ale również wzrasta jego zapotrzebowanie na witaminy i mikroelementy. To one bowiem wspierają właściwy przebieg syntezy kolagenu w mięśniach, prawidłową pracę układu nerwowego, który odpowiada również za właściwą pracę mięśni. Jeśli potraktujesz swoje ciało jako laboratorium, a pokarm jako taktykę mającą zapewnić ci optymalne zdrowie i formę, odkryjesz to, co najlepiej ci służy, co zapewnia ci dobre samopoczucie, wspomaga szybszą regenerację.

 

Dieta we wspinaczce Marta Sokołowska

Dieta osób uprawiających sporty jest szczególnie ważna. Jeśli intensywnie trenujesz, zadbaj by Twój organizm dostał to, czego potrzebuje. (fot. Bart Bazior)

 

Dieta w dużej mierze roślinna

Z moich osobistych obserwacji wynika, że większość potrzebnych do utrzymania zdrowia i dobrej formy fizycznej składników można bez problemu znaleźć w pożywieniu. Zjadając codziennie w posiłkach około 4-6 różnych rodzajów warzyw i 1-2 rodzaje owoców, zapewniasz sobie dużą dawkę witamin będących również przeciwutleniaczami, czyli dajesz sobie szansę na szybką regenerację. Włączając do tego garść surowych orzechów, dodajesz do swojej diety bogate w witaminę E, tłuszcze nienasycone (bardzo dobre dla zdrowia, w tym dla układu sercowo-naczyniowego) oraz białko. Rośliny strączkowe, takie jak soczewica, cieciorka, fasola, zapewniają odpowiednią, sporą porcję białka. A białko, jak wiadomo, jest podstawowym i niezbędnym budulcem każdej komórki naszego ciała, czyli również komórek mięśniowych. Jeśli dodać do tego dobrej jakości jajka, pochodzące od kur, które żyją i żywią się na wolnym powietrzu naturalnym dla nich pokarmem, to pełen profil aminokwasowy (czyli osiem niezbędnych aminokwasów) mamy zapewniony w naszej diecie. Do tego jeszcze dochodzą pełne ziarna, czyli wszelkiego rodzaju kasze gruboziarniste, płatki zbożowe, makarony z mąki z pełnego przemiału i dostarczamy sobie poza proteinami zawartymi w zbożach, również dużej dawki błonnika oraz węglowodanów złożonych. To dzięki nim czujemy sytość po posiłku i wysoki poziom energii utrzymujący się przez wiele godzin.

 

Sytość i lekkość

Moim zdaniem dieta oparta na warzywach, owocach, orzechach, roślinach strączkowych, jajach i zbożach, jest optymalna dla osób intensywnie trenujących. Poza dostarczaniem ogromnej ilości witamin, mikroelementów i składników budulcowych, daje uczucie sytości, ale nie obciąża układu trawiennego. Czyli w godzinę- półtorej po posiłku już możesz pójść się wspinać, bo nie jesteś tak ociężały jak po spożyciu mięsnego dania. Warzywa i zboża są trawione krócej, niż mięso.
Zjadając wiele różnokolorowych warzyw dziennie, twoje ciało regeneruje się znacznie szybciej. A co za tym idzie, możesz trenować częściej i uniknąć kontuzji, których najczęściej nabawiamy się podczas kolejnej z rzędu sesji wspinaczkowej czy treningowej robionej na dużym zmęczeniu.

 

Danie do zabrania w skały

Jednym z często przygotowywanych przeze mnie posiłków – do zabrania w skały- jest warzywny stir-fry. Na rozgrzaną w żeliwnym naczyniu oliwę z oliwek (3 łyżki) wrzucam pocięte na kawałki warzywa: brokuła, kalafiora, batata ze skórką, cukinię oraz żółtą paprykę. Często mieszając trzymam całość na dość dużym ogniu około 5 minut, po czym dodaję posiekane drobno: 2 ząbki czosnku oraz świeży imbir wielkości kciuka. Do tego pół łyżeczki suszonych płatków chilli oraz sól do smaku. Wszystko duszę pod przykryciem na małym ogniu jeszcze przez 10 minut.

Takie warzywne danie smakuje świetnie zarówno na ciepło, jak i na zimno. Zapakowane w termos na żywność lub pojemnik i zabrane w skały jest rewelacyjnym posiłkiem po intensywnym wspinaniu. I jest bajecznie kolorowe

 

Odżywianie wspinaczka

Jajka uzupełniają dietę o niezbędne aminokwasy. Staraj się jednak wybierać te dobrej jakości.

 

Obserwacja drogą do diety idealnej

Oczywiście, nie ma jednej idealnej diety dla wszystkich. Są ludzie, którzy za nic nie zechcą zrezygnować ze spożywania mięsa. I jest to każdego osobisty wybór. Jednak włączenie dużej ilości wymienionych wcześniej składników, nawet do diety mięsożercy, na pewno przełoży się na jego samopoczucie i poziom energii.

Mówiąc, że nie ma jednej, idealnej diety dla wszystkich, mam na myśli to, że jesteśmy jako ludzie różni. Mamy różny metabolizm, różne zapotrzebowanie energetyczne, upodobania żywieniowe, często również swoje specyficzne przyzwyczajenia. Żyjemy w mniej bądź bardziej zanieczyszczonym środowisku, z większa bądź mniejszą ilością dni słonecznych w roku. A to wszystko ma ogromny wpływ na to, czego potrzebuje nasz organizm. Bez względu jednak na to, na poziomie komórkowym wszyscy jesteśmy tacy sami. I komórki każdego z nas, budujące nasze ciała, maja zapotrzebowanie na białka, witaminy, mikro i makroelementy. Oczywiście, zawartość witamin – dajmy na to w marchewce uprawianej we własnym ogródku, a marchewce uprawianej w dużym gospodarstwie na dużą skalę – będzie inna. Ale nie chodzi o to, aby dać się zwariować. Jedynie o to, aby obserwować siebie – swoje ciało, samopoczucie, poziom energii. Jak w laboratorium: patrzeć, co podnosi poziom energii, a co go obniża. Co zapewnia energię na dłużej, a co daje ją tylko na kilka chwil. Kiedy czujesz się najlepiej. To wymaga czasu, ale tylko wtedy można – po takiej długoterminowej obserwacji – opracować własną taktykę począwszy od tego, co znajdzie się na naszym talerzu i dlaczego. Taką taktykę, która zapewni ci oczekiwane efekty, wspomoże sportowe dążenia, a dodatkowo podniesie jakość zdrowia i życia. Czując się bowiem sprawnym, zdrowym, energetycznym, myśląc jasno i uśmiechając się do siebie – można trenować z większym zapałem i lepszym skutkiem, a przede wszystkim z przyjemnością.

 

Ciekawe inspiracje na turystyczne posiłki znajdziesz na kanale YouTube marki Light My Fire.

 

Regeneracja potreningowa

Spory wpływ na szybkość procesu regeneracji ma również to, co robimy w restowe dni. Czy jest to odpoczynek aktywny typu długi spacer po lesie, bądź sesja jogi, czy też zalegnięcie na kanapie przed telewizorem z paczką chipsów i piwem. Wybierając pierwszą opcję zregenerujesz się szybciej, a dodatkowo masz szansę usprawnić i odprężyć swoje ciało i umysł, choćby przez dostarczenie świeżego tlenu wszystkim komórkom swojego ciała.

 

Zadbaj o jakość snu

Jeszcze jednym, bardzo istotnym czynnikiem, mającym wpływ na przebieg procesu regeneracji, jest sen. Jeśli śpisz przynajmniej osiem godzin, a twój sen jest niezakłócony, rano budzisz się wyspany, masz dużo energii i wstajesz z łóżka bez problemu. Podczas snu zachodzą w organizmie wszystkie procesy naprawcze, a więc jest to czas na regenerację i odbudowę tego, co regeneracji i odbudowy wymaga. Dlatego zadbanie o dobrej jakości i odpowiednio długi sen powinno być kwestią priorytetową, jeśli chcesz regenerować się szybciej i trenować efektywniej.

 

Trening wspinaczkowy dieta

Gotowy na zmiany? Zadbaj nie tylko o dobry trening, ale także o odżywianie, odpoczynek i sen. Efekty przyjdą jeśli zrozumiesz swoje ciało i opracujesz skuteczny plan. (fot. Bart Bazior)

 

Zadbaj o siebie

Jeśli chcesz trenować efektywniej, czuć się lepiej, wyglądać lepiej czy cokolwiek z wymienionych jest twoim celem, ale twoje przyzwyczajenia w pewien sposób powstrzymują cię przed podjęciem decyzji o wprowadzeniu zmiany – choćby takiej, jak rozpoczęcie uważnej obserwacji tego, jak się czujesz po konkretnych pokarmach – pomyśl w ten sposób. Jeśli będziesz robił to, co robiłeś do tej pory, to możesz spodziewać się rezultatów takich jak te, które uzyskiwałeś do tej pory. Jeśli rezultaty są satysfakcjonujące, to prawdopodobnie nie potrzebujesz niczego zmieniać. Ale jeśli nie, to sam rozumiesz – bez zmiany sposobu działania nie ma żadnych podstaw, aby oczekiwać innych niż dotąd rezultatów. Zatem pomyśl, czy nie warto po prostu wejść w tryb laboratoryjny i poobserwować siebie. Zająć się sobą i dzięki temu znaleźć, krok po kroku, taktykę (sposób żywienia) najlepszą dla siebie. Taką skrojona na miarę ciebie i twoich oczekiwań. A zapewniam cię, że sam “proces laboratoryjny”, jest niezmiernie ciekawy. Bowiem co może być fajniejszego, niż poznawanie siebie?

Scarpa Zen Pro – buty nie do zdarcia

Scarpa Zen Pro – buty nie do zdarcia

Od wielu już lat buty podejściowe, czyli niskie buty trekkingowe, są moim codziennym obuwiem. Używam ich jako podejściówek w drodze pod skały, butów górskich podczas hike’ów pod ściany Dolomitów, jak również butów, w których podchodzę na szczyty klifów, z których skaczę.

Moje buty nie mają łatwego życia. Muszą spełniać wiele wymagań jednocześnie: od solidności i trwałości wykonania, przez odpowiednią sztywność i przyczepność podeszwy oraz jej odporność na zużycie, dobrą amortyzację, aż po małą wagę, aby nie holować dodatkowego ciężaru podpiętego do uprzeży podczas wspinaczki. Wiem, że trudno jest mieć jedne dobre buty odpowiednie do wszystkich zadań, ale wybierając obuwie można spróbować dobrać takie, które łączą w sobie cechy odpowiadajace większości naszych oczekiwań.

W ostatnim czasie testowałam buty podejściowe włoskiego producenta Scarpa – Zen Pro. Były to trzecie buty podejściowe Scarpy, w których wychodziłam naprzeciw górskiej przygodzie. Marki Scarpa nikomu reklamować nie trzeba. Jest to firma specjalizująca się w produkcji technicznych butów górskich oraz topowych modeli butów wspinaczkowych. Zen Pro jest nową, ulepszoną wersją wcześniejszego modelu Zen. Były one ze mną na wyjazdach wspinaczkowych w Dolomity, na hikingu górskim w deszczowych warunkach oraz na skokach. Jak się sprawdziły?

 

Buty Scarpa Zen Pro opinia

Buty, które lubią nie tylko górskie wędrówki (fot. Bart Bazior).

 

Buty podejściowe Scarpa Zen – jakość wykonania

Buty są wykonane z zamszu, z dbałością o szczegóły. Wyglądają nieco masywnie, w porównaniu na przykład do modelu Scarpa Crux. Mają solidną, twardą podeszwę Vibram® Spyder, po której można się spodziewać, że żadne podłoże nie będzie jej straszne. Syntetyczna wyściółka buta oraz wkładka są dość dobrze skrojone i według zapewnień producenta mają podnosić komfort termiczny stopy podczas użytkowania butów. But wygląda estetycznie i jest dostępny w kilku ciekawych wersjach kolorystycznych w wersji dla kobiet (Scarpa Zen Pro Women) i w wersji męskiej.

 

Buty Zen Pro w terenie – wygoda

Pierwsze wyjście w górski teren w butach Scarpa Zen Pro było wygodne, choć przyznam, że czułam, iż moje stopy są naprawdę pancernie opakowane. Sztywna podeszwa pozwala na przemieszczanie się w trudnym, nierównym terenie bez najmniejszego odczucia jakichkolwiek nierówności pod stopami. I to bez wątpienia jest ogromną zaletą tego modelu. Podeszwa Vibram świetnie trzyma na mokrych trawach, błotnistej nawierzchni, czy mokrej skale. W tych butach można śmiało stawiać stopy na wszystkim, co nam się nawinie po drodze. Bez względu na to, czy jest mokre, czy suche. Świetna przyczepność podeszwy jest zatem drugą, po jej sztywności, dużą zaletą tych butów.

 

Podeszwa butów Scarpa Zen Pro

Podeszwa Vibram zapewnia komfort w każdych warunkach (fot. Bart Bazior)

 

Jeśli chodzi o wagę butów, to nie jest ona najmniejsza. Buty są dość ciężkie z racji swojej masywnej budowy, co z jednej strony zapewnia ich trwałość i odporność na uszkodzenia mechaniczne. Z drugiej zaś czyni butami dość ciężkimi, jeśli chcemy podejść w nich pod ścianę i później wspinać się przez kilka godzin trzymając je na plecach w plecaku.

Przód buta jest dość szeroki, dzięki czemu zapewnia przestrzeń paluchom. Zaletę takiej budowy buta da się odczuć zwłaszcza podczas schodzenia w stromym terenie – koniuszki paluchów stopy nie obijają się boleśnie o przody butów i są dobrze chronione nawet wtedy, gdy uderzymy stopą mocniej o jakiś wystający kamień czy korzeń.

System sznurowania buta, jak i same sznurówki, są bardzo dobre. But można precyzyjnie dowiązać i dostosować do stopy dzięki sznurowadłom, które nie rozwiązują się co kilka kroków, ani nie luzują podczas marszu. Poza tym cały system sznurowania buta schodzi dość nisko w stronę palców stopy, co dodatkowo zapewnia możliwie najlepsze dopasowanie buta.

Język buta jest od wysokości palców do 3/4 swojej długości zszyty z butem, co zapobiega jego przemieszczaniu się podczas chodzenia I eliminuje możliwość ewentualnych obtarć stopy.

 

Oddychalność i odporność na wodę

Buty dość dobrze odprowadzają wilgoć w górskich (chłodniejszych) warunkach. Gdy temperatury zbliżają się do 30°C, w bucie zaczyna się robić bardzo ciepło i nie jest już tak przyjemnie wygodny, jak w nieco chłodniejszych okolicznościach przyrody.

Choć używany przeze mnie model buta Scarpa Zen Pro nie posiada dodatkowej warstwy wodoodpornej typu membrany GORE-TEX, jest on wystarczająco odporny na wilgoć taką jak mokre trawy, rosa, a nawet niestraszne mu niewielkie kałuże, czy mały deszczyk. Gumowy otok poprowadzony na znacznej części buta na pewno poprawia jego właściwości wodoodporne. Oczywiście nie ma co spodziewać się całkowitej wodoodporności buta podczas letniej, górskiej ulewy. Niemniej jednak jest ona wystarczająca na podeszczowe warunki.

 

Scarpa Zen Pro - recenzja Marty Sokołowskiej

Podeszwa Vibram® Spyder bardzo lubi kamieniste podłoża (fot. Bart Bazior).

 

Amortyzacja

Dobra amortyzacja pozwala na zmniejszenie odczuwalnej siły uderzenia stopą o podłoże podczas chodzenia, jak i zmniejsza odczuwanie wszelkiego rodzaju nierówności podłoża, po którym stąpamy. Osobiście ma ona dla mnie ogromne znaczenie w dwóch przypadkach: na długich, górskich podejściach z ciężkim plecakiem, oraz podczas lądowania po skoku w trudnym terenie.

Amortyzacja zarówno pięty, jak i przedniej części stopy, jest bardzo dobra. Oczywiście coś kosztem czegoś – świetna amortyzacja przodu stopy powoduje mniejsze czucie podłoża w tej części buta. Stanowi to wadę, gdy ktoś chciałby wspiąć się w nich gdzieś w łatwym terenie. Równocześnie stanowi ona zaletę, jeśli chcemy w nich maszerować godzinami po górach z ciężkim worem na plecach, w trudnym, nierównym terenie.

Twarda podeszwa modelu Zen Pro ma jeszcze jeden plus – bez problemu można podpiąć raki koszykowe do tych niskich butów podejściowych. Mogą się one więc okazać bardzo trafionym rozwiązaniem dla osób, które planują letnie wyjazdy w góry lodowcowe, gdzie np. po ukończeniu via ferraty w drodze zejściowej trzeba przejść pewien odcinek po lodowcu.

Jedyną wadą jest prawie kompletnie płaska wkładka buta. Nie jest ona anatomicznie wyprofilowana w taki sposób, aby wspierać mięśnie podbicia stopy, a szkoda. Po kilku godzinach marszu w sztywnych, ale niestety nie wyprofilowanych wewnątrz butach, odczuwałam pewien dyskomfort (zmęczenie) właśnie w podbiciach stóp. Ale jak wiadomo, wiele zależy w tym przypadku od budowy stopy i jest to jedynie moje, subiektywne odczucie.

 

Buty Zen Pro – podsumowanie:

  • bardzo dobry wybór dla osób potrzebujących buta zapewniającego naprawdę dobrą amortyzację i ochronę stopy w trudnym terenie
  • buty o świetnym, stylowym kroju, jednocześnie pancernie zabezpieczone przed możliwością szybkiego ich zniszczenia
  • ze względu na sztywność podeszwy można śmiało zakładać na nie raki koszykowe w razie potrzeby
  • dobra oddychalność w temperaturach do 25°C
  • bardzo dobra przyczepność do różnego rodzaju podłoża, zarówno suchego, jak i mokrego
  • buty są dostępne zarówno w wersji damskiej, jak i męskiej (w różnych ciekawych wersjach kolorystycznych)

Myślę, że buty Scarpa Zen Pro będą dobrym wyborem dla osób wybierających się na via ferraty, wędrujących dużo po górach z ciężkim plecakiem na plecach, w stylu od schroniska do schroniska. Dla tych, którzy cenią sobie trwałość i dobrą jakość wykonania i wykończenia obuwia będą strzałem w dziesiątkę. Zen Pro jest trzecim modelem podejściówek Scarpy, który miałam okazję użytkować i jestem z testowanego modelu zadowolona.

Ryzyko w sportach górskich

Ryzyko w sportach górskich

Ryzyko, mniejsze bądź większe, towarzyszyło i towarzyszy ludziom od zawsze. Jest ono częścią życia, które samo w sobie jest nieprzewidywalne i zmienne. Mimo że żyjemy współcześnie w cywilizowanych, względnie bezpiecznych miastach i mniejszych miejscowościach, mamy szeroki dostęp do informacji i nowoczesnych technologii, podróżujemy po świecie i wiemy o nim coraz więcej – ryzyko w życiu w dalszym ciągu istnieje.

I choć jako ludzkość dążymy do zminimalizowania go w jak największym stopniu, prawdopodobnie nam się to nie uda. Uważam, że całkowita eliminacja życiowego ryzyka rozleniwiłaby nas kompletnie i odebrała dużą część radości życia, która po prostu związana jest nierozłącznie z jego zmiennością i nieprzewidywalnością.

 

Sporty górskie

Sporty i aktywności górskie, mimo postępu technologicznego, wciąż mają w sobie smak przygody. A przygoda ta związana jest z ryzykiem, ponieważ jak dobrze byśmy się do niej nie przygotowali, jej efekt końcowy pozostaje nieznany.

Wszystko może przebiegać po naszej myśli, ale niewykluczone (a nawet bardzo prawdopodobne) są również nieoczekiwane zwroty akcji, nieprzewidziane okoliczności i inne czynniki sprawdzające nasze przygotowanie, zaangażowanie i procesy decyzyjne. Góry same w sobie są środowiskiem, w którym zmiany zachodzą bardzo dynamicznie. Pogoda potrafi zmienić się szybko niczym w kalejdoskopie, z małego obłoczka może rozpętać się potężna burza. Skały, które przetrwały miliony lat, mogą w jednej chwili runąć z łoskotem. Jeśli do tego i tak już dzikiego w swej nieprzewidywalności środowiska dołożyć z założenia ryzykowne działania ludzkie, takie jak wspinaczka, freeride, czy skoki B.A.S.E., to ryzyka absolutnie nie da się wykluczyć. Jak słusznie stwierdził Reinhold Messner: “Góry nie są sprawiedliwe lub niesprawiedliwe. One są po prostu niebezpieczne”.

 

freeride poza trasą

Każde poważniejsze działanie w górach wiąże się z podejmowaniem ryzyka. Czy uprawiasz wspinaczkę, narciarstwo poza trasą, czy techniczny trekking, musisz wkalkulować ryzyko w swoje działania. (fot. Clement Delhaye on Unsplash)

 

Przygotowanie

Oczywiście dobre przygotowanie do planowanej akcji górskiej zmniejsza podejmowane ryzyko. Przygotowanie treningowe, umiejętny dobór sprzętu, znajomość gór, doświadczenie zdobyte już w górach, umiejętność planowania działań i przewidywania potencjalnych scenariuszy, które mogą się wydarzyć są pomocne i wielokrotnie przekładają się na ograniczanie ryzyka.

Działając na żywioł – bez wyobraźni i przygotowania – z dużym prawdopodobieństwem wykorzystamy zapasy szczęścia i nie wyjdziemy z przygody cali. Może zdarzyć się też tak, że wcale takiej przygody nie rozpoczniemy, bo przeliczymy się ze swoimi realnymi możliwościami.

Mamy wpływ na wiele rzeczy i możemy minimalizować ryzyko podejmowanych przez nas, i tak już z definicji ryzykownych działań. Nie mamy natomiast wpływu na wszystko i tę świadomość dobrze jest mieć. Świadomość tego, że zawsze może się wydarzyć coś, czego nie przewidzieliśmy i na co nie jesteśmy przygotowani, jest bardzo ważna. Nawet najlepsze przygotowanie na świecie nie daje nam gwarancji bezpieczeństwa, a jedynie zwiększa jego poczucie. Prawda jest taka, że wciąż wystawiamy się na działanie dynamicznych, nieprzewidywalnych czynników. W górach nigdy nie jesteśmy całkowicie bezpieczni.

 

Za daleko od przyrody

Czy nie jest tak, że w dzisiejszych czasach większość czasu spędzamy w pomieszczeniach, w budynkach, w miastach, z dala od przyrody i z tego też powodu odwykliśmy od niej? To, co kiedyś było dla nas naturalne, teraz stało się źródłem obaw i strachów, które wynikają z faktu, że w przyrodzie spędzamy po prostu zbyt mało czasu. Nie znamy jej, nie obserwujemy zachodzących w niej procesów, straciliśmy z nią połączenie.

To, czego nie znamy, budzi w nas często lęk. Spędzając czas w górach, w odosobnionych miejscach, uczymy się ich na nowo i zaczynamy je lepiej rozumieć. Czas w nich spędzony oswaja nas z nimi, uczy mechanizmów zachodzących w przyrodzie i akceptacji naturalnych procesów. Pozwala odzyskać spokój i zaakceptować ryzyko.

 

Granice komfortu

Zapewne oglądasz czasem filmy ukazujące imponujące i jednocześnie mrożące krew w żyłach górskie wyczyny. Hardcorowe przejścia z symboliczną asekuracją maksymalnie eksponowanych, wielkich ścian górskich; solowe wspinaczki bez asekuracji; freeride’owe zjazdy ultrastromymi zboczami śnieżnymi gór wysokich; wingsuitowe skoki B.A.S.E. z krawędzi klifów i loty nad skalnym terenem z zawrotną prędkością… Co wtedy myślisz? Pewnie przechodzi ci przez głowę myśl, że ludzie, którzy podejmują się takich wyzwań to albo szaleńcy bez wyobraźni i poczucia strachu, albo też postrzegasz ich odwrotnie – jako herosów i wybrańców bogów.

Faktem natomiast jest, że każda z tych osób przygotowywała się do tego długo i włożyła wiele pracy i treningu w to, aby móc uprawiać swój sport w górach, w maksymalnie bezpieczny dla siebie sposób. Choć “maksymalnie bezpieczny dla siebie” nie oznacza bezpieczny w ogóle.

 

Marta Sokołowska skok BASE

Skok BASE z niskiego klifu. (fot. Bart Bazior)

 

Niemniej jednak trzeba pamiętać, że wieloletnie treningi (zarówno mentalne, jak i fizyczne) nie tylko przygotowują cię do twojej aktywności, pozwalają poznać ci lepiej samego siebie i swoje granice, lecz także dają ci doświadczenie, które jest mega potrzebne, aby przetrwać w każdym ryzykownym sporcie. Poznając siebie i swoje ograniczenia, trenując, gromadząc doświadczenia, mimowolnie poszerzasz granice swojego komfortu. Zaczynasz poruszać się pewniej w obszarach, które wcześniej były dla ciebie niewyobrażalne. Krok po kroku stajesz się coraz lepszy w tym, co robisz. Dowiadujesz się również, dokąd możesz dojść i gdzie leży nieprzekraczalna granica, którą należy respektować, aby przeżyć.

Możesz być bardzo utalentowany, mieć predyspozycje do uprawiania określonej dyscypliny sportu, ale nie zastąpi to doświadczenia. Według mnie to właśnie doświadczenie, zdobywane krok po kroku, jest tym, co w dużej mierze pozwala trafnie oceniać sytuację i na jej podstawie podejmować decyzje.

 

Nigdy nie jesteś całkowicie bezpieczny

Możesz być bardzo doświadczonym wspinaczem, skoczkiem, narciarzem i również ulec wypadkowi bądź zginąć w górach. Doświadczenie nie jest gwarantem twojego bezpieczeństwa. Tak naprawdę nic nim nie jest. Doświadczenie i dobre przygotowanie pozwalają ci zminimalizować ryzyko, a nie uniknąć go całkowicie.

Doświadczenie i dobre przygotowanie podnoszą również, w pewnym stopniu, twoje poczucie pewności. Wiesz na co możesz sobie pozwolić i z czym jesteś w stanie sobie poradzić. Jeśli jesteś wobec siebie absolutnie szczery, wzmacnia to również twoje mentalne, subiektywne poczucie bezpieczeństwa. Prawda jest natomiast taka, że będąc w górach i uprawiając sporty wysokiego ryzyka, nigdy nie jesteśmy bezpieczni.

 

Akceptacja ryzyka

Czy całkowite wyeliminowanie ryzyka jest nam potrzebne? Moim zdaniem ryzyko jest częścią życia. Jest czymś naturalnym, tak jak i wszystkie zmiany, których doświadczamy. Bez nich nie było by życia, a wszystko pozostawałoby w stanie statycznym, niezmienione od początku do końca.

Nie było by ryzyka, nie było by życia. I choć pewne zmiany zachodzące w życiu nie są takie, jakimi byśmy ich chcieli, i nie są łatwe, to wiele z nich przynosi nam w efekcie dużo dobrego. Pozwalają uczyć sie o sobie samych, pracować nad sobą i rozwijać się. Pozwalają także akceptować to, że nie na wszystko mamy wpływ. Bez względu na to, czy zdecydujemy się świadomie podejmować ryzyko, czy też będziemy starali sie unikać go za wszelką cenę – rzeczy będą się w życiu zmieniać.

 

Marta Sokołowska - Arco wingsiut

„Doświadczenie i dobre przygotowanie pozwalają ci zminimalizować ryzyko, a nie uniknąć go całkowicie”. Zanim Marta zaczęła skakać z klifów w wingsuicie, przygotowywała się przez wiele lat skacząc z samolotu i skacząc skoki BASE w tracksuicie. (fot. Tomasz Zakolski)

 

Przygoda

Czy to nie przygoda, z nadzieją powodzenia, ale i szczyptą niepewności, jest tym, co gna nas w góry? Czy pamiętasz to uczucie, gdy udało ci się zrobić coś, czego bardzo chciałeś, a co jednocześnie budziło pewien strach i niepewność? Smak życia to nie tylko (pozorne) bezpieczeństwo miękkiego fotela i ciepłego domu, ale również wysiłek i pójście w nieznane, za przygodą. Jeśli wiesz, jak wiele satysfakcji i spełnienia daje ci to, co robisz, to jesteś w stanie zaakceptować potencjalne ryzyko, jaki dany sport ze sobą niesie.

Jeśli mimo pełnej świadomości ryzyka wciąż czerpiesz radość ze swojej aktywności, oznacza to, że jest ona dla ciebie ważna i wnosi wiele do twojego życia. Jak to kiedyś pewien mądry człowiek powiedział mi: “Życie jest po to, aby w nim żyć, a nie tylko przetrwać”.