Liofilizaty – którą markę wybrać
Branża

Liofilizaty – którą markę wybrać

Beata Nawrotkiewicz / 18 maja 2018

Weekendowy wypad na skały z kursem taternictwa jaskiniowego. Niby niedaleko od cywilizacji, ale praktycznie całe dwa dni siedzieliśmy pod skałą zaaferowani kursantami. Przerw na jedzenie jako takich nie było, test liofilizatów był dla nas dobrym pretekstem, by chociaż na chwilę zejść z lin na ziemię. Testerami głównymi były dwie osoby – niejedząca mięsa niżej podpisana oraz moja “połówka” – rasowy mięsożerca. Ponieważ jeszcze trzy osoby miały podobny sposób na wyjazdowe wyżywienie, zatem im także zaglądaliśmy do torebek.

Liofilizat, co to takiego?

Liofilizaty to jedzenie, które mieści się w torebce, jest lekkie, a do przygotowania posiłku wystarczy jedynie odpowiednia ilość gorącej (bądź zimnej) wody. Zanim jednak trafi do torebki przechodzi proces zwany liofilizacją. Polega on na odwodnieniu, które odbywa się w próżni. Po tym procesie jedzenie zachowuje swoje wartości odżywcze, ale jest lekkie i bardzo trwałe. Liofilizuje się zarówno pojedyncze składniki: np. owoce i warzywa, jak i całe dania. Taki posiłek zamknięty w szczelnej torebce przetrwa długą podróż w plecaku i nie zaszkodzi mu za bardzo ciasne sąsiedztwo ani zmiany temperatury otoczenia. W niepozornym opakowaniu kryje się to, na co w innym przypadku trudno liczyć w podróży – pełnowartościowy posiłek, który jest bardzo łatwy do przyrządzenia. Co niemniej ważne posiłek, który długo zachowuje swoją przydatność do spożycia. O ile opakowanie pozostanie nienaruszone, posiłek liofilizowany będzie się nadawał do jedzenia przez długie miesiące, a nawet lata. I jeszcze jedna cecha, która sprawia, że liofy są coraz bardziej popularne – lekkość. Lepiej przecież na plecach dźwigać obiad, który waży ok. 100 gram, niż słoik z zawartością, którego masa zbliża się raczej do kilograma. Do tego rzecz, o której warto pamiętać – torebka, w której zamknięty jest liof jest jednocześnie naczyniem, w którym przygotowuje się posiłek oraz z którego się go zjada. Odpada zatem noszenie dodatkowych naczyń.

Już wiemy, że liofy są lekkie i praktyczne. Ale co się właściwie w tych torebkach kryje? Zapraszam do lektury dalszej części testu!

Liofilizat Voyager i LYO

Dania liofilizowane Voyager i LYOFood

Cztery marki liofilizatów

W Skalniku można kupić liofilizaty czterech marek (podaję je w najbardziej sprawiedliwej kolejności – alfabetycznej): LYOFood, Travellunch, Trek’n Eat, Voyager. Wszystkie łączy proces przygotowywania potraw, czyli liofilizacja właśnie, o której możesz przeczytać powyżej. LYOFood jest marką polską, Travellunch to marka niemiecka, podobnie jak Trek’n Eat, natomiast Voyager – francuska. Co jest w nich podobne, a co je odróżnia?

Menu

Wybór dań liofilizowanych jest całkiem spory. Myślę, że każdy znajdzie wśród nich coś odpowiedniego dla swojej diety (lub jej braku), a także zawierającego ulubione składniki. Warty podkreślenia jest fakt, że jeśli tylko mamy taką potrzebę, możemy z liofilizatów skomponować całodzienny posiłek. Liofilizowane śniadanie o poranku, po południu lub wieczorem liofilizowany obiad, a dla łakomczuchów, na podwieczorek liofilizowany deser. Jak poszczególne dania wyglądają w praktyce?

Śniadania to zazwyczaj wariacje na temat owsianek i musli. Wszystkie cztery marki mają je w ofercie. Warto pamiętać, że można je przygotowywać z zimną lub ciepłą wodą. Sama ich nie próbowałam, bo nie przepadam za owsiankami, ale gdybym potrzebowała porządnego “kopa energetycznego”, czemu nie. Wtedy zdecydowanie sięgnęłabym po chłodną wodę. Szczególnie w gorący dzień latem.

Liofilizaty Trek'n Eat i Voyager

Gotowe do jedzenia liofilizaty Voyager i Trek’n Eat

Kiedy szukałam potraw do testów bardzo się ucieszyłam z wyboru dań obiadowych. Każdy z producentów ma w swojej ofercie dania wegetariańskie. Jeśli ktoś z was nie uznaje żadnych produktów odzwierzęcych wegańskie dania liofilizowane znajdzie w ofercie LYOFood i Trek’n Eat. Mięsożercy mają oczywiście dużo większy wybór, ale i ja nie miałam na co narzekać. Tym bardziej, że jadam od czasu do czasu ryby, a spory wybór posiłków z rybami i owocami morza ma Voyager. Zupy są w ofercie trzech marek: LYO Expedition, Travellunch oraz Trek’n Eat, aczkolwiek wegetariańskie znalazłam tylko w pierwszych dwóch. Liofilizaty wegetariańskie znajdziecie tutaj.

Zdumiona byłam wielością dodatków występujących w daniach obiadowych. Ziemniaki, makarony, ryż, kuskus – naprawdę jest z czego wybierać

Desery to znowu wszelkiego rodzaju musy, zupy owocowe oraz same owoce. Te ostatnie mogą być doskonałym dodatkiem do samodzielnie przygotowywanych dań (np. granoli) lub wzbogacić inny liofilizat – chociażby śniadaniowe musli czy deserowy mus.

 

Peronin – jedzenie do zadań specjalnych

W ofercie Trek’n Eat są także torebki z wysokoenergetycznym, płynnym jedzeniem Peronin. To specjalny preparat do wykorzystania podczas zwiększonego wysiłku lub ekstremalnych warunków. Jest nie tylko wysokokaloryczny, ale także szybko przyswajalny. Niewielka saszetka kryje proszek, który rozrabia się z wodą. Tak przygotowany napój po wypiciu daje  porządną dawkę niezbędnej organizmowi energii. Oczywiście Peronin to jedynie dodatek i absolutnie nie może być stosowany jako stały składnik diety. Niemniej przyda się podczas wyprawy, jako taki zapas energii na wszelki wypadek.

Skład posiłków liofilizowanych

Niektórzy producenci na opakowaniach zamieszczają wyraźne informacje o naturalności swoich produktów i braku chemii, inni milczą na ten temat. Ale i tak dobrze jest skontrolować skład posiłku liofilizowanego. Po pierwsze, żeby przekonać się czy rzeczywiście mamy do czynienia z naturalnym jedzeniem. Po drugie, żeby sprawdzić, jakiego rodzaju alergeny lub  substancje niepożądane zawierają. Producenci (lub dystrybutorzy) rzetelnie wywiązują się z obowiązku podania składu, alergenów i wartości odżywczych w swoich produktach, we wszystkich czterech markach te informacje podawane są po polsku.

LYO Food szczyci się, że ich liofilizaty składają się w 100% z naturalnych składników i nie zawierają konserwantów, sztucznych dodatków, barwników czy wzmacniaczy smaku. Nie uwierzyłam w to zapewnienie i sprawdziłam – rzeczywiście składniki to warzywa, przyprawy, owoce. Na tylnej etykiecie powtórzone zostały informacje istotne dla osób z nietolerancjami i alergiami (np. bez laktozy, wegetariańskie)

Podobne zapewnienie w formie zielonego znaczka znaleźć można na opakowaniach liofilizatów Trek’n Eat. Jak jest w rzeczywistości? Zdarzają się składniki takie jak karmel (w daniu obiadowym!), kazeina, regulatory kwasowości, zagęstniki i przeciwutleniacze.

Mieszanie liofilizatu.

Warto przed wlaniem wody, zamieszać suchą zawartość liofilizatu.

Takich oznaczeń co prawda nie mają ani dania marki Voyager, ani Travellunch. Niemniej szybkie sprawdzenie etykiet liofilizatów Voyager odkrywa całkiem niezły skład. Tajemniczo brzmią co prawda aromaty, pod którymi mogą się kryć różne związki chemiczne, szczególnie, że brakuje określenia “naturalne”, ale główne składniki potraw to warzywa, mięso, ryby lub owoce morza.

Optymizmem nie napawają jednak etykiety ze składem posiłków marki Travellunch. Można w nich znaleźć skrobię modyfikowaną, olej palmowy, ekstrakt z kurczaka (!). W składzie mięsa są konserwanty, a posiłki zawierają tajemnicze aromaty. To zdecydowanie najsłabszy skład spośród wszystkich czterech marek.

W Skalniku staramy się podawać wszystkie składniki liofilizatów z naszej oferty, tak by klient mógł dokonać świadomego wyboru potrawy.

 

Opakowania dań liofilizowanych

Tylko opakowania liofilizatów Voyager mają zdjęcia dań, które kryją się w środku. Jak to z fotografią kulinarną bywa, zdjęcia co najmniej trochę odbiegają od rzeczywistości. Jednak w jakimś stopniu pomagają wybrać danie bez zagłębiania się w listę składników. Pozostali producenci przygotowali uniwersalne opakowania, na których dodrukowują lub naklejają informację o tym, co kryje się w torebce.

Opakowania dań LYOFood są ładne, lecz – co stwierdzam z przykrością – trochę nieczytelne. Czarno-białe bohomazy i stylizowane na odręczne napisy są trochę trudne do odczytania. O dziwo lepiej je kupować w internecie niż w sklepie, bowiem grafiki internetowe pokazują, jakie danie powstanie z wysuszonych składników. Dodatkowe informacje na froncie opakowania to zapewnienie o naturalności składników oraz krótkie info odnoszące się do niektórych diet (np. bez glutenu, danie wegetariańskie).

Posiłki Travellunch mają jednolite opakowania i tylko srebrny napis na froncie odkrywa tajemnicę zawartości. Napis jest trochę niewyraźny i na dodatek się wyciera. Oczywiście nie aż tak, żeby był zupełnie nieczytelny, niemniej czytelności nie poprawia fakt, że jest on nadrukowany srebrną farbą. Dwuosobowe porcje są dodatkowo wyróżnione stosowną nalepką na froncie, ale informacja o tym, że to powiększone danie jest w języku angielskim i niemieckim.

Podobnie jest z daniami marki Trek’n Eat – wszystkie opakowania są identyczne. W ramce podano najważniejsze informację – nazwę dania, piktogram informujący o dostosowaniu do diety (np. bez laktozy, bez glutenu, posiłek wegetariański lub wegański). Warto podkreślić, że informacje te są wyraźne i łatwe do odczytania.

Trzy różne dania Voyager

Dania Voyager – czerwone (mięsne), zielone (wegetariańskie), niebieskie (z owocami morza)

Na frontowej stronie liofilizatów Voyager znajdują się chyba wszystkie przydatne informacje m.in. o wartości kalorycznej dania oraz rodzaju posiłku. Rodzaj potrawy wyróżniono kolorem pasków z informacjami: posiłek mięsny (czerwony), rybny (niebieskie) bądź wegetariański (zielony). Pewną trudność może sprawiać fakt, że oprócz nazwy posiłku praktycznie wszystkie informacje są po francusku. Ale na odwrocie dystrybutor zadbał o etykietę w języku polskim ze wszystkimi ważnymi informacjami.

Skoro już wiemy, jakie dania możemy sobie zaserwować, pora przejść do praktycznej strony jedzenia.

Przygotowanie liofa

Proces przygotowywania posiłku liofilizowanego jest – przynajmniej na pierwszy rzut oka – banalny. W skrócie wygląda on tak: trzeba otworzyć opakowanie, zawartość zalać odpowiednią ilością wrzątku, zamieszać, a następnie odczekać chwilę i voila – posiłek gotowy i można go pałaszować. Wygląda całkiem łatwo, a jak jest w rzeczywistości?

Wszystkie testowane dania liofilizowane miały niewielkie nacięcia po obu stronach opakowania. Zdecydowanie ułatwiły ono dostanie się do środka jedzonka. Przy okazji taki sposób otwierania gwarantuje, że nikt przed nami nie dobierał się wcześniej do naszego posiłku.

Po otwarciu opakowania wydobywał się z niego lekko przytłumiony, ale jednak wyczuwalny zapach. Był to raczej aromat dodanych przypraw niż gotowych potraw. Zanim zalałam liofy, zamieszałam suchą jeszcze zawartość. Wiadomo długie noszenie w plecaku sprzyja opadaniu cięższych składników na dno, a byłam ciekawa, jak wygląda to, co przygotowali producenci.

Moje spostrzeżenia z tego pierwszego etapu postanowiłam podzielić ze względu na marki, bowiem już na tym etapie pojawiają się pewne – dla niektórych zasadnicze – różnice.

 

LYOFood – Krem porowo-cebulowy i bigos

Wyciąganie torebeczki z pochłaniaczem tlenu

To nie są przyprawy! To pochłaniacz tlenu.

Dzięki nacięciom, o których już wspominałam, liofa otwiera się szybko i sprawnie. Po otwarciu trzeba pamiętać, żeby zerknąć do środka i wyciągnąć niepozorną torebeczkę – pochłaniacz tlenu. Uwaga! To nie są przyprawy, jak myśleli niektórzy, torebeczka jest do wyrzucenia natychmiast po otwarciu opakowania. Skoro posiłek przygotowywany był w próżni i znajduje się w próżniowym opakowaniu warto, żeby zachował te próżniowe właściwości, czyli m.in. długi czas przydatności do spożycia. Kiedy już wyjęłam saszetkę, rzuciłam okiem do środka opakowania. Zawartość wyglądała jak… zupa w proszku, a dokładniej, jak zielony proszek. Miała być zupa-krem porowo-cebulowa, więc ta postać mnie nie zmartwiła, trudno w kremie oczekiwać jakiś kawałków warzyw. Szybko na odwrocie opakowania skontrolowałam ilość potrzebnej wody.

LYO linia poziomu wody

Niebieski dół tylnej etykiety to oznaczenie poziom wody.

Niby spoko, ale to, co zobaczyłam, sprawiło, że zaczęłam skomplikowane dla humanisty obliczenia, które miały na celu dość precyzyjne odmierzenie właściwej porcji wrzątku. Do wlania było 330 ml, na nic mi się zdała podpowiedź, że to 1,3 szklanki, bo żadnej szklanki (ani kubka o standardowej pojemności 250 ml ze sobą nie miałam). Musiałam wlewać “na oko”, co skończyło się tym, że chyba trochę “przelałam” moją zupkę. Na szczęście nadmiar wody zupie nie bardzo szkodzi. Po zalaniu zamieszałam zawartość i za pomocą zamknięcia strunowego zamknęłam opakowanie na 10 min., żeby potrawa się “ugotowała”. Jak się okazuje inne potrawy LYOFood mają na tylnej stronie opakowania zaznaczony poziom wody – zrobiono to w designerski sposób zaznaczając na niebiesko dolną część etykiety. Łatwo to przegapić!

Travellunch – Chili con carne

Płaskie dno liofilizatu Travellunch.

Dobrze znane nacięcia i… ups opakowanie nie otworzyło się do końca. W ruch musiał pójść nóż, szybkie cięcie i wreszcie można było zajrzeć do środka. Liof o smaku chili con carne wyglądał, jak… wysuszone chili con carne. Wyraźnie widoczna była fasolka czerwona, papryka, a także kawałki mięsa. Boki u dołu opakowania można odgiąć w ten sposób, że całe dno rozkłada się na płasko, dzięki czemu liof stabilniej stoi na ziemi i podczas przygotowywania posiłku wystarczy go jedynie lekko przytrzymywać. Skoro mamy do czynienia z wrzątkiem to naprawdę dobre rozwiązanie. Na tylnej etykiecie sprawdziliśmy ilość wody i znowu zaczęliśmy liczyć. Ścisły umysł testera i “okrągła” objętość sprawiły, że tutaj dobranie właściwej ilości wrzątku było nieco łatwiejsze. Płaskie dno ułatwiło wymieszanie wszystkiego. Niestety u góry opakowania nie ma zamknięcia strunowego – nie pozostało nic innego, jak zwinąć kilka razy u góry opakowanie i poczekać kilka minut, aż chili con carne będzie gotowe.

Trek’n Eat – Gulasz angielski

Mieszanie liofilizatu

Tak wygląda liofilizowany gulasz angielski Trek’n Eat.

Opakowanie otworzyło się bezbłędnie, w czym oczywiście pomogły znane już z wcześniejszych liofów niewielkie nacięcia z obu stron. Po zajrzeniu do środka ujrzeliśmy zdecydowanie najlepszy wygląd suchej mieszanki – kawałki mięsa, makaron, warzywa. Nawet w tej postaci wyglądało to całkiem apetycznie. Producent ułatwił nam zalanie liofa właściwą ilością wody. Na tylnej etykiecie znajdują się bowiem kreseczki z podpisem, że do tego poziomu należy nalać wody. Co prawda kreski są na zewnątrz, a wodę wlewa się do środka, ale lepsze to niż skomplikowane obliczenia matematyczne. O dziwo, mimo że kreski są naprawdę niewielkie, były one bardziej widoczne niż poziom zaznaczony w liofilizatach LYO Expedition. Po dolaniu wody trzeba było gulasz przemieszać. Pojawiła się wtedy dziwna piana, która nie znikała aż do momentu zamknięcia torebki na czas przygotowania. We wszystkich liofilizowanych daniach taka piana się pojawiała, ale w tym długo się utrzymywała, żeby jednak doczekać obiadu, postanowiliśmy ją zignorować, a torebkę zamknąć. Na szczęście zamknięcie strunowe ułatwiło sprawę.

Voyager – Tajine wegetariański

Liofilizat Voyager przed zalaniem

Linie poziomu wody wewnątrz liofilizatu Voyager.

Zdecydowanie najmniejsze opakowanie, które zajmuje niewiele miejsca w plecaku. Jego inność tkwi także w surowcu, z którego zostało zrobione. Jest nim bowiem zwykły, niepowlekany papier. Według producenta po jedzeniu możemy bezpiecznie spalić opakowanie w ognisku. Nie próbowałam tego robić, bo po pierwsze byłam całkiem blisko cywilizacji z jej wynalazkiem o nazwie kosz na śmieci. Ponadto w lesie ogniska nie paliliśmy, a z tego, co wiem, próby spalenia opakowania nad kuchenką nie kończą się dobrze. Wnętrze opakowanie zostało powleczone czymś “nieprzemakalnym”. Opakowanie, podobnie jak u innych producentów, jest zarazem garnkiem i talerzem, w którym posiłek się przygotowuje, a potem zjada. Wracając do przygotowania posiłku. Voyager świetnie rozwiązał sprawę ilości wody nadrukowując podziałki wewnątrz opakowania. Podziałek jest kilka, wnioskuję z tego, że wnętrze jest takie samo do różnych dań. Zatem w instrukcji przyrządzania dania trzeba sprawdzić, do którego poziomu nalać wodę. Jest to rozwiązanie wprost genialne i chyba tylko ostatnia gapa może nie zauważyć tych oznaczeń. W suchej zawartości liofa wyraźnie widać było składniki potrawy – kuskus i spore kawałki warzyw. Zamknięcie strunowe umożliwia szczelne zamknięcia na czas przygotowania.

Jedzenie

Po odczekaniu czasu po zalaniu posiłku wodą trzeba się na nowo dostać do torebki. W liofilizacie Travellunch nie było zamknięcia, zatem wystarczyło odwinąć opakowanie, by móc cieszyć się posiłkiem. Chili con carne pachniało całkiem dobrze. W czasie, który podał producent obiad był gotowy. Mój tester stwierdził, że smakowało mu i nie było ostro przyprawione (a takie jada w domu).

W liofilizatach innych marek do jedzenia dostajemy się po otwarciu zamknięcia strunowego lub urwaniu opakowania poniżej. Wyróżnia się tutaj marka Voyager, której opakowania mają dodatkowe nacięcia w połowie wysokości. To genialne rozwiązanie, które umożliwiło mi łatwy dostęp do jedzenia. Jakież było jednak moje zdziwienie, gdy w kuskusie nie znalazłam dużych kawałków warzyw, które ewidentnie były w wersji suchej. Może ktoś mi je podjadł?

W żadnym opakowaniu nie mieliśmy problemów, by za pomocą łyżki dotrzeć do zakamarków opakowania. Chociaż najłatwiejsze było to oczywiście w przypadku dania Voyager. Nie wpadliśmy jednak wcześniej na pomysł, by skrócić wysokość innych opakowań.

Bigos LYO

Bigos LYOFood gotowy do jedzenia.

Chili con carne Travellunch

Gotowe chili con carne, danie Travellunch.

Gotowe danie Voyager - tajine wegetariańskie

Tajine wegetariańskie Voyagera.

 

 

Zapach i smak posiłków liofilizowanych

Bigos z LYOFood, który jadła koleżanka, naprawdę delikatnie pachniał swojskim daniem, paella z Voyagera zjadana ze smakiem przez kolegę, miała zapach owoców morza. Z opakowania chili con carne od Travelluncha można było poczuć paprykę, najmniej pachniał gulasz irlandzki od Trek’n Eat, ale w sumie miał tyle składników, że trudno mówić o konkretnym, dominującym.

Mieliśmy różne dania i różne gusta, dlatego terenowe testowanie liofilizatów skupiło się raczej na poręczności ich przygotowania. Ocenę smaku pozostawiliśmy skalnikowym testerom, którzy dostali cztery podobne do siebie dania.

Wielkość dania liofilizowanego

Informacja, która ucieszy i niejadków, i głodomory jest taka, że nie ma jednej “znormalizowanej” gramatury. Co producent, to inne danie. Warto przy tej okazji wspomnieć też o opcji dań powiększonych oraz posiłków dla dwóch osób. Dania powiększone przypadną do gustu głodomorom, którzy nie najadają się zwykłą porcją. Opakowania są tylko nieznacznie cięższe i grubsze, za to posiłku jest więcej. Tandemowe paczki to dwa razy więcej suchej zawartości i dwa razy więcej posiłku w pojedynczym opakowaniu – dość wygodne rozwiązanie, na dodatek generujące mniej śmieci.

Sprawdźmy, jak gramaturowo przedstawia się oferta poszczególnych marek – wartości są oczywiście przybliżone, bowiem posiłek, posiłkowi nierówny. W tabeli umieściłam informację o masie suchej potrawy oraz o gramaturze po uwodnieniu.

 

LYOFood Travellunch Trek’n Eat Voyager
obiad 1 os. ok. 90 g / 370 g 125 g / bd 180 g / 540 g 80 g / 280 g
obiad 1+ os. ok. 120 g / 500 g 200 g / 700 g 125 g / 450 g
obiad 2 os. 250 g/ bd 250 g / 850 g 160 g / 520 g

Ile kosztują liofilizaty?

Liofilizaty LYOFood są zdecydowanie najdroższym rozwiązaniem. Weźmy jednak pod uwagę ekologiczne uprawy, z których pochodzą składniki, nietypowe dania oraz rodzimą firmę. Koszt pojedynczego śniadania oscyluje w okolicy 22 zł, zupy – też 22 zł , drugiego dania – ok. 30 zł.

Pojedyncza porcja dania Travellunch to koszt ok. 32 zł, taniej wychodzi porcja dla dwóch osób – ok. 43 zł, natomiast zupy to wydatek oscylujący ok. 25–29 zł, a śniadanie – 18 zł.

Ceny obiadów marki Trek’n Eat to ok. 30 zł, śniadania są ok. 10 zł tańsze. Saszetka zawierająca płynny pokarm Peronin to koszt 22 zł.

W podobnej do Trek’n Eat cenie są także posiłki marki Voyager. Ceny śniadań wahają się między 16 a 20 zł, obiadów natomiast ok. 28-30 zł.

Wszystkie powyższe ceny są oczywiście katalogowymi. Warto skorzystać z okazji i promocji, które się zdarzają. Wtedy można liczyć na obniżoną, znacznie przystępniejszą cenę.

Z jednej strony – wydaje się, że to ceny zbliżone, a niekiedy nawet wyższe od schroniskowej kuchni czy przydrożnej restauracji. Jest w tym trochę prawdy. Jednak, gdy ceny w menu nie są podawane w złotówkach, lecz w euro czy dolarach, liofilizaty stają się naprawdę niedrogą opcją wyżywienia. Dobrze wybrane liofy są lekką, pożywną i zdrową opcją wyżywienia podczas dłuższego wypadu z dala od cywilizacji.

 

Plusy i minusy każdej marki

Liofilizaty LYOFood

+ bardzo duży wybór dań (obiadowe, śniadania, desery, owoce)
+ nietypowe potrawy (np. zielone curry z pokrzywą)
+ małe i duże porcje
+ ekologiczne, naturalne składniki
+ wyraźne oznaczenia alergenów, diety
+ porcje małe i duże
+/- oznaczenie poziomu wody, gdy się je znajdzie, bardzo ułatwia dobranie właściwej ilości wody
+/- pochłaniacz tlenu utrzymujący próżniowe zamknięcie, niestety nieuważni mogą go pomylić z przyprawami
– nieco mało przyprawione
– trochę nieczytelne opakowanie
– drogie

Średnie ceny katalogowe:

  • śniadanie (mała porcja): ok. 22 zł
  • śniadanie (duża porcja): ok. 33 zł
  • zupa: ok. 22 zł
  • obiad (mała porcja): ok. 30-33 zł
  • obiad (duża porcja): 34-38 zł
  • deser: ok. 18 zł

Liofilizaty Travellunch

+ solidne porcje
+ jedno- i dwuosobowe dania
+ dania wegetariańskie, mięsne, zupy
+ możliwość rozłożenia na płasko dna torebki
– brak strunowego zamknięcia na czas przygotowania posiłku
– dużo składników sztucznych i polepszaczy smaku
– informacja o alergenach tylko w liście składników
– brak oznaczenia właściwej ilości wody
– jednakowe opakowania

Średnie ceny katalogowe:

  • śniadanie: ok. 18 zł
  • zupa: ok. 26-30 zł
  • obiad (mała porcja): ok. 30-32 zł
  • obiad (duża porcja): ok. 43-44 zł
  • deser: ok. 25 zł

Liofilizaty Trek’n Eat

+ dużo rodzajów gramatur (pojedyncze, powiększone, podwójne dania)
+ solidne porcje
+ większość zdrowych składników
+ informacja na froncie opakowania o ekologicznych składnikach
+ wyraźne oznaczenia diet i alergenów na froncie opakowania
+/- niewielkie oznaczenie poziomu wody
– jednakowe opakowania
– zdarzają się składniki chemiczne

Średnie ceny katalogowe:

  • śniadanie: 20-24 zł
  • zupa: ok. 29 zł
  • obiad (mała porcja): ok. 27-33 zł
  • obiad (duża porcja): ok. 30 zł
  • deser: ok. 22 zł
  • Peronin: ok. 22 zł

Liofilizaty Voyager

+ wyraźne, wewnętrzne oznaczenie poziomu wody
+ dużo czytelnych informacji na froncie opakowania
+ poglądowe zdjęcie potrawy
+ możliwość spalenia w ognisku zużytego opakowania
+ małe, poręczne opakowanie
+ ekologiczne składniki
– brak informacji o eko składnikach
– informacje o alergenach tylko na liście składników
– nieco małe porcje
– bywają mało przyprawione

Średnie ceny katalogowe:

  • śniadanie: ok. 16-20 zł
  • obiad (mała porcja): ok. 28 zł
  • obiad (duża porcja): ok. 30 zł
  • deser: ok. 20 zł
Liofilizaty są bardzo dobrym, wręcz znakomitym rozwiązaniem na ciepły (lub zimny) posiłek. W momencie, kiedy mamy do dyspozycji jedynie wodę i kuchenkę prawie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyczarować możemy dobry obiad. Oferta dań jest ogromna, więc niemal każdy znajdzie coś dla siebie. Alergicy, wegetarianie i weganie, głodomory, smakosze i duety także.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:
Zobacz również: