W górach i na szlakach liczy się zaufanie do sprzętu. Ostatnio do mojej szafy trafiła damska bluza RAB Nexus Jacket. Testowałam ją przez kilka miesięcy, używając zarówno jako warstwę docieplającą pod kurtkę w chłodniejsze dni, jak i jako główną warstwę wierzchnią podczas jesiennych podejść.
Bluzę RAB Nexus Jacket Women zabrałam ze sobą do Gruzji z dość prostym założeniem: ma ogarniać chłodne poranki, wietrzne popołudnia i wieczory spędzane na zewnątrz. Testowałam ją nie tylko podczas zwiedzania, gdy tempo bywa nierówne i łatwo o szybkie wychłodzenie, ale też w czasie trekkingów w Dolinie Truso i pod Kazbegiem, gdzie warunki potrafią zmienić się w ciągu kilkunastu minut. Nexus dostał więc solidny sprawdzian: marsz z plecakiem, postoje na zdjęcia, wiatr i słońce na przemian, chłód o poranku, a potem podkręcanie tempa na podejściach.

Nexus od razu sprawia wrażenie bluzy zaprojektowanej do ruchu, a nie do pozowania. Krój jest ukierunkowany na kobiecą sylwetkę, ale jednocześnie nie poszedł w stronę ciasnej „drugiej skóry”. Bluza dobrze się układa, nie ciągnie w klatce piersiowej i nie marszczy się niepotrzebnie w okolicach brzucha. Producent podkreśla też elastyczność konstrukcji i brak ograniczeń ruchu.
Największą zaletą tej bluzy jest to, że ona nie próbuje udawać kurtki. Jest lekka, oddychająca i zaprojektowana tak, żeby utrzymać komfort cieplny. To zapewne zasługa materiału Thermic G, który ma odpowiadać za sprawne odprowadzanie wilgoci i nadmiaru ciepła oraz szybkie schnięcie.

Dolina Truso to dla ubrań test „interwałowy”. Raz idziesz spokojnie, raz szybciej, potem znowu zwalniasz. W takich warunkach bluza powinna być na tyle przewiewna, aby nie przegrzewać, ale też na tyle „konkretna”, żeby nie tracić sensu po zatrzymaniu.
RAB Nexus Jacket Women dobrze balansował te dwa światy. Najczęściej nosiłam go na cienkiej koszulce technicznej i z kurtką w plecaku przygotowaną na momenty, gdy wiało mocniej. I właśnie w tym zestawie bluza miała największy sens: jako warstwa, która stabilizuje komfort, a nie jest ciężkim „ocieplaczem”, który nadaje się tylko na zimno. Tu ważny jest też komfort w okolicach szyi. Bluza ma dopasowaną stójkę, która osłania szyję. To jest detal, który naprawdę robi robotę, gdy wiatr przewiewa każdy nieosłonięty fragment.

Przy trekkingu z plecakiem oraz przy aktywnościach typu wspinanie czy podejścia w terenie liczy się to, czy bluza nie ogranicza ramion. W Nexusie producent zastosował raglanowe wszycie rękawów (rękaw jest wszywany ukośnie zamiast tradycyjnego szwu na ramieniu) oraz klin pod pachami, które mają zwiększać mobilność.
To czuć szczególnie wtedy, gdy podnosisz kijki wyżej na stromym podejściu, sięgasz po bidon w bocznej kieszeni plecaka, czy poprawiasz szelki lub pas biodrowy. Bluza „idzie” z ruchem i nie walczy z ciałem. Dla mnie to jedna z najważniejszych cech odzieży na wyjazdy, bo po kilku dniach nawet drobne ograniczenia potrafią zmęczyć bardziej niż sam dystans.
Po bokach są dwie kieszenie zapinane na zamki, które u mnie przechodziły test typowo podróżniczy: telefon, chusteczki, mały krem z filtrem, czasem rękawiczki. Przy plecaku dostęp do kieszeni bywa różny (zależy od pasa biodrowego), ale doceniłam, że kieszenie są na tyle pojemne, by trzymać drobiazgi, które chcę mieć pod ręką.

Nexus najlepiej wypada jako polar na trekking w chłodne dni i przy zmiennym tempie, warstwa środkowa w systemie ubioru albo bluza na podróż, gdy chcesz mieć coś lekkiego, co nie zajmuje pół plecaka.
Nie jest to bluza, która ma zastąpić ocieplinę. Jeśli planujesz długie postoje w zimnie, biwakowanie albo statyczne fotografowanie o świcie, to prawdopodobnie i tak dołożysz dodatkową warstwę. Ale na aktywny dzień jej „środek ciężkości” jest ustawiony bardzo rozsądnie: ciepło wtedy, gdy trzeba, i oddychalność wtedy, gdy robi się gorąco.

Z mojej perspektywy Nexus Jacket Women sprawdzi się szczególnie u osób, które:
Najmocniejsze strony:
Po teście w Gruzji mogę powiedzieć jedno: Nexus wpasował się w mój wyjazdowy zestaw jak element układanki, którego nie trzeba poprawiać. Zakładałam go rano, dorzucałam na niego kurtkę, gdy wiało i właściwie tyle. Bez walki z krojem, bez irytujących detali, bez poczucia, że bluza „nie nadąża” za rytmem dnia.