Nie każdy sprzęt trekkingowy da się dobrze ocenić podczas krótkiego spaceru. Czasem potrzeba wyjścia, które łączy różne warunki pogodowe, nawierzchnie i kilka godzin marszu. Takim sprawdzianem okazało się wejście z Jagniątkowa do Martinovej boudy w Karkonoszach. To właśnie na tej trasie testowałam stuptuty Naturehike Snow Leopard – w błocie, mokrym śniegu, na oblodzonych fragmentach i w głębokim puchu wyżej w górach.
Szlak z Jagniątkowa do Martinovej boudy ma około 7,2 km długości, a jego przejście zajmuje średnio 3 godziny i 13 minut. Trasa prowadzi stopniowo w górę – początkowo przez las, a później coraz bardziej otwartym terenem.
Podejście nie jest techniczne, ale zimą potrafi być wymagające ze względu na zmienne warunki podłoża. My schodziliśmy tą samą drogą, co pozwoliło sprawdzić sprzęt zarówno podczas podejścia, jak i zejścia, a to często dwa zupełnie różne testy.

Start nie zapowiadał jeszcze typowo zimowej wycieczki. W niższych partiach dominowało błoto i rozmoknięty śnieg. Szlak był nasiąknięty wodą, miejscami śliski i ciężki do przejścia w suchych nogawkach.
Dodatkowo zaczął padać lekki deszcz, który po pewnym czasie zaczął zamarzać na kamieniach i korzeniach. W takich momentach stuptuty mają najwięcej pracy, chronią nie tylko przed śniegiem, ale też przed błotem i spływającą wodą. Już tutaj było widać, że dobrze przylegają do buta i skutecznie blokują wilgoć.

Im wyżej wchodziliśmy, tym bardziej krajobraz robił się zimowy. Deszcz ustąpił miejsca mrozowi, a śniegu zaczęło przybywać z każdym kilometrem. W końcowych partiach było go naprawdę dużo, miejscami powyżej kostki, a czasem jeszcze wyżej.
Trasa zrobiła się też wyraźnie śliska, dlatego założyliśmy raczki. To moment, w którym stuptuty często pokazują swoje słabe strony, mogą się podwijać, przesuwać albo zahaczać o sprzęt. Tutaj jednak trzymały się stabilnie. Pasek pod butem, haczyk do sznurowadeł i konstrukcja całości sprawiły, że nawet z raczkami wszystko pozostawało na swoim miejscu.

Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak mało odczuwa się je w trakcie marszu. Teoretycznie to dodatkowe gramy (206 g) na nogach, ale w praktyce nie czułam ich podczas chodzenia, podnoszenia nóg w śniegu czy dłuższego podejścia. Stuptuty nie ograniczały ruchu, nie powodowały uczucia sztywności i nie obcierały. To szczególnie ważne przy kilku godzinach na szlaku.
Miłym zaskoczeniem był też efekt termiczny. Materiał działał jak dodatkowa warstwa izolacji, dzięki czemu nogi były wyraźnie cieplejsze – szczególnie w wietrzniejszych fragmentach powyżej lasu. To nie jest główna funkcja stuptutów, ale zimą robi dużą różnicę w komforcie marszu.
Podczas całej trasy, od błota na starcie, przez mokry śnieg, aż po głęboki puch wyżej – do środka nie przedostała się ani woda, ani śnieg. Nogawki spodni pozostały suche, a w butach nie pojawiła się wilgoć. Nawet podczas zapadania się w miękkim śniegu stuptuty skutecznie blokowały jego dostawanie się do środka. W praktyce potwierdziły więc deklaracje producenta o wysokiej wodoodporności i ochronie przed błotem.

Rzep na całej długości, regulacja obwodu łydki, haczyk do sznurowadeł i pasek pod butem tworzą system, który naprawdę działa. Stuptuty Naturehike nie przesuwały się podczas podejścia ani zejścia. Nie skręcały się i nie opadały, co w głębszym śniegu jest szczególnie ważne.
Jedyny minus pojawił się przy zapinaniu. Dolne elementy są dość drobne, przez co operowanie nimi w rękawiczkach jest trudne. Nawet bez rękawic trzeba było się chwilę pomęczyć, żeby wszystko dobrze ustawić. Nie jest to poważna wada w użytkowaniu na szlaku, ale przy zakładaniu w zimowych warunkach potrafi być irytująca.

Wejście z Jagniątkowa do Martinovej boudy było bardzo dobrym testem terenowym, zmienne warunki, kilka godzin marszu, raczki i solidna ilość śniegu.
Po tym wyjściu mogę powiedzieć, że stuptuty:
✔ są wygodne i praktycznie niewyczuwalne
✔ skutecznie chronią przed śniegiem i wodą
✔ poprawiają komfort termiczny
✔ dobrze trzymają się buta nawet z raczkami
Największym mankamentem pozostaje sposób zapinania, ale poza tym stuptuty dobrze spełniają swoją funkcję i pozwalają iść w góry bez obaw o przemoczone nogi.
Tekst i test: Magdalena Draga