Black Diamond to legenda outdooru, znana na całym świecie z niezawodności oraz innowacji, które od dziesięcioleci wyznaczają standardy bezpieczeństwa w górach. Swoje surowe, wspinaczkowe DNA marka z sukcesem przenosi do sprzętu turystycznego, czego idealnym przykładem są kije trekkingowe Trail Vista FLZ. Ten model naszpikowano flagowymi patentami producenta – od pancernej blokady FlickLock®, przez błyskawiczny system składania Z-Pole, aż po ergonomiczną rękojeść z naturalnego korka. To sprzęt stworzony z myślą o trudnych szlakach i całorocznej, intensywnej eksploatacji.
Nie każdy kij trekkingowy robi świetne pierwsze wrażenie już po wyjęciu z plecaka. Czasem dopiero kilka godzin marszu po stromym podejściu, kamienistym zejściu i nierównym terenie pokazuje, czy mamy do czynienia z prawdziwym wsparciem, czy tylko kolejnym gadżetem do noszenia, „bo może coś pomoże”. Trail Vista FLZ to model, który od początku został zaprojektowany jako sprzęt dla osób chodzących dużo, często i w zróżnicowanych warunkach – od krótkich wyjść po całodzienne i kilkudniowe trekkingi. I to właśnie te kije przekonały mnie, że jakość ma kluczowe znaczenie na wymagającym szlaku.

Już na papierze wygląda to obiecująco. Połączenie składanej konstrukcji Z-Pole z zewnętrzną blokadą zaciskową FlickLock® to rozwiązanie, które daje to, co najlepsze z dwóch światów: kompaktowy rozmiar po złożeniu oraz możliwość idealnego dopasowania długości do wzrostu i ukształtowania terenu.
Około 15 cm zakresu regulacji to świetny kompromis – z jednej strony mamy miniaturowe, składane kijki, które bez problemu mieszczą się w plecaku, a z drugiej – pełną elastyczność, aby wydłużyć je na stromym zejściu lub skrócić, podczas walki z ostrym podejściem.
Ważnymi cechami w tym modelu są również korkowe chwyty (oraz ich przedłużenia z pianki EVA), wymienne końcówki Flex Tip, zdejmowane talerzyki śnieżne i aluminiowy trzon z recyklingu.
Ale jak to się ma do wygodnego użytkowania? Bardzo prosto: kije są lekkie i wytrzymałe a chwyty pewne i stabilne – co przekłada się na zbawienne wsparcie dla naszych nóg podczas długich wędrówek o każdej porze roku.

Dla mnie bardzo istotną zaletą kijów Black Diamond Trail Vista FLZ jest to, że po złożeniu są naprawdę kompaktowe – mają około 40 cm długości, co sprawia, że łatwo przypiąć je do plecaka albo schować do środka, gdy akurat nie są potrzebne.
To duży plus szczególnie na trasach, gdzie czasem korzystałam z kijków przez dłuższy odcinek, a chwilę później chowałam je na czas odpoczynku i regeneracji.
Kije zabierałam ze sobą również na bardziej dynamiczne treningi trailowe. To właśnie podczas biegów górskich w zróżnicowanym terenie mogłam w pełni wykorzystać ich potencjał i funkcjonalności. Na stromych podejściach, gdzie liczyła się każda sekunda, dawały mi mocne i stabilne wsparcie oraz napęd. Z kolei na płaskich odcinkach, bez zatrzymywania się i tracenia rytmu, byłam w stanie szybko je złożyć i schować do plecaka.

Black Diamond zastosował tu ergonomiczny chwyt z naturalnym korkiem oraz jego przedłużenie z pianki EVA. Korkowa część ma ograniczać zmęczenie dłoni i poprawiać komfort podczas długiego marszu, ale jak dla mnie najważniejszym aspektem było to, że korek świetnie radzi sobie z wilgocią niż niektóre twardsze, bardziej śliskie materiały, co zapewniło mi stabilność nawet podczas srogich upałów, lub intensywnych treningów.

Muszę przyznać, że te kije nie miały ze mną lekko. Dostawały w kość podczas wielu wspólnych przygód, gdy na mojej drodze stawały kałuże, kamienie czy też twardy asfalt. Ze wszystkim radziły sobie świetnie, więc spodziewałabym się, że ich grot po miesiącach użytkowania będzie mocno uszkodzony.
Ale się zdziwiłam, jak zobaczyłam, że moje obawy nie były słuszne – grot posiadał niewielkie ślady użytkowania, ale były one znacznie mniejsze, niż bym się tego spodziewała po takiej intensywności.
Jest to zasługa materiału, z jakiego zostały one wykonanie, mianowicie z węglika spiekanego (czyli wolframu), który charakteryzuje się twardością bliską diamentowi. Warto też dodać, że groty nie są osadzone w kijach na stałe – można je bezproblemowo wymienić w razie potrzeby.

Te kije idealnie wpisują się w moje wymagania – są po prostu stworzone dla kogoś, kto od sprzętu oczekuje absolutnej wszechstronności. Towarzyszyły mi, gdy potrzebowałam pewnego oparcia dla nóg zarówno podczas klasycznych, spokojnych wędrówek, jak i na najeżonych skałami, stromych i wymagających podejściach, a nawet w trakcie dynamicznych biegów górskich.
Właśnie na takich trasach najlepiej widać ich charakter. Aluminiowy trzon nie daje może tak sportowego, ultralekkiego uczucia jak modele karbonowe, ale w zamian oferuje większy spokój psychiczny na kamieniach, w rumowisku czy przy przypadkowym zakleszczeniu kija między głazami.

Na stromych podejściach dużą robotę zrobił przedłużony chwyt z pianki EVA, bo pozwolił mi szybko złapać kij niżej bez konieczności ciągłego przestawiania długości. To detal, który naprawdę doceniłam wtedy, gdy teren zrobił się „falujący”, czyli musiałam pokonać kilka stromych metrów w górę, krótkie wypłaszczenie, potem zejście, trawers i na koniec znowu pod górę. W takich warunkach możliwość szybkiej zmiany ułożenia dłoni jest zwyczajnie bardzo wygodna.
Dobrze wypada też ogólne poczucie stabilności. Mimo swojej trzy-członowej budowy sprawiają wrażenie zwartej, dopracowanej konstrukcji. To ważne, bo właśnie w modelach składanych bywa z tym różnie – tutaj jednak ta kompaktowość nie została okupiona wyraźnym spadkiem pewności w prowadzeniu kija.

Żeby ten obraz był uczciwy, trzeba powiedzieć wprost: to nie są najlżejsze kijki w swojej klasie. Wersja 110-125 cm waży około 508 g/parę, a wersja 120-135 cm około 534 g/parę, więc jeśli ktoś szuka modelu stricte pod szybkie przejścia, fastpacking albo liczenie każdego grama, to karbonowe konstrukcje będą zdecydowanie atrakcyjniejsze, aczkolwiek osobiście ich waga mi nie ciążyła.
Warto też zaznaczyć, że przedłużenie z pianki jest krótsze od tego z korka, a sam dół chwytu dla części użytkowników z większymi dłońmi może wydawać się nieco za krótki.
Zdecydowanie tak. Jeśli szukasz uniwersalnych kijków na szlak, które mają być solidne i wygodne to Black Diamond Trail Vista FLZ wypadają bardzo przekonująco. Ich największą siłą nie jest jakiś jeden spektakularny parametr, ale to, że bardzo dobrze spinają kilka kluczowych cech naraz:
To model, który najlepiej odnajdzie się u osób chodzących regularnie po górach, z plecakiem, po zróżnicowanych trasach, gdzie kijki raz pracują przez kilka godzin bez przerwy, a raz lądują w plecaku.
W swojej kategorii Trail Vista FLZ robią jednak coś bardzo ważnego: dają poczucie, że masz w rękach sprzęt gotowy na prawdziwą przygodę, a nie tylko akcesorium z ładnie wyglądającą specyfikacją na papierze. I właśnie dlatego są kijkami, które na szlaku po prostu mają sens i można im zaufać.
Moje wypady w góry są bardzo dynamiczne i nieprzewidywalne – raz intensywny wysiłek, a raz spokojny spacer, który szybko mogłam zmienić na wędrówkę poza głównym szlakiem. Dlatego właśnie wszechstronność tego modelu była dla mnie niezwykle istotna. Zależało mi na sprzęcie, który w żaden sposób nie będzie mnie ograniczał, a w trudnych momentach da mi stuprocentowe oparcie. I dokładnie tak było – Trail Vista FLZ sprawdziły się w każdym z tych scenariuszy.
Tekst i test: Martyna Niziołek