Bielizna termiczna Icebreaker na jesień – test
Testy

Bielizna termiczna Icebreaker na jesień – test

Beata Nawrotkiewicz / 26 listopada 2019

Icebreaker słynie z szerokiej gamy bielizny termicznej. Grubość wełny merino różni się w zależności od pory roku oraz rodzaju aktywności. To brzmi sensownie. A jak sprawdza się w rzeczywistości? Zapraszam na wrażenia z jesiennego testu bielizny termicznej Oasis 200 Icebreaker.

Kolekcja Oasis jest chyba najbardziej uniwersalną spośród oferowanych przez Icebreaker. Według rekomendacji producenta jej gramatura sprawdza się zarówno jesiennym (i wiosennym) chłodzie, ale będzie też odpowiednia zimą dla osób o dobrej termice.

Cofnijmy się do zupełnych podstaw. Gramatura wskazuje, ile waży metr kwadratowy materiału, czyli wełny merino – w tym przypadku jest to 200 gram. Dla porównania letnie koszulki merino, o których kiedyś pisałam mają gramaturę 150 g/m2, ubrania warstwy podstawowej (base layer) też zaczynają się od 150 g/m2. Testowana bielizna plasuje się pośrodku oferty Icebreaker – dlatego też powinna być odpowiednia na tzw. przejściowe pory roku.

komplet bielizny merino

Są skały – jest radość! Komplet bielizny termoaktywnej nie musi być wcale w jednym kolorze. (fot. Mateusz Malinowski i Ola Robak)

Kiedy piszę o bieliźnie mam tak naprawdę na myśli koszulkę z długim rękawem oraz legginsy (lub bardziej swojsko: kalesony). W angielskim nazywa się taki komplet base layer, co wynika z koncepcji ubioru warstwowego – ta warstwa rzeczywiście znajduje się na samym spodzie i stanowi bazę funkcjonalnego sposobu ubierania na aktywności outdoorowe.

Bielizna termiczna Oasis 200 powstała ze stuprocentowej wełny merino. Jest to materiał, który uwielbiają outdoorowcy na całym świecie. Żeby go lepiej poznać, zapraszam do innych naszych tekstów (tutaj), przypomnę jedynie najważniejsze cechy wełny merino:

  • jest delikatna i miękka, nie powoduje otarć ani podrażnień skóry,
  • jest włóknem aktywnym, dzięki czemu dobrze izoluje zarówno przed chłodem, jak i przed upałem,
  • jest znakomicie antybakteryjna, możesz ją rzadziej prać, a ona pozostanie świeża (spróbuj to samo zrobić z bielizną syntetyczną, od razu poczujesz – i to dosłownie! – różnicę),
  • jest naturalna, biodegradowalna i bezpieczna.

Jakim użytkownikiem jestem

Kiedy się nie ruszam, jestem zmarzluchem, lubię zatem rozgrzewające ciepełko. Natomiast podczas ruchu produkuję całkiem sporo własnego ciepła, wtedy też potrzebna mi jest sprawna wentylacja i odprowadzenie wilgoci (czyli potu). Od kiedy mam do czynienia z nowoczesnymi materiałami wiem, że te dwie skrajności da się połączyć w jednym ubraniu. Zaś ubiór warstwowy opanowałam niemal do perfekcji, dlatego nawet na krótki wypad za miasto biorę do plecaka całą stertę ubrań, wśród których od pewnego czasu królują te z wełny merino.

Testy merino w różnych warunkach

Starałam się testować swój komplet bielizny Oasis podczas rozmaitych aktywności jesiennych, żeby był jak najbardziej miarodajny. Nie były one ekstremalne, bo jesień AD 2019 była bardzo ciepła i sucha. Gdzie zabrałam ze sobą bieliznę z wełny merino:

  • Dwa wypady w góry – ciepły dzień w Broumovskich Stenach i późnolistopadowy w Rudawy Janowickie, w obu przypadkach był to raczej lekki trekking z niezbyt długimi podejściami
  • Nocny rajd przygodowy – bardzo stacjonarnie, zajmowałam się wtedy obsługą jednego z punktów kontrolnych.
  • Grzybobranie, czyli to, co Polacy lubią robić jesienią – ruch umiarkowany, poranek bardzo chłodny, ale w miarę upływu czasu temperatura była coraz wyższa

Bielizna Icebreaker – miłość od pierwszego wejrzenia

Jeśli zwracacie uwagę na szczegóły zapewniam, że bielizna marki Icebreaker przypadnie wam do gustu od pierwszego dotyku i rzutu okiem. Przede wszystkim jest miękka w dotyku, ma naturalny zapach (który nie jest podbity jakimiś sztucznymi perfumami). Po dokładniejszym sprawdzeniu widać, że ściegi są równe, a nitki niepostrzępione. To szczegół, na który warto zwrócić uwagę przy zakupie. Przy szyi, u dołu rękawów i nogawek materiał został zawinięty na ok. 1 cm.

Wszystkie szwy są oczywiście płaskie, co jest niezwykle istotne dla ubrań warstwy podstawowej. Rzadko bowiem używa się ich samodzielnie, a każda kolejna część garderoby „przybliża” bieliznę termiczną do skóry. Płaskie szwy znakomicie się wtedy sprawdzają i nie powodują otarć. W koszulce przesunięto „do tyłu” szwy z ramion, co zmniejsza ucisk na tę część ciała podczas noszenia plecaka. (Mała wskazówka dla kobiet – w góry wybierajcie staniki regulowane na plecach, a nie na ramionach, zobaczycie, jak wielką robi to różnicę).

Jestem też absolutnie zachwycona legginsami, a dokładniej – szeroką gumą w pasie. Nic nie uciska, nie roluje się, a doskonale przytrzymuje kalesony we właściwym miejscu. Ten szczegół w pełni można docenić, kiedy na wierzch zakłada się spodnie o niezbyt wygodnym pasie.

leginsy merino Icebreaker

Legginsy merino o długości za kostkę. (fot. Mateusz Malinowski)

Podoba mi się także opakowanie – kartonowe pudełko, w którym nie ma plastiku. Nawet metka jest zamocowana za pomocą sznureczka i agrafki. To kolejne potwierdzenie, że Icebreaker jest marką dbającą o środowisko nie tylko słowem, ale przede wszystkim czynem.

Bielizna merino w górach

Dwa wyjazdy w góry w różnych warunkach pogodowych. Październikowy spacer po Broumovskich Stenach odbywał się w ciepły dzień. Ponieważ jesień w górach potrafi być zwodnicza zapakowałam do plecaka koszulkę Icebreaker Oasis 200 – legginsy sobie darowałam, bo wiedziałam, że będzie na nie za ciepło. Koszulkę Oasis używałam nie jako warstwę podstawową, lecz drugą. Zakładałam ją podczas wędrówki przez las, na szczycie oraz gdy słońce zakryły chmury. Warto podkreślić, że w tym wypadku podstawową warstwę tworzył t-shirt z merino. Obie koszulki świetnie się sprawdziły i mimo podwójnego materiału miałam cały czas zapewnione uczucie komfortu termicznego. Zdziwiłam się nawet, że w miejscach mocno zacienionych i wilgotnych w zupełności wystarcza mi koszulka merino z długim rękawem. Podczas bardziej stromych podejść, kiedy czułam, że jest mi za ciepło, podwijałam rękawy. Jeśli chodzi o pocenie się to wiadomo, że najszybsze w ich odprowadzniu są włókna sztuczne. Ale przy takiej wycieczce merino sobie znakomicie poradziło i nie miałam uczucia dyskomfortu.

bielizna merino na jesień w górach

Bo jesień jest piękna!

Drugi z górskich wyjazdów – w Rudawy Janowickie – odbył się pod koniec listopada. Tym razem dopisała aura późnojesienna: wiało i było bardzo chłodno (odczuwalna temperatura oscylowała gdzieś w okolicach 3-5°C). Garderobę ograniczyłam do funkcjonalnego zestawu koszulka merino Oasis 200 i puchówka Rab Microline Alpine oraz legginsy merino Oasis 200 i spodnie Milo Gabro. Nie byłabym sobą, gdybym do  plecaka nie włożyła jeszcze bluzy, ale okazała się ona zupełnie zbędna. Taki zestaw w zupełności wystarczył na ponad 3 godz. spaceru, kiedy zaczynało silniej wiać, wystarczyło szczelniej zapiąć kurtkę, ewentualnie założyć kaptur. Podczas podejść najczęściej puchówkę zostawiałam rozpiętą. W samej koszulce zostałam podczas „wstawiania się” w kilka skalnych dróg. Dwa szczegóły ujęły mnie podczas tych prób. Materiał nie podwija się nawet gdy ręce przez dłuższą chwilę pozostają uniesione, podobnie tył koszulki zostaje na miejscu, więc nerki są cały czas dobrze osłonięte.

koszulka merino z długim rękawem

Koszulka merino i puchówka – świetny zestaw na listopadowy wypad w Rudawy. (fot. Mateusz Malinowski)

Jak merino sprawdza się przy braku aktywności

Za brak aktywności (ruchowej) uznaję obsługę punktu kontrolnego podczas nocnego rajdu na orientację. Uczestnicy przychodzą i odchodzą, pokonują kilometry trasy i swoje słabości. Obsłudze punktów natomiast pozostaje całonocna walka z chłodem i sennością. Chociaż dzień był śliczny, po zachodzie słońca gwałtownie się ochłodziło. Gdzieś koło północy uznałam, że trzeba wyciągnąć ulubiony komplet merino. Założyłam zarówno legginsy, jak i koszulkę. Praktycznie od razu poczułam, że w nogi robi mi się ciepło. Oczywiście, że duże znaczenie miały w tym przypadku ciepłe skarpety i buty, jednak wcześniej miałam je na nogach i zaczynało być mi zimno. Szczególnie doceniłam w trakcie tej nocy długość legginsów – sięgają one poniżej kostki i mogę je bez problemu „połączyć” ze skarpetami. Dzięki temu mam pewność, że chłód nie wślizgnie się przez jakąś niewielką szparkę. Zdaję sobie sprawę, że to nietypowe i ciężkie do powtórzenia warunki, jednak można je zestawić z asekuracją podczas wspinaczki – wtedy też raczej pozostaje się bez aktywności.

koszulka damska merino oasis

Koszulka Oasis 200 znakomita w skały. (fot. Mateusz Malinowski)

Na grzyby w wełnie merino

Grzybobranie uznałam za miarodajny test jeśli chodzi o zmienne warunki pogodowe. O poranku było po prostu zimno, ruch umiarkowany – szczególnie, że grzyby zbierałam w towarzystwie dzieci. W miarę upływu czasu robiło się jednak coraz cieplej i cieplej. Kurtkę primaloft zdjęłam jeszcze w lesie, przewiązałam ją sobie w pasie. Dopóki nie wyszłam na odsłoniętą od drzew drogę wprost na słońce, było mi w sam raz. Nie za ciepło, nie za chłodno. Natomiast pod paru minutach spaceru w słońcu poczułam, że jest mi trochę za ciepło w nogi. Na szczęście była to bardzo ograniczona aktywność, zatem nie zdejmowałam legginsów w lesie. Rzeczywiście jednak odczułam na własnej skórze, że w zbyt grubym merino można się przegrzać.

Merino nie śmierdzi

Mam nadzieję, że nikogo nie zszokuje wyznanie, że między tymi wszystkimi aktywnościami mój komplet bielizny merino nie był prany ani razu. Co więcej – wciąż go nie wyprałam, bo w ogóle nie śmierdzi. Po bardziej intensywnym wysiłku wieszam koszulkę i legginsy na balkonie i to w zasadzie jedyny zabieg, który można by nazwać pielęgnacyjnym.

Pomiędzy poszczególnymi wyjazdami testowymi miałam co prawda minimum 1-2 tygodnie przerwy, zatem materiał mógł „odpocząć”. Jednak  już zacieram ręce na myśl o dłuższym wypadzie w góry i na narty, kiedy to zabiorę ze sobą tylko jeden komplet bielizny termicznej. Z tego co już wiem, po posiadanych już przeze mnie ubraniach merino, będzie dobrze, a nawet bardzo dobrze.

Prania merino – gdy ubrania go wymagają – nie trzeba się bać. Instrukcję, jak to zrobić znajdziecie na naszym blogu w artykule „Jak prać wełnę merino”.

Gdzie jeszcze będę testować merino

Chciałabym na pewno spróbować nurkowania w moim komplecie bielizny merino. Uspokajam wszystkich – nie zamierzam go zamaczać, nurkuję bowiem w suchym skafandrze. Pod wodą marznę dużo szybciej niż na powierzchni i mimo tzw. ocieplacza z grubego polaru, potrzebuję jeszcze dodatkowego ocieplenia. Rękawiczki merino Icebreaker radzą sobie pod wodą znakomicie, zatem liczę, że podobnie poradzi sobie bielizna merino. Wtedy też komplet przejdzie prawdziwy chrzest jeśli chodzi o antybakteryjność. Nie ma bowiem mowy, żeby w czasie nurkowania mogło dochodzić do „oddychania materiału”.

Zimą wybiorę się w Oasis 200 na skitury i na narty – zobaczę czy nie będzie dla mnie za cienki. Do tej pory używałam koszulki BodyFitZone 260 g i jestem z niej zadowolona, aczkolwiek mam trochę za duży na siebie rozmiar, zatem dopasowana koszulka Oasis 200 powinna się w tym wypadku sprawdzić równie dobrze. Natomiast jestem naprawdę ciekawa „przesiadki” z legginsów z włókien sztucznych na merino.

Na razie nie planuję zabierać bielizny merino do jaskiń. Przede wszystkim dlatego, że jest mi jej zwyczajnie szkoda, w dziurach łatwo o mechaniczne uszkodzenia, przed którymi zewnętrzny materiał nie zawsze chroni.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:
Zobacz również: