Jak koszulki merino sprawdzają się w upały i wygrywają z końcem świata
izrael-blog-skalnik
Pasja

Jak koszulki merino sprawdzają się w upały i wygrywają z końcem świata

Beata Nawrotkiewicz / 23 sierpnia 2018

Pod Megiddo już w starożytności stoczono parę ważnych bitew, które pozwoliły wygrywającym ludom czy plemionom kontrolować ważne skrzyżowanie szlaków w Dolnej Galilei. To samo Megiddo nosi miano Armageddon, bo to tam apokalipsa przewiduje koniec świata. Po pół godzinie byliśmy skłonni w to uwierzyć z całą mocą, gdy toczyliśmy walkę z upałem dochodzącym do 40°C, gorącym wiatrem, który nic nie chłodził i cieniem, którego nie było.

Końcówka lipca w Izraelu – brzmi pięknie? Nie! Brzmi koszmarnie, kto to w ogóle wymyślił. No tak, to byłam ja. Zamiast przeczytać parę dobrych rad o tym, które miesiące nie nadają się podróżowanie po Izraelu (lipiec, sierpień i ze względu na liczne święta także wrzesień), wpadłam w szał planowania urlopu. Urlopu dodajmy, dość dalekiego od plaż wszelakich, za to bardzo aktywnego. Do plecaków – walizek nie uznajemy – trafiły ciuchy, które pomogłyby nam przetrwać lato, przed którym wszyscy przestrzegali. Długie spodnie, spódnice i koszulki Icebreaker z wełny merino.

Jerozolima - mury miejskie

Na murach Jerozolimy

Wzgórza wokół Qumran

Krótki spacer na wzgórza wokół Qumran

 

 

Aktywne włókno merino

Wełna merino brzmi przerażająco ciepło. Nic jednak bardziej mylnego! Bo wełna merino, z której uszyte są koszulki z letniej kolekcji Icebreaker, to ultra cienkie włókna z owiec żyjących w Nowej Zelandii. Mówi się, że włókna, które mają właściwości aktywne. Co to znaczy? Że dopasowują się do warunków, które są na zewnątrz, a raczej im przeciwdziałają. Innymi słowy izolują. Dzięki temu właścicielowi (takiej owcy na przykład) w zimie wcale nie jest za zimno, bo powietrze ogrzane przez jego ciało zostaje niejako uwięzione wśród włókien. W lecie dzieje się rzecz podobna – włókna nie dopuszczają zbyt rozgrzanego powietrza, utrzymując blisko ciała odpowiednią temperaturę.

Izrael w lipcu to rozgrzany piec

Byliśmy w te izraelskie, lipcowe, upalne dni, niczym nowozelandzkie owce. Przemierzaliśmy kilometry w upale, pełnym słońcu, pośród ruin i śladów historii. Nasze bawełniane koszulki dawno stałyby się ciężkimi i mokrymi kompresami wydającymi woń, o której nie warto nawet pisać. Tymczasem koszulki z wełny merino radziły sobie nadzwyczaj dobrze. Nawet jeśli pasek od aparatu lub plecak za długo przywierały do ciała i zostawiały swój kształt odbity z potu, to po paru minutach nie było tego kształtu w ogóle widać. Wełna z merino tak szybko odprowadziła pot, a potem raz-dwa wyschła, że na koszulce nie pozostawał nawet ślad. Szczerze mówiąc nie wierzyliśmy, że będzie się to odbywało aż tak prędko – zapewne dlatego w naszych plecakach było też kilka bawełnianych i poliestrowych koszulek. Mieliśmy je na sobie pierwszego dnia, ale po spacerze ulicami i nadmorskimi promenadami Tel Avivu daliśmy im spokój. Napisać o nich, że sprawdzały się źle, to jakby nic o nich nie napisać. Nie sprawdziły się w ogóle. Bawełna i poliester zostały wrzucone na samo dno plecaków.

Koszulki z wełny merino były z nami na pustyni i w oazie, nad Morzem Martwym i wznoszącymi się ponad nim górami, na terytoriach Zachodniego Brzegu i w zaułkach Jerozolimy. Świetnie poradziły sobie nawet wtedy, gdy temperatura przestała być dla nas akceptowalna i grubo przekraczała 40°C, a na wykopaliskach byliśmy tylko my, ruiny i pracujący pod zadaszeniami archeolodzy.

Zapach, a raczej jego brak

Najlepsze jednak czekało nas każdego dnia rano. Koszulki nie śmierdziały. W ogóle nie miały żadnego zapachu, co zarejestrowaliśmy z niemałym zdumieniem. Wystarczyło je wieczorem rozwiesić na balkonie lub nawet na hotelowym krześle. Oczywiście trzeba było zadbać o higienę własną, ale z tym akurat nie mamy problemu. Nosiliśmy je codziennie przez 9 dni. Mój mężczyzna miał dwie i nosił najpierw jedną, później drugą. Ja swoją dwa razy delikatnie wypłukałam. Wymagały tego bardziej ze względów estetycznych – zaschnięte lody nie są zbyt apetyczną ozdobą – niż rzeczywistej potrzeby. Taka przeprana koszulka po paru godzinach była sucha. W En Gedi schłodziliśmy się pod wodospadem, a zanim doszliśmy do parkingu koszulki były już suche. Spodnie Milo też.

Oaza En Gedi

En Gedi – testujemy szybkie schnięcie merino

Jerozolima - uliczka

Uliczka w Jerozolimie

 

Kiedy wsiadaliśmy do samolotu powrotnego do Polski wiedzieliśmy trzy rzeczy. Pierwsza, że na jednej czy dwóch koszulkach merino się nie skończy. Druga, że za rok na letni urlop pojedziemy na trekking po szkockich górach albo na Islandię. Na pewno z daleka będziemy się trzymać od rejonu Morza Śródziemnego. I trzecia, że do Izraela na pewno jeszcze kiedyś wrócimy.
Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:
Zobacz również: