Jednodniowa wycieczka to zawsze w teorii „tylko jeden dzień w górach”, który nie wymaga dużego bagażu. W praktyce jednak do środka, oprócz podstawowych rzeczy, trafiają też drobiazgi, które lepiej mieć przy sobie, niż żałować ich braku na szlaku. A jeśli pogoda jest niepewna albo trasa prowadzi dalej niż krótki spacer do schroniska, lista rzeczy potrafi zrobić się jeszcze dłuższa. Dla mnie około 30 litrów to jeden z najpraktyczniejszych wyborów na całodniowe wyjścia. Osprey Kyte LT 28 testowałam w Górach Izerskich, Górach Bystrzyckich oraz w Rudawach Janowickich, gdzie do standardowego zestawu doszła część sprzętu wspinaczkowego.
Osprey Kyte LT 28 to damski plecak trekkingowy o pojemności 28 litrów. Jest lżejszą, bardziej uproszczoną wersją klasycznej linii Kyte, a jego męskim odpowiednikiem jest Osprey Kestrel LT 28. To model na jednodniowe wędrówki, krótkie wyjazdy i trasy, na których liczy się stabilne ułożenie bagażu.
W specyfikacji znajdziemy system nośny AirScape, regulowaną długość pleców, pas biodrowy z rozwiązaniem ErgoPull, kompatybilność z bukłakiem do około 3 litrów, pasy kompresyjne, mocowania kijów lub czekana oraz pokrowiec przeciwdeszczowy w dolnej kieszeni. Plecak waży około 1,3 kg, a rekomendowane obciążenie to około 4,5–13,6 kg.
Na papierze to nadal niewielki plecak. W terenie czuć jednak, że został zaprojektowany bardziej jak porządny plecak trekkingowy niż lekki worek na jednodniowy spacer.

Kyte LT 28 najlepiej pasuje do osób, które chcą mieć jeden plecak na całodniowe górskie wyjścia, ale nie chcą nosić dużego modelu wyprawowego. Będzie dobrym wyborem na dłuższe szlaki, trasy z podejściami i wycieczki, podczas których pogoda może zmienić się kilka razy w ciągu dnia. Ten plecak na pewno jest dla kogoś, kto pakuje się rozsądnie, ale nie minimalistycznie.
Plecak ma jedną komorę główną ładowaną od góry, stałą klapę i klasyczne zamknięcie ściągaczem. Nie ma osobnej komory dolnej, bocznego zamka do głównej przestrzeni ani regulowanej klapy. Plecak jest prosty w obsłudze, ale nie pozwala łatwo „uelastycznić” pojemności. Kyte LT 28 stawia na prostą konstrukcję, więc normalne jest to, że nie daje takiej elastyczności jak większe plecaki trekkingowe.
Za noszenie odpowiada system AirScape. Panel tylny wykonano z pianki pokrytej siatką, z kanałami poprawiającymi przepływ powietrza. Plecak nie odsuwa zawartości daleko od pleców, tylko układa ciężar blisko sylwetki. Dzięki temu plecak nie ciągnie do tyłu, nie przechyla się przy skrętach i nie podskakuje przy szybszym tempie. Nie jest to najbardziej przewiewne rozwiązanie, ale w zamian daje lepszą kontrolę nad ładunkiem.
Kyte LT 28 występuje w jednym rozmiarze, ale można regulować długość pleców. Przed pierwszym wyjściem ustawiłam panel w domu, a po spakowaniu plecaka jeszcze trochę go poprawiłam. Dopiero wtedy pas biodrowy znalazł właściwe miejsce, a szelki zaczęły leżeć bez nieprzyjemnego nacisku. Wygodne okazało się też dociąganie ErgoPull – taśmy prowadzone do środka łatwiej złapać i równomiernie napiąć, zwłaszcza gdy plecak jest cięższy.

Organizacja w Kyte LT 28 nie jest przesadnie rozbudowana, ale wystarcza na górskie użycie. Na zewnątrz klapy znajduje się kieszeń zapinana na zamek, pod klapą druga kieszeń z klipsem do kluczy, a w środku rękaw na bukłak oraz zaczep Hydraclip. Boczne kieszenie mają dostęp od góry i od boku, więc można sięgnąć po butelkę bez zdejmowania plecaka. Na pasie biodrowym są dwie otwarte kieszenie na drobiazgi.
Najmniej przekonał mnie ściągacz głównej komory – działa poprawnie, ale przy pełnym plecaku nie jest tak płynny, jak bym chciała.
Po bokach są cztery pasy kompresyjne. Przy częściowo wypełnionym plecaku zmniejszają objętość, a przy cięższym pakunku pomagają dociągnąć wszystko bliżej pleców. Do dyspozycji są też punkty mocowania kijów trekkingowych, czekana albo innego podłużnego elementu ekwipunku. Nie ma natomiast systemu Stow-on-the-Go.
Hydrofobowe wykończenie DWR opóźnia nasiąkanie przy mżawce i słabszym opadzie, ale nie oznacza pełnej wodoodporności. Przy intensywniejszym deszczu trzeba sięgnąć po pokrowiec schowany w osobnej kieszeni na spodzie plecaka.

W Górach Izerskich plecak był spakowany na klasyczną całodniową wycieczkę. Po regulacji trzymał się równo, nie opadał i nie przesuwał się przy zmianie tempa. W Górach Bystrzyckich najważniejszym tematem była wilgoć. Przy mżawce DWR radził sobie bez problemu, a gdy opad zrobił się mocniejszy, pokrowiec dobrze objął plecak i nie zsuwał się podczas marszu.
Kolejny test odbył się w Rudawach Janowickich. W plecaku znalazły się uprząż, buty wspinaczkowe i część sprzętu wspinaczkowego. Taki bagaż jest twardszy i mniej podatny na dopasowanie niż klasyczny zestaw turystyczny. Cięższe elementy spakowałam blisko panelu tylnego, a miękkie rzeczy wykorzystałam jako warstwę oddzielającą.
Usztywnienie panelu zdało egzamin. Sprzęt nie wbijał się w plecy, a plecak zachował zwartą formę. Po dociągnięciu kompresji nic nie przemieszczało się przy stawianiu kroków. Kyte LT 28 nie jest oczywiście plecakiem wspinaczkowym w ścisłym sensie, bo nie został zaprojektowany specjalnie do noszenia szpeju. Ale jako plecak na dojście pod skały, z częścią wyposażenia w środku, poradził sobie bez zastrzeżeń. Wzmocniony spód dobrze zniósł odkładanie na kamieniach, a po wyjściu nie zauważyłam przetarć.

Najmocniejszą stroną Kyte LT 28 jest sposób prowadzenia ciężaru. Plecak dobrze układa się na plecach, a pas biodrowy rzeczywiście odciąża ramiona. Na plus wypadają też regulacja długości pleców, usztywniony panel, kieszenie w klapie, boczny dostęp do butelek, kieszenie na pasie biodrowym, rękaw na bukłak, pasy kompresyjne i pokrowiec przeciwdeszczowy.
Podoba mi się też ogólne wrażenie trwałości. Kyte LT 28 nie wygląda jak plecak, z którym trzeba obchodzić się przesadnie ostrożnie. Można go postawić na kamieniu, załadować cięższymi rzeczami i nie martwić się od razu o delikatny materiał.

Minusem dla kogoś może być waga – około 1,3 kg przy pojemności 28 litrów nie będzie atrakcyjne dla osób, które pilnują każdego grama. Tutaj trzeba zaakceptować więcej wagi własnej w zamian za lepsze przenoszenie ciężaru, usztywnienie i solidniejsze wykończenie.
Dla mnie słabszym punktem okazał się być ściągacz komory głównej. Przy mocno wypełnionym plecaku wymagał więcej uwagi, niż bym chciała. Nie jest to problem z bezpieczeństwem bagażu, ale w moim przypadku wpływał na wygodę codziennego używania.
Osprey Kyte LT 28 to plecak dla osób, które chcą czegoś solidniejszego niż lekki model spacerowy, ale nie potrzebują dużego plecaka wyprawowego. Najlepiej wypada na długich trasach jednodniowych, w zmiennej pogodzie i przy bagażu, który waży więcej niż symboliczna kurtka i butelka wody.
Nie poleciłabym go komuś, kto szuka najlżejszego plecaka 28-litrowego. Poleciłabym go natomiast osobie, która chce wygodnego, mocnego i stabilnego plecaka na górskie wycieczki, także te trochę bardziej wymagające niż spacer szeroką ścieżką. Osprey Kyte LT 28 najlepiej pokazuje swoje zalety wtedy, gdy naprawdę ma co nieść.
Test i tekst: Maria Severynovska