Testowaliśmy już wiele plecaków, ale musimy przyznać, że Volven Zion 35 zrobił na nas naprawdę dobre wrażenie. To model, który idealnie odnajduje się w outdoorowym klimacie: sprawdzi się zarówno na krótszych, jednodniowych wypadach w góry, jak i przy nieco dłuższych, minimalistycznych trekkingach. 35 litrów to wystarczająco, by zmieścić najpotrzebniejsze rzeczy na kilka dni w terenie.

W Irlandii zrobiliśmy z nim kilka spokojnych hike’ów – bez ekstremów, ale w klasycznym irlandzkim miksie: wiatr, słońce, deszcz. Volven dał radę.
To, co od razu zwróciło naszą uwagę i co kochamy w plecakach to tylny panel z siateczki. Plecy są wentylowane, jest komfort i poczucie ulgi przy ostrych podejściach. Całość dobrze leży na plecach, a pas biodrowy i piersiowy trzymają się stabilnie nawet przy szybszym marszu. Bonus: na pasku piersiowym znaleźliśmy gwizdek alarmowy – mała rzecz, a cieszy, bo zwiększa poczucie bezpieczeństwa.

Konstrukcja plecaka to dwa przedziały – górny i dolny, które w razie potrzeby można połączyć w jedną przestrzeń. Zamek od góry i dodatkowe otwarcie z przodu umożliwiają szybkie sięgnięcie po sprzęt, co jest bardzo wygodne: u nas ten patent sprawdzał się przy wymianie obiektywów na szlaku. A było co fotografować – klify, poranne mgły, światło. W takich warunkach dostęp do sprzętu to podstawa. Volven pozwalał szybko reagować – zero frustracji, tylko płynna praca w terenie, tak jak lubimy.

Plecak ma sporo innych benefitów: rozmaite kieszonki, pokrowiec przeciwdeszczowy i kieszeń na bukłak, kompatybilna z różnymi systemami nawadniającymi. Do tego dochodzi cała masa outdoorowych detali, które naprawdę robią różnicę: uchwyty na kije trekkingowe, pętle na czekany, taśmy do troczenia sprzętu – czyli wszystko, co potrzebne, żeby dobrze zorganizować bagaż. Plusem są też elementy odblaskowe na szelkach – drobiazg, ale przy powrocie o zmroku bardzo przydatny.


Volven Zion 35 to solidny i funkcjonalny plecak, który świetnie spisuje się na hike’u. Jest dobrze przemyślany i gotowy na wszystko, co może się wydarzyć podczas outdoorowej przygody.
Zostaje z nami na dłużej.
Tekst i test: Roadlifers