Kurtkę RAB Namche GTX traktowałem jak klasyczną „jedną przeciwdeszczówkę do wszystkiego”. Ma działać zarówno w górach, jak i w podróży, bez kombinowania z kilkoma modelami w plecaku. Test zaczął się w Gruzji. Od zwykłego przemieszczania się i zwiedzania, po trekkingi z plecakiem w terenie, gdzie wiatr i opad potrafią pojawić się nagle. Druga część testu odbyła się już bliżej domu, w Karkonoszach, gdzie pogoda często jest idealnym sprawdzianem dla membrany: wilgoć w powietrzu, intensywny deszcz, podmuchy na odsłoniętych odcinkach i szybkie zmiany temperatury.
RAB Namche GTX to typ kurtki, która ma dobrze wypadać w dwóch światach: na szlaku i w normalnym użytkowaniu. Rab opisuje ją jako model dla osób szukających jednej wodoodpornej kurtki „do wszystkiego” – do wędrówek i do codziennego noszenia.
Ważne jest też to, że w konstrukcji zastosowano 3-warstwowy GORE-TEX (75D), więc mówimy o pełnoprawnym hardshellu, a nie lekkiej „awaryjnej” pelerynce. W praktyce ten typ laminatu daje dwie korzyści: po pierwsze trwałość, a po drugie stabilne trzymanie parametrów przy dłuższym deszczu.

W kurtkach membranowych łatwo o efekt „worka”, który niby nie krępuje, ale podczas wchodzenia pod górę wszystko się podwija albo ciągnie w barkach. Tutaj Namche pozytywnie zaskoczyła mnie dopracowaniem kroju: producent podkreśla pełną swobodę ruchów, a profilowane rękawy mają poprawiać mobilność przy intensywniejszej aktywności.
W Gruzji, na podejściach i podczas marszu z kijkami, nie czułem „szarpania” w ramionach. W Karkonoszach, gdzie często idzie się dynamicznie, a kurtkę rozsuwa i zasuwa co kilkanaście minut, ergonomia szybko wychodzi na jaw – tutaj była na plus.

Kaptur to jeden z najważniejszych elementów kurtki przeciwdeszczowej, bo jeśli źle działa, to nawet najlepsza membrana nie ratuje komfortu. Namche ma zintegrowany kaptur z odginanym, usztywnionym daszkiem, który osłania oczy, oraz regulację w dwóch kierunkach.
W praktyce oznacza to, że przy wietrze nie walczysz o widoczność, a przy drobnym deszczu w twarz daszek realnie zmniejsza ilość wody spływającej po okularach czy brwiach. Doceniłem też to, że kaptur da się szybko dopasować bez zatrzymywania się na dłużej.

Kolejny element, który odróżnia sensowną kurtkę od „ładnej na zdjęciu”, to detale w obszarze zamków. W Namche zastosowano wodoodporne zamki YKK AquaGuard w zamku głównym, kieszeniach oraz przy wywietrznikach. Dodatkowo zamek główny ma miękkie wykończenie pod brodą, co ogranicza ryzyko otarć przy dłuższym marszu w zapiętej kurtce.
Wywietrzniki pod pachami są dla mnie kluczowe, bo nawet najlepszy GORE-TEX ma swoje granice, gdy idziesz szybko pod górę z plecakiem. W Gruzji często używałem schematu: kaptur w pogotowiu, wywietrzniki otwarte na podejściu, a potem szybkie zamknięcie na wietrznej przełęczy. Ten układ działał płynnie.

Natomiast w obu lokalizacjach testowych kurtka zachowywała balans, którego szukam w hardshellu. Nie przepuszczała wody w długim deszczu i jednocześnie pozwalała utrzymać sensowny komfort, jeśli korzystałem z wentylacji i nie przesadzałem z ociepleniem pod spodem.
Namche GTX szczególnie dobrze zagra u osób, które:
Po testach w Gruzji i w Karkonoszach RAB Namche GTX zostaje u mnie w kategorii „sprzęt, który po prostu działa”. Najmocniejsze strony to dopracowany kaptur z daszkiem i regulacją, wodoodporne zamki AquaGuard, sensowna wentylacja i krój, który nie przeszkadza w marszu.
Jeśli szukasz kurtki, którą założysz w ulewie na szlaku, a potem nie będziesz się wstydził nosić jej normalnie w mieście – Namche ma na to bardzo duże szanse.
Tekst i test: Marcin Cichoń