Hiszpania – najlepsze miejsce wspinaczkowe na zimę
Pasja

Hiszpania – najlepsze miejsce wspinaczkowe na zimę

Eiger Team / 05 listopada 2018

Każdy wspinacz wie, jak ważne są odpowiednie warunki pogodowe w walce o przejście upragnionej drogi. Trudne projekty obnażają bezlitośnie nasze słabości. To jednak nie wszystko. Im trudniejsza droga, tym więcej elementów ma znaczenie. Dyspozycja dnia, samopoczucie, jedzenie i wilgotność powietrza decydują często o sukcesie lub kolejnej porażce. O ile nad wieloma aspektami możemy pracować, o tyle na pogodę nie mamy wpływu. Możemy natomiast zaplanować wyjazd i wybrać taki rejon, który w określonej porze roku zapewni nam optymalne warunki do kolekcjonowania „życiówek”.

Wspinanie to ciągłe decyzje. Im szybciej nauczymy się podejmować takie, które przybliżają nas do upragnionego celu, tym mniej frustracji z nieukończonych projektów. Z doświadczenia wiem, że najlepiej wspina mi się w temperaturze 17-19° C, dlatego zdecydowałam, że w okresie letnim trenuję na ściance wspinaczkowej i jeżdżę w skały weekendowo. Późna jesień, zima lub wczesna wiosna to dla mnie czas na długi wyjazd „po cyfrę”.

eiger team hiszpania

Hiszpania na sportowo

 

W lecie szukamy cienia

Nawet niewielkie doświadczenie wspinaczkowe uczy tej prostej zasady, że w lecie wspinamy się w cieniu. Prawie każdy przewodnik informuje, kiedy dany sektor jest nasłoneczniony, a kiedy pojawia się upragniony cień. Rozgrzana skała jest prawdziwą torturą dla naszych opuszków. Spocone palce w kontakcie z ostrymi chwytami są dosłownie obdzierane z drogocennej dla wspinacza skóry. Po dwóch mocnych próbach na projekcie gwarantuję wam, że nie przytrzymacie już żadnego chwytu. Ból na to nie pozwoli. Latem wybierajcie skały schowane głęboko w lesie, najlepiej blisko rzeki, żeby odczuć dobrodziejstwo chłodnych powiewów wiatru.

Jak grudzień to Hiszpania

Na początku mojej „kariery” wspinaczkowej nie wierzyłam, że można się wspinać w grudniu. Jak większość żółtodziobów miałam zakodowane, że sezon na wspinanie z liną w skałach trwa od kwietnia do września. Pierwszy wyjazd do Margalefu w 2015 roku wzbogacił mnie w doświadczenie, dzięki któremu mogę rekomendować wszystkim wspinanie zimą w Hiszpanii. Nasłonecznione sektory, w kierunku których nikt nie patrzy w lecie, nareszcie są dostępne. Piękny mur skalny o nazwie Espadelles oferuje zróżnicowane drogi na każdym poziomie. Naciekowe formacje zapierają dech w piersi. Właśnie wtedy można wspinać się na nich i to nawet w ubraniu typu koszulka z krótkim rękawem. Podobne warunki panują zimą w pobliskiej Siuranie, czy nieco dalej położonej Olianie. Jeżeli nie wierzycie mojej opinii, sprawdźcie, gdzie się wspinają największe sławy światowego wspinania w sezonie zimowym.

Skały, a za nimi… skały

 

Trochę o logistyce

Jadąc zimą w skały, bardzo ważne jest mieszkanie. Nie polecam spania na campingach. Piotrek doświadczył kiedyś „męskiego wyjazdu” pod namioty, na którym wszyscy walczyli każdej nocy o przetrwanie. Tym wszystkim, którzy choćby pomyśleli o spaniu zimą na campingu – odradza. Temperatura wieczorami potrafi spaść do -11°C. Gotowanie w rękawiczkach jest prawdziwym wyzwaniem. Jakość snu jest nieporównywanie gorsza, przez co nie masz możliwości zregenerować się przed kolejnym dniem wspinania. Szczerze polecamy wynająć przytulne mieszkanie, gdzie można w cieple spędzić wieczór, zjeść kolację przy stole i wyspać się w łóżku.

 

Krótki dzień – mało wspinania

Dzień w grudniu jest niezaprzeczalnie krótszy. Do godziny 11:00 jest zimno, podnosi się mgła i nie ma się wcale ochoty wychodzić z ciepłego domu. Kiedy słońce jest już wysoko można ruszać w skały. Taki rytm nie stanowi dla nas żadnego problemu. Rankiem można delektować się w spokoju kawą i przygotować bez pośpiechu jedzenie na cały dzień.

Od lat wspinamy się z Piotrkiem, dzieląc dzień na pół tzn. najpierw ja, potem on. Może dlatego nie odczuwamy, że mamy za mało czasu na nasze projekty. Jeżeli znajdzie się wspinacz, dla którego trzy godziny w ciągu dnia to za mało, może wybrać system „jeden na jeden”: pierwszego dnia wspina się jedna osoba, drugiego druga.

Niezbędny ekwipunek

Liczne wyjazdy w skały, niezależnie od pory roku, nauczyły nas pakowania się na każdą ewentualność. Poniżej lista rzeczy dla mnie absolutnie niezbędnych:

  • puchówka – docenisz ją w trakcie asekuracji
  • czapka, rękawiczki – ochronią najszybciej wychładzające się części ciała
  • termos – gorąca herbata pod skałą to prawdziwy luksus
  • książka/gra/ laptop z Netflixem – zapewnią rozrywkę wieczorami
  • czołówka – przyda się, wracając po ciemku do samochodu ok. godziny 17
  • okulary do asekuracji – drogi w Margalefie są długie i przewieszone; twoja szyja ci podziękuje.

 

Pomysły na rest day

Nie samym wspinaniem człowiek żyje. Co w takim razie robić, gdy wypada nam dzień restowy? Mamy kilka sprawdzonych propozycji:

Lleida – średniej wielkości miasto, w którym znajdziemy różnorodne sklepy i restauracje. Na osoby, które lubią zwiedzać czekają: Stara Katedra (La Seu Vella), pozostałości arabskiej twierdzy Suda, która została przerobiona na zamek królewski; Pałac Paerii; Zamek Gardeny (zbudowany przez templariuszy).

Tarragona – niewątpliwą atrakcją jest piękna plaża! Poza tym możena tu zobaczyć: duży port morski, rozległy kompleks archeologiczny Passeig Arqueològic, w którym znajdują się zabytki z czasów rzymskich. Dzięki tym znaleziskom Tarragona została wpisana w 2000 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Warto też obejrzeć imponujący akwedukt rzymski, zwany diabelskim mostem.

Tarragona diabelski most

Tarragona – „diabalski most”. Akwedukt z czasów rzymskich

Cornudella de Montsant – urokliwe miasteczko w sąsiedniej dolinie. Jest to również dobra baza noclegowa, dla wspinających się w Siurannie. Spragnionych nowości w sprzęcie wspinaczkowym oraz modzie ucieszy fakt, że jest tam sklep wspinaczkowy. Smakosze hiszpańskiego wina mogą wybrać się tam na degustację do lokalnej winnicy.

Barcelona – tego miejsca nie trzeba zachwalać! Nie porwę się na wypisywanie wszystkich atrakcji, które oferuje stolica Katalonii. Jestem pewna, że każdy znajdzie dla siebie coś innego.

Hiszpańska Wigilia i Sylwester

Nie jestem szczególną fanką Świąt Bożego Narodzenia w polskim wydaniu. Wszechogarniający szał zakupowy, generalne sprzątanie każdego zakamarka w domach i gotowanie całymi dniami tylko po to, żeby siedzieć trzy dni przy stole i jeść? Nie, dziękuję. Nigdy nie zapomnę kameralnej Wigilii w Margrafie przy kominku i daniach, które nie miały nic wspólnego z tradycją. Sylwester po tej pamiętnej Wigilii spędziliśmy na malutkim ryneczku w Cornudella de Montsant. Towarzyszyli nam wspinacze z całego świata, w kolorowych kreacjach, ozdobionych fikuśnymi wzorami od magnezji (nikt się szczególnie nie przebierał po wspinaniu). Nie znaliśmy się, ale wszyscy składali sobie życzenia, częstowali się winem i słodyczami. Jeżeli nie wyobrażasz sobie Świąt poza domem, kompromisem będzie np. wylot pierwszego dnia świąt wieczorem i pobyt do Nowego Roku to udany kompromis – wspinacz szczęśliwy i rodzina spokojna.

 

Tranquilo!

Niezależnie od rejonu w Hiszpanii usłyszysz to magiczne słowo: tranquilo (spokojnie). Można rzec, że to podstawa filozofii życia Hiszpanów. Każdy nasz wyjazd do słonecznej Katalonii uczy nas na nowo spokoju. Podczas wspinania i w codziennych czynnościach trzymamy się tej zasady.

Mogę zaryzykować stwierdzenie, że każdemu przyda się taka lekcja. Pędzimy w pracy, w domu, na treningach. Dlatego warto sobie powtarzać: tranqulio. Ta sentencja niczym tarcza potrafi chronić nasze zdrowie i dobry humor. Gdy po grudniowym wspinie w Hiszpanii wracamy do mroźnej, zasypanej śniegiem Polski, jesteśmy naładowani słońcem i optymizmem. Jesteśmy gotowi na wyzwania, które czekają nas w nowym sezonie. Często już wtedy w nasze głowy snują już plan na kolejny wyjazd.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:
Zobacz również: