Superlekka czołówka Petzl Bindi – test
Testy

Superlekka czołówka Petzl Bindi – test

Dominik Marzec / 20 sierpnia 2019

Tym razem biorę na warsztat kolejny outdoorowy produkt z segmentu ultralight, czyli kompaktową latarkę czołową znanej i lubianej marki Petzl.

Ten francuski producent, którego specjalnością w menu są czołówki oraz szpej wspinaczkowy, regularnie wypuszcza na rynek nowe wersje swoich znanych już modeli latarek, nieustannie je przy tym ulepszając i dostosowując do aktualnie panujących trendów i wymagań użytkowników. Za przykład niech posłuży choćby obecny w sprzedaży od wielu lat, popularny model Tikka. Petzl jednocześnie rozwija nowe projekty, których owocem są tak udane produkty jak szanowny bohater tego artykułu. Panie i panowie, przed wami Petzl Bindi!

mała czołówka petzl

Minimalizm czołówki Petzl Bindi to główna, ale nie jedyna jej zaleta

 

Mniej, znaczy więcej

Nie bez kozery użyłem we wprowadzeniu słowa „kompaktowy”. Naprawdę ciężko znaleźć czołówkę dobrej klasy, która charakteryzowałaby się równie niską wagą i małymi gabarytami, a jednocześnie oferowała moc świecenia większą niż odpalona zapalniczka lub światło z telefonu komórkowego. Jedyne 35 gramów to prawdziwa waga piórkowa, dzięki której latarka nie obciąży naszego bagażu, a założona na głowę jest prawie niewyczuwalna. Bez problemu można ją zmieścić w dłoni i bez bólu wrzucić do plecaka, nerki, czy nawet kieszeni spodni jako awaryjne, podręczne źródło światła.

Bindi rozmiar porównanie

Bindi – prawdziwy maluch, który bardzo przydaje sie w terenie

Przechodząc do samej konstrukcji, latarka czołowa zbudowana jest z dwóch głównych elementów:

  1. Body, czyli latarka właściwa, swoje małe rozmiary zawdzięcza między innymi wbudowanemu akumulatorowi, dzięki czemu nie potrzeba tu – powiększającego znacznie gabaryty każdej czołówki – pojemnika na baterie. Nie ma tu miejsca na żadne zbędne bajery. Jest lampa, włącznik oraz gniazdo micro USB do ładowania. Kąt latarki można regulować w zakresie praktycznie 360 stopni, a jedno z ustawień jest jednocześnie blokadą, zabezpieczającą przed przypadkowym kliknięciem włącznika. Tego nikt nie lubi, ale każdemu może się zdarzyć, że czołówka zapali się sama podczas luźnego przenoszenia światełka w klapie plecaka czy kieszeni. Obudowę wykonano z tworzywa sztucznego, a spasowanie elementów jest bardzo dobre, że nic nie skrzypi i w zasadzie nie ma tu czego połamać. Idealny sprzęt do zadań specjalnych.
  2. Pasek, a właściwie jego brak. To duża oszczędność, bo zamiast klasycznej, szerokiej taśmy, jaką posiada 99% czołówek na rynku, w Bindi zastosowano cienką i elastyczną linkę (shock-cord) zakończoną plastikowym stoperem do regulacji obwodu. Proste, a jakie genialne. Oczywiście przy cięższych światłach to minimalistyczne rozwiązanie nie zdałoby egzaminu, ale 35 gramową Bindi taka linka pewnie i wygodnie przytrzymuje na głowie. Nic się nie wrzyna ani nie uciska, nawet podczas bardziej ciasnego dopasowania na przykład przy bieganiu. Zastosowanie ściągacza posiada również tę zaletę, że możemy zacisnąć czołówkę na nadgarstku, czy na szelce plecaka. Dużo wygodniej przenosi się też Bindi na szyi. Pewnego zimowego dnia w Tatrach, przy użyciu Bindi doświetlałem sobie przed świtem drogę ze schroniska do początku szlaku i gdy wyszło słońce odruchowo zrzuciłem ją na szyję. Przypomniałem sobie o jej istnieniu dopiero przy zamawianiu drugiego piwa wieczorem w schronisku, długo po zejściu ze szczytu. Taki to maluch.
lekka i mała czołówka Petzl

Tak kompaktowa, że mieści się w dłoni – tak lekka, że można o niej zapomnieć

Jak świeci Petzl Bindi

Na początek nieco suchych danych, czyli moc i zasięg świecenia na poszczególnych trybach oraz deklarowany przez poducenta czas pracy po maksymalnym naładowaniu akumulatora.

 

Światło białe
Tryb Moc Zasięg Czas pracy

Max Burn Time

6 lm 6 m 50 h
Standard 100 lm 23 m 3 h
Max Power 200 lm 36 m 2 h

 

Światło czerwone
Tryb Moc Zasięg Czas pracy

Stały

1 lm 2,5 m 33 h
Stroboskopowy widoczność z 400 m 200 h

 

Wbudowany akumulator litowo-jonowy ma pojemność 680 mAh, i ładowany jest przy użyciu dołączonego do zestawu kabla micro USB. Awaryjnie nie wsadzimy więc do Bindi popularnego paluszka kupionego w schronisku, ale za to pełne ładowanie trwa bardzo krótko.

Patrząc na powyższe liczby można sobie pomyśleć: „nooo, w sumie to nie powala”. O ile moc świecenia w lumenach jest przyzwoita, o tyle zasięg i czas pracy na mocniejszych trybach faktycznie może nie robić wrażenia. Jednak uwaga, zanim porównacie powyższe osiągi z takimi popularnymi czołówkami Petzla jak modele Actik (segment popularny) czy NAO (segment premium), nałóżcie filtr i przypomnijcie sobie, jaka Bindi jest malutka, poręczna i niepozorna. Stosunek parametrów świecenia do gabarytów i wagi wypada tu naprawdę korzystnie. Musimy się zatem zastanowić, do jakich zastosowań Petzl Bindi będzie najlepsza i kiedy będzie miała szanse służyć na najlepiej.

ladowanie czołówki Bindi

Złącze USB pozwala bardzo szybko ładować czołówkę Bindi

 

W górach, w pracy, na treningu

Bieganie

Idealna latarka do codziennych, wieczornych treningów trwających maksymalnie 2-3 godziny. Bądź treningów popołudniowych, które mogą się przeciągnąć aż po zachód słońca. Bindi nada się również na trailowe zawody, których start będzie krótko przed wschodem i będziemy musieli doświetlić sobie pierwsze 2-3 godziny biegu po względnie łatwym terenie. Zastosowaniom biegowym sprzyja niska waga i komfort noszenia.

Muszę przyznać, że do regularnych wybiegań (a często wychodzę na trening po zmroku) nie używam od dłuższego czasu niczego innego, a kilka czołówek w szufladzie leży… Petzl Bindi nie nada się jednak na główne źródło światła podczas dłuższych, nocnych tras w terenie. Z jednej strony przez swój krótki czas świecenia, z drugiej strony przez krótki zasięg i mocno rozproszone światło. Nawet tryb najmocniejszy wystarcza najwyżej na znajome, leśne czy parkowe ścieżki, ale na kamienisty zbieg w Karkonoszach czy Górach Stołowych już bym się nie wypuścił. Tu jednak solidny snop światła jest niezbędny.

Nie można też zapominać o roli czerwonego światła pozycyjnego przypiętego do plecaka, którą wyśmienicie może odgrywać Bindi oraz o roli czołówki zapasowej. A część poważniejszych biegów górskich wymaga takiego właśnie dodatkowego oświetlenia jako element wyposażenia obowiązkowego.

Góry

Tutaj, podobnie jak do zastosowań biegowych, czołówka Petzl Bindi będzie idealnym źródłem światła, gdy potrzebujemy wyjść ze schroniska chwilę przed świtem albo gdy docieramy na nocleg o zmierzchu. Do całonocnej wyrypy albo wędrówek przy kiepskiej pogodzie trzeba jednak wybrać mocniejszy model. Krótki zasięg światła Bindi może nie być w stanie przebić się przez mgłę, deszcz, czy zadymkę śnieżną, gdy będziemy w nagłym załamaniu pogody szukać kolorowych oznaczeń szlaków na pobliskich drzewach.

Bindi Pedzl headlamp

Często nie potrzeba nic więcej, ponad to, co może dać Petzl Bindi

Biwak, camping

Świetna latarka do namiotu! Również jako zawieszona pod sufitem w roli lampki nocnej, biwakowania i szeroko pojętego obozowania. Wieszamy Bindi na szyi, tak aby była potrzebna, gdy musimy zrobić spacer do lasu po drewno do ogniska, umyć menażki w strumieniu, czy wyskoczć do pobliskiego namiotu po polar w chłodniejszy wieczór. Krótki i szeroki snop światła nie będzie przy tym oślepiał współtowarzyszy.

EDC

Rozwijając skrót – „Every Day Carry”. Petzl Bindi (zobacz) przyda się jako sprzęt, który nosimy codziennie przy sobie wychodząc do szkoły czy pracy. Dzięki swoim małym rozmiarom spokojnie zmieścimy do nerki, torby, czy damskiej torebki obok portfela, kluczy i scyzoryka. Nawet w miejskiej dżungli takie małe, awaryjne źródło światła może być na wagę złota. Ja sam dołączyłem Bindi do swojego żelaznego zestawu EDC w nerce i zawsze mam ją przy sobie.

 

 

Latarkę czołową Petzl Bindi można krótko podsumować popularnym zwrotem „mały, ale wariat!”. Lekka jak piórko, wygodna i pakowna. To świetny zawodnik w roli codziennego, awaryjnego lub zapasowego źródła światła. Jeśli tylko odkryjecie, jak najlepiej wykorzystać jej walory (niekoniecznie sugerując się moją powyższą listą), Bindi stanie się waszym najlepszym przyjacielem.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:
Zobacz również: