Kurtka Marmot Minimalist – test
Marmot Minimalist test kurtki
Testy

Kurtka Marmot Minimalist – test

Redakcja skalnik.pl / 29 stycznia 2020

Marmot Minimalist – kurtka uniwersalna do granic możliwości. Towarzyszyła mi w codziennej drodze do pracy, obozowaniu stacjonarnym, jednodniowych wycieczkach, trekkingu w Norwegii oraz na Majorce. Jak wyglądały trzy lata użytkowania? Jak ona wygląda po tych trzech latach? Oraz bardziej filozoficzne pytanie – czy Goretex Paclite jest dla mnie?  Czas na podsumowanie!

Czym jest Paclite?

W przeciwieństwie do dawnej technologii oraz obecnie popularnych kurtek, Marmot zdecydował się zastosować konstrukcję Paclite 2.5L. Nie oznacza to pojemności kurtki, a ilość warstw – 2.5 L(ayer). Tak jak dotychczas, zewnętrzny materiał jest osobną warstwą. Membrana również jest standardowa – niczym nie różni się np. od tej w Goretex 3L. Akcja dzieje się blisko nas, tuż przy naszej skórze – podszewka, która w grubszych konstrukcjach stanowi osobną warstwę, w GTX Paclite napylana jest bezpośrednio na membranę. Stąd to enigmatyczne .5 w oznaczeniu – niby jest, ale zintegrowana, więc de facto jej nie ma. Ma to swoje minusy – największy z nich to ograniczenie oddychalności względem konstrukcji standardowych. W takim razie, dlaczego akurat taka technologia? Odpowiedź jest prosta – waga. Zastosowana metoda pozwoliła znacznie ograniczyć najgorszy koszmar wędrowca – ciężar sprzętu. A paroprzepuszczalność nadal jest zupełnie wystarczająca do większości aktywności.

 

Marmot Minimalist Black podszewka (fot.1)
Podszewka na zbliżeniu. Można zauważyć ciekawą fakturę materiału. W dotyku nie jest tak przyjemna, jak bawełna, ale odczucia są zaskakująco pozytywne.

W jaki sposób kurtka Marmot stała się moim głównym okryciem?

W krótkim czasie Marmot Minimalist został moim najserdeczniejszym przyjacielem. Gdyby ktoś mnie spytał, jak to się stało, ciężko byłoby mi wymienić konkretne powody. Jeśli chodzi o czysto osobiste upodobania — muszę to powiedzieć — bardzo mi się podoba wizualnie. Nie ma typowo technicznego kroju, więc nie muszę się czuć jak wielki sportowiec, który nigdy nie wychodzi z roli. Kiedy idę po chodniku, nie chcę wyglądać, jakbym właśnie wracał ze szlaku. Z drugiej strony jest to przyzwoity kawał sprzętu (na szczęście nie dosłownie), który zawsze chętnie zabieram w góry.

 

Kurtka Marmot Minimalist

 

 Jeśli chodzi o bardziej pragmatyczne aspekty, w mieście cenię sobie to, że mogę ją wcisnąć w kieszeń w plecaku i o niej zapomnieć. Niesamowite uczucie! Najczęściej przypomina mi o niej wiatr albo deszcz. A często jedno i drugie… Szybko mogę ją założyć i zaczyna się nowa jakość życia! Muszę przyznać, że nawet na „półoficjalne” okazje zdarzało mi się zakładać tego czarnego elegancika. Gubi się w gąszczu innych, wyjściowych okryć, a w razie załamania pogody, nadal mam suchą, szykowną koszulę pod spodem.

 

Kurtka Minimalist Marmot (fot.3)

 

Trzy lata minimalizmu – długi test kurtki Marmot Minimalist.

Bujamy się razem już trzeci rok. Przez ten czas nie miała lekko — przejeździła i przechodziła ze mną parę tysięcy kilometrów. Jeśli chodzi o nasz związek, dla mnie był super. Kurtka jest niewielka i  ma wagę adekwatną do rozmiarów. Za to z drugiej strony był też hardcore. Tyle, ile razy ją zgniatałem, wciskałem, troczyłem, szurałem, rzucałem, wieszałem — wie tylko ona. Nie jestem sadystą, w żadnym razie. Niemniej jednak „trzy lata” brzmią jak „wyrządziłem jej wiele krzywd”, nieprawdaż? Nie wytrzymała tylko ataków od środka – napylana warstwa lekko się zadarła w miejscu, gdzie została zaczepiona o skałę. Szybki plasterek z taśmy naprawczej i tak lata od ponad roku. Jakość wykonania – jak u Marmota, na medal. Nie będę pisał o równych szwach, poprawnych podklejeniach, bo to oczywiste. Powiem za to o realnej, odczuwanej przeze mnie wodoodporności. Jest. Tylko tyle i aż tyle. Nie pamiętam, żeby kurtka przemokła. Zdarzało się, że morderczy wysiłek zapewniał mi „odpowiednio wilgotny mikroklimat”, ale kurtka nigdy nie przepuściła wody z zewnątrz.

 

Kurtka GORE-TEX Marmot Minialist

 

Wracając do zastosowań turystycznych, lubiłem ją wrzucać w zewnętrzną kieszonkę plecaka. Razem z nią potrafiłem zmieścić w największej kieszeni plecaka siedzisko, pełnowymiarowy tarp oraz folię pod tarpa. A to wszystko w 2-3 litrach pojemności. Mówiłem, że wszędzie się wciśnie? Najlepiej jednak czułem się, gdy była blisko, w zasięgu ręki. Wyciągałem ją całkiem często – jako warstwę przeciwwietrzną albo dodatkową izolację na postojach. Spisywała się we wszystkich sytuacjach.

Opisuję jedynie męską wersję, ale oczywiście Minimalist Marmot kurtka damska jest także dostępna na rynku. Oprócz niewielkich zmian w kroju to taki sam produkt. A jeśli mowa o kroju…

Czarne i skromne – czyli jak Marmot zaprojektował kurtkę.

Kurtka Marmot ma fason „regular”. To znaczy, że nie będzie w niej przesadnie dużo luzu, ale nie jest obcisła. Można to zauważyć na większości zdjęć – na tle mojego niewielkiego obwodu jest to jeszcze bardziej widoczne. Omówmy teraz budowę Minimalista, idąc od góry. Kaptur jest regulowany w dwóch miejscach. To w zupełności wystarcza na operowanie całą bryłą. Można się szybko opatulić w razie potrzeby, a w spokojniejszych warunkach zostawić sobie więcej luzu. W pierwszym wariancie dużą rolę gra wysoka, zintegrowana garda. Pozwala bardzo dobrze okryć twarz. Na kołnierzu znajdziemy zamek, niestety nie wodoszczelny. Na szczęście mamy do dyspozycji plisę (część materiału, przykrywającą zamek), która w pełni chroni go przez zalaniem. Na dole mocowana jest napą, a z góry rzepem. Wygląda niepozornie, ale jest szczelna, a zapięcia trzymają wszystko pewnie.

 

Kurtka męska minimalist

 

Wróćmy jeszcze do wyższych partii, gdzie znajdziemy jeden z moich dwóch  ulubionych „ficzerów”. Mowa oczywiście o rozpinanych wywietrznikach pod pachami. Kto miał, ten wie. Kto nie miał, niech wierzy na słowo, że jest to rzecz obowiązkowa (tzn. są wyjątki, ale ważą poniżej 200 gramów…) Są wygodne, nie zacinają się, a przy przytrzymaniu rękawa otwierają się i zamykają jednym, zwinnym ruchem. Drugim z bajerów jest ściągacz na dole kurtki. Żadne odkrycie, ale bez tych dwóch elementów kurtka przeciwdeszczowa byłaby niekompletna. Przejdźmy do rękawów. Marmot zdecydował się na wprowadzenie Angel-Wing Movement™ w tym modelu. Pozwala to zachować pełną swobodę ruchów, bez denerwującego podciągania kurtki do połowy pleców, jak to zwykle bywa. Model na filmie prezentuje to w warunkach studyjnych, ja mogę potwierdzić z terenu – jest różnica w porównaniu do modeli bez takiego systemu.

 

 

Z drobiazgów – na mankietach są rzepy, pozwalające regulować obwód na wysokości nadgarstka, dwie kieszenie zapinane na zamek (tak delikatny, że nie czuć go pod pasem biodrowym plecaka) oraz jedna „napoleonka”. Z ciekawostek, owa kieszeń piersiowa jest dosyć obszerna. Z powodzeniem można trzymać tam kartkę A5 złożoną na pół (na przykład z mapą). Zupełnie nie wskazuje na to skromnych rozmiarów zamek.

 

Marmot czarna kurtka
Spokojnie mieszczę w niej moją, całkiem niemałą, dłoń. Od nadgarstka do końca palców liczy sobie nieco ponad 20 cm. Nieźle jak na kieszonkę na drobiazgi.

 

Kurtka damska Marmot Minimalist ma nieco bardziej taliowany krój. Zachowuje przez to podobną objętość na zgrabnej użytkowniczce, co wersja męska na mężczyźnie. Poza oczywistymi różnicami w rozmiarze nie ma więcej zmian między wersjami dla obu płci.

Waga i pakowność

Nie mógłbym wypuścić recenzji bez potwierdzenia wagi producenta na moim egzemplarzu. Jak widać, pokrywa się z deklarowaną.

 

Waga kurtki Marmot Minimalist
Gram różnicy wynika prawdopodobnie z plasterka przyklejonego na uszkodzenie oraz sporej ilości brudu, który na niej aktualnie spoczywa.

 

Dodatkowo, dla porównania wielkości kurtki złożonej, przystawiłem ją do butelki Nalgene oraz gazu o pojemności 440 gramów. Oczywiście, przy użyciu brutalnej siły, bądź worków kompresyjnych można uzyskać jeszcze lepsze rezultaty. Teraz już wiecie, dlaczego tak się cieszyłem z jej wielkości?

 

Minimalist - wielkość

 

Podsumowanie

Wyprodukowana przez firmę Marmot kurtka przeciwdeszczowa to ciekawy okaz małego, lekkiego, niedrogiego sprzętu z zaawansowaną technologią. Moja przygoda z nią trwa już trzy lata i nic nie zapowiada, że szybko się skończy. Czy ją polecam? Jeszcze jak! Czy wymieniłbym ją na coś innego? Są tylko dwa małe wyjątki. Pierwszy – bardzo ciężkie warunki wymagające wytrzymałości materiału (długotrwałe i regularne ocieranie się o skały). Drugim jest konieczność redukcji wagi o ponad 50 % np. podczas wspinania. Poza tym, za dobrze mi się z nią żyje, żebym ją zostawił. Praktycznie wszystkie moje potrzeby pokrywają się z możliwościami Marmot Minimalist. Wobec tego, komu bym ja polecił? Wszystkim, którzy uprawiają turystykę pieszą i wiedzą czego oczekują od kurtki. Albo tym, którzy chcą mieć uniwersalną kurtkę i nie będą używać jej jak wycieraczki. Wtedy odwdzięczy się długą i dobrą współpracą.

Krzysztof Ostryżniuk

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:
Zobacz również: