Jeśli spędzacie w górach tyle czasu, co my, to wiecie, że jedzenie w terenie to coś więcej niż tylko zaspokojenie głodu. To energia na kolejne kilometry, morale po ciężkim podejściu i czasem… mała nagroda za trud dnia. Dlatego od marca testowaliśmy różne dania polskiej marki LYOFOOD – jednej z najbardziej innowacyjnych firm na rynku outdoorowym. A że nie lubimy półśrodków, to każde danie trafiło z nami w prawdziwe warunki: na szlaki, biwaki, trekkingi i dłuższe wyjazdy.
LYOFOOD ma korzenie w firmie Lyovit, która od ponad 20 lat specjalizuje się w liofilizowanych warzywach, owocach i ziołach. Pierwsze posiłki stworzone dla polskich himalaistów powstały już w 1998 roku i od razu zdobyły uznanie – nie tylko za jakość, ale i smak, co w tej kategorii produktów wcale nie jest takie oczywiste. Dziś LYOFOOD produkuje całą gamę dań – od śniadań po obiady i przekąski – które trafiają do plecaków podróżników na całym świecie.

Proces liofilizacji polega na zamrożeniu gotowego posiłku i odparowaniu wody w warunkach próżni. Dzięki temu zachowane zostają smak, aromat i wszystkie wartości odżywcze, a produkt traci nawet 90% swojej wagi. To sprawia, że jedzenie jest lekkie, ma długi termin przydatności i nie wymaga dodawania konserwantów. Wystarczy gorąca woda i kilka minut cierpliwości, by na szlaku cieszyć się smakiem jak z domowej kuchni.
Po kilku miesiącach degustacji wybraliśmy nasze TOP 5 i zabraliśmy je na wyjazd w Góry Kaczawskie. Celem była pętla w okolicy szczytu Skopiec – spokojne, ale urokliwe pasmo, idealne na jednodniowe wyjście. Byliśmy w trójkę, każdy z nas dostał inne danie obiadowe, a jabłkami i śniadaniową owsianką Millet Payasam podzieliliśmy się wspólnie. Choć materiał, który wtedy nagrywaliśmy, dotyczył zupełnie innej marki, to LYOFOOD – jak zawsze – towarzyszył nam w tle, w kubkach i miseczkach.

Nasz numer jeden w kategorii „przekąska w drodze”. Małe, lekkie, a przy tym słodkie i pełne energii. Proces liofilizacji pozwolił zachować w jabłku wszystkie wartości odżywcze i naturalny aromat, bez grama konserwantów. W 100 g tego przysmaku mamy aż 84 g węglowodanów, w tym 77 g naturalnych cukrów – idealne paliwo na podejścia. Porcja waży jedynie 20 g, więc można wrzucić do kieszeni kurtki kilka paczek i nawet tego nie poczuć.

Prawdziwa uczta w terenie – ryż z kurczakiem, fasolą, kukurydzą i warzywami w pomidorowym sosie. Po nawodnieniu porcja waży pół kilograma, więc to obiad dla naprawdę głodnego wędrowca. Wartość energetyczna 431 kcal i wysoka zawartość białka sprawiają, że syci na długo. Nam szczególnie przypadła do gustu lekka pikantność i bogactwo dodatków. Przygotowanie? Wystarczy 389 ml wrzątku, 10 minut oczekiwania i można jeść prosto z torebki.

Solidna porcja energii – mięso z kaszą jęczmienną, marchewką i groszkiem w gęstym, kremowym sosie. Po nawodnieniu waży 370 g, a smakuje jak obiad w górskim schronisku. Dzięki wysokiej zawartości węglowodanów to świetny wybór po całym dniu wędrówki. Duży plus za kaszę jęczmienną, która jest sycąca i wolno uwalnia energię. Gotowe w ok. 9–10 minut.

Opcja bezglutenowa i pełna warzyw. Brokuły, szpinak, mozzarella, cheddar, pestki dyni – to połączenie, które daje jednocześnie kremowość i wyrazisty smak. W porcji jest aż 18 g białka, więc sprawdzi się też po intensywnym wysiłku. Świetna na chłodniejsze dni – rozgrzewa i syci, a waga przed uwodnieniem to zaledwie 60 g.

Nasze ulubione śniadanie w terenie. Jaglanka na napoju kokosowym z rodzynkami, migdałami, kardamonem i cynamonem. Wegańska, bezglutenowa, z wartościami idealnymi na początek dnia: 244 kcal i solidna dawka węglowodanów (64 g w 100 g produktu). Lekka, aromatyczna, a przy tym gotowa w kilka minut.

Na trekking zabraliśmy nasze ulubione dania obiadowe – potrawa meksykańska, gulasz wieprzowy i zupa brokułowo-szpinakowa – a jabłkami i jaglanką dzieliliśmy się wspólnie. Wnioski? Każde z dań ma swój charakter i przewagi: od sycącego obiadu po lekką przekąskę czy słodki początek dnia. Wszystkie łączy jednak niska waga, krótki czas przygotowania, długi termin przydatności i rewelacyjny smak.

LYOFOOD to produkty stworzone z myślą o podróżnikach, wspinaczach, rowerzystach czy żeglarzach – wszędzie tam, gdzie liczy się każdy gram bagażu i każda minuta w terenie. My już wiemy, że niezależnie od tego, gdzie jedziemy, w naszym plecaku zawsze znajdzie się miejsce na paczkę lub dwie.
Tekst i recenzja: Martyna Niziołek, Jakub Jaskólski, Magdalena Draga