Pasja niesie mnie przez świat
Pasja

Pasja niesie mnie przez świat

Marta Sokołowska / 12 kwietnia 2019

Gdyby nie wspinanie, zapewne nie zobaczyłabym wielu niesamowitych miejsc położonych w różnych górach Europy. Nie dotarłabym w oddalone, górskie zakątki ani do małych, poutykanych gdzieś na końcu ślepych, krętych i wyboistych dróg małych osad ludzkich. Miejsc takich, jak to, o którym dzisiaj napiszę.

 

W sercu Alp Delfinatu

La Berarde jest małą wioską położoną wysoko, w samym sercu francuskich Alp Delfinatu. Prowadzi do niej wąska, kręta droga biegnąca zboczami opadającymi do doliny Veneon. Powyżej La Berarde nie ma już żadnych innych miejsc zamieszkanych przez ludzi – poza alpejskimi schroniskami, które są otwarte dla turystów i wspinaczy w czasie krótkiego, alpejskiego lata. Jest to ostatnia miejscowość, powyżej której ze wszystkich stron rozpościerają się wysokie, alpejskie szczyty sięgające ponad 4000 m n.p.m. oraz schodzące nisko jęzory lodowców.

Wspinaczka pozwala odkryć miejsca ukryte na końcu świata (arch. autorki).

 

Obóz Klubowy

Dziewięć lat temu, po czternastu dnich spędzonych na wspinaczce w Dolomitach, ruszyłam w drogę do Francji. Mój partner wspinaczkowy, z którym wspinałam się przez minione dwa tygodnie, został we Włoszech. Ja natomiast wsiadłam do samochodu i przejechałam sama przez całe północne Włochy, ze wschodu na zachód, aby pod koniec dnia dotrzeć do francuskiego La Berarde. Sama ta podróż była o tyle ciekawa, że jeszcze nigdy dotąd nie jechałam trasą z Włoch do Francji, w dodatku sama. W tamtym czasie nawigacja GPS czy Google Maps nie były czymś powszechnym. Jedyne, co miałam, to atlas samochodowy Europy i tyle. Wiedziałam dokąd chcę dojechać.

Na miejscu w La Berarde byli już moi znajomi z Klubu Wysokogórskiego Gliwice, do którego należałam (i wciąż należę). Tam właśnie usytuowana była baza letniego obozu klubowego.

 

La Berarde

W La Berarde było wszystko, czego potrzebowaliśmy. Morze granitowej skały i ściany do wspinania, fajne towarzystwo oraz względnie dobra pogoda. Kemping, na którym obozowaliśmy, położony był nad huczącym, lodowatym potokiem spływającym z wytapiającego się lodowca. Po drugiej stronie potoku znajdował się mały sklepik, w którym można było nabyć strategiczne towary w postaci przewodnika wspinaczkowego, pomidorów, lokalnego sera I świeżych bagietek, po które chodziliśmy codziennie rano. Niczego nam nie brakowało.

Gdy zachodziło słońce, znikało ono wcześnie za wysokimi szczytami. Zmrok zapadał szybko w tej głębokiej dolinie. Rano zaś słońce wschodziło zza gór bardzo niespiesznie. Za to kolory, które pojawiały się zarówno o zmierzchu, jak i o świcie, były bajeczne. Z prawdziwą przyjemnością wstawałam przed świtem, by z kubkiem gorącej kawy w rękach czekać na wschód słońca przed namiotem.

Alpy Delfinatu owce

Sielskie obrazki w Aplach Delfinatu (arch. autorki)

 

Aiquille Dibona

Po rozwspinaniu na drogach biegnących ścianami leżącymi najbliżej naszego obozowiska, kilka zespołów ruszyło do góry. Naszym celem była wyjątkowo piękna, strzelista iglica o niesamowitym kształcie – Aiguille Dibona, wznosząca się na ponad 3000 m n.p.m. Podejście pod nią – z ciężkimi od sprzętu wspinaczkowego i prowiantu worami na plecach – zajęło nam kilka godzin. Po południu zrobiliśmy mały rekonesans, znaleźliśmy starty interesujących nas dróg oraz powspinalismy się jeszcze na mniejszych, przyschroniskowych ścianach. Następnego dnia wczesnym rankiem, podzieleni na zespoły, wbiliśmy się w stojącą dęba ścianę Aiguille Dibona. Większość w drogi biegnące jej południową, monolityczną ścianą. Nasza trójka wybrałą się na zachodnią ścianę iglicy i biegnącą nią drogę Voie des Marseillais.

 

Mission accomplished

Wspinanie było piękne i sowite. Zarówno południowa, jak i nieco niższa, zachodnia ściana Aiquille Dibona, są imponujące. Autorami drogi Voie des Marseillais są Gilles Guiot i Lucien Joulia, a została ona otwarta przez nich w 1957 roku. Droga nie jest długa. Jest to pięć wyciągów (150 m) ciekawego wspinania, głównie po eksponowanej, żółtej płycie leżącej na prawo od dużego, czarnego zacieku. Trudności drogi przewodnikowo wycenione są na D+ V+ A1, natomiast przekładając język przewodnika francuskiego na nasz wygląda to tak: V+ z jednym miejscem VII- bądź VI(A0).

Kluczowe trudności znajdują się na czwartym, przedostatnim wyciągu drogi. Na szczycie jest niewiele miejsca – zmieszczą się tam dwa, w porywach może trzy zespoły jednocześnie. Po krótkim odpoczynku nasz zespół rozpoczał serię zjazdów, po którym kontynuowaliśmy zejście do schroniska, znajdującego sie pod samiusieńką południową ścianą iglicy. Kolejnego dnia schodzilismy już do naszej bazy w dolinie. Spaleni słońcem, zmęczeni, zadowoleni.

Aiquille Dibona

W stronę Aiquille Dibona (arch. autorki).

 

Wspinaczka

To jest tylko jedno z miejsc, jedna z przygód, jedna z gór – w które dotarłam, którą przeżyłam, na której wierzchołku stanęłam po godzinach spędzonych w ścianie. Wszystko dzięki temu, że kiedyś, dawno, dawno temu zobaczyłam góry i zapragnęłąm się w nich wspinać, że poruszyły one jakąś strunę we mnie, zafascynowały, stanowiły wyzwanie. Za ich sprawą byłam w Alpach Delfinatu i wielu innych górach.

Dzięki wspinaniu, które dawało (i wciąż daje) mi frajdę, mogłam poznać i wciąż poznaję świetnych ludzi i ich historie oraz magiczne miejsca pośród gór. Wspinanie stało się częścią mojego życia, bardzo ważną częścią. Wciąż fascynują mnie pewne drogi, które chciałabym przejść. Lubię sam proces przygotowania – wspinanie w skałach i na krótkich wielowyciągach, próby robienia dróg przekraczających moje tymczasowe możliwości. To wszystko jest niesamowicie fascynujące i pochłaniające.

Wspinanie wiele mnie nauczyło i wciąż uczy. Wyniosłam z niego wiele lekcji: o sobie, o ludziach, o górach i o przetrwaniu w nich. O tym, co dla mnie jest ważne, a co trochę mniej.

Sam fakt, że jest tyle gór, tyle miejsc, tyle dróg do przewspinania, jest dla mnie osobiście cudem świata. To, że do końca życia z pewnością będę miała co robić i w czym wybierać. I wciąż będą przede mną nowe wyzwania, jeśli tylko zechcę. Ta perspektywa jest cudowna!

w Alpach Delfinatu

„Wspinanie stało się częścią mojego życia, bardzo ważną częścią” (arch. autorki).

 

Pasja

Z dotychczasowych doświadczeń zaobserwowałam i nauczyłam się, że wszystko, co mnie jako człowieka w jakiś sposób porusza, ciekawi, stanowi wyzwanie i motywuje do działania, jest warte, aby za tym pójść. Jeśli idziesz za swoim zaciekawieniem, zaprowadzi cię ono w niesamowite miejsca. Nie ważne, czy dalekie, czy bliskie.

 

Przede wszystkim będziesz żył swoim życiem – jedynym, niepowtarzalnym i satysfakcjonującym. Nucąc melodię, która w twoim sercu gra. Znajdziesz w sobie zapał i siłę. Wyćwiczysz to, czego jeszcze nie umiesz, a co jest ci potrzebne aby zrobić kolejny krok naprzód. Będziesz żył po swojemu, co nie oznacza łatwo i na wygodnej kanapie w pluszowych papciach. Ale to, czego się nauczysz, czego doświadczysz, co zobaczysz – będzie warte napotkanych po drodze niedogodności czy trudności. I będzie to naprawdę twoje!

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:
Zobacz również: