Via ferrata blisko Polski – cz. III, Góry Żytawskie, Niemcy
Pasja

Via ferrata blisko Polski – cz. III, Góry Żytawskie, Niemcy

Beata Nawrotkiewicz / 22 czerwca 2019

Via ferraty mają także nasi zachodni sąsiedzi. Te najbliższe Polski poprowadzono w przepięknych Górach Żytawskich, przypominających nieco bardziej znaną Szwajcarię Saksońską. Tutejsze krajobrazy utworzyły skały piaskowcowe przez wieki poddawane erozjom. Nie są to wysokie góry i skały, a jednak dostarczają niezapomnianych wrażeń i przygód.

W poprzednim tekście przedstawiłam Wam dwie czeskie miejscówki ferratowe. W tym natomiast zapraszam do poznania ubezpieczonych szlaków w Niemczech – tuż przy granicy polsko-niemiecko-czeskiej. Polecam szczególnie gorąco dwa miejsca, w których możecie zasmakować zupełnie innych wrażeń niż na ferratach czeskich – to Oybin oraz Jonsdorf, miejscowości oddalone od siebie zaledwie 10 min. jazdy samochodem, warto je zatem odwiedzić podczas jednego wyjazdu. Z Dolnego Śląska można się tam wybrać na jednodniowy wypad – z Wrocławia droga na miejsce zajmuje 2,5 godziny. Przed wyjazdem zalecam śledzenie prognoz pogody. Wchodzenie na ferraty w czasie deszczu oraz po ustaniu opadów, gdy skały są jeszcze wilgotne, jest zakazane.

 

Via ferrata Nonnensteig

Nad południową częścią uroczego miasteczka Jonsdorf górują wzgórza zwieńczone piaskowcowymi formacjami skalnymi. Jako że ludzie lubią takie formy porównywać z czymś, co znają, te porównano do grupy zakonnic i stąd ich nazwa Nonnensteig. Tak też została nazwana via ferrata, którą poprowadzono po „zakonnych” skałkach. Na szczycie wzgórza postawiono urocze schronisko, do którego można też dotrzeć wygodnym szlakiem.

Parkowanie i dojście do ferraty

W miejscowości Jonsdorf (kurort) należy kierować się na ul. Groβschönauer. Ma ona charakterystyczny kształt litery „U”, na dole znajduje się duży i wygodny parking (płatny – 2 euro/2 godz.). To miejsce, z którego najszybciej, bo w ok. 10-15 min. można dotrzeć do via ferraty. Miasteczko jest bardzo popularnym miejscem odpoczynku i w letni dzień raczej będzie tam tłoczno, a co za tym idzie mogą być problemy ze znalezieniem miejsca do parkowania. Wtedy ratunkiem mogą być inne parkingi, z których niestety dojście do ferraty zajmie więcej czasu. Z doświadczenia wiem, że najlepiej przyjechać tam dość wcześnie lub popołudniu. Całość – dojście do ferraty, przejście jej i powrót – można zmieścić w dwóch godzinach. Warto zabrać ze sobą plecak, gdzie oprócz sprzętu ferratowego znajdzie się miejsce na coś do picia.

Górujące nad Jonsdorfem Skały Zakonne – tamtędy poprowadzono via ferratę (fot. archiwum własne).

Wejście na ferratę znajduje się przy szlaku wiodącym do schroniska Berggasthof Nonnenfelsen. Z parkingu najprościej jest ruszyć wzdłuż drogi w kierunku hotelu Gondelfahrt, następnie skręcić w lewo i obejść niewielki staw. Alejka prowadzi wokół łąki, z niej doskonale widać cel i zarazem kierunek wędrówki. Przy małym basenie wchodzimy w lasek i mając skały po prawej, a łąkę i strumyczek po lewej stronie idziemy do skrzyżowania. Wystarczy skręcić w prawo, by natknąć się na tablicę informacyjną via ferraty Nonnensteig. To pora, by uzbroić się w uprząż, lonżę i kask.

Atrakcje ferraty Nonnensteig

Via ferratę poprowadzono przez skały z piaskowca. Jest to zupełnie inny typ szlaku, niż te w Decinie, a nawet Vodni Brana, o których pisałam ostatnio. Ferrata biegnie niejako „wzdłuż” zwykłego szlaku (albo raczej nad nim) – wychodzi z niego, a na szczycie z powrotem się z nim łączy. Lecz o ile zwykła droga to po prostu wygodna aleja w lesie, o tyle ferrata oferuje mnóstwo dodatkowych atrakcji i zahacza niemal o każdą napotkaną skałę.

Wejście na ferratę zaczyna się od drabinki, w którą układają się klamry zamocowane w skalnym zacięciu. Pierwszą z atrakcji ferraty Nonnensteig jest mostek łączący dwie grupy skalne. Nie ma się co bać – mostek jest wygodny, bezpieczny, a osoby mniej oswojone z wysokością z radością przyjmą wiadomość, że akurat w tym miejscu ekspozycji za dużej nie ma. Drugi mostek – tym razem już mniej stabilny, wykonany z trzech stalowych linek – jest ostatnią przeszkodą wiodącą do celu. Zawieszono go nad szlakiem, zatem często można spotkać turystów, którzy zadzierają głowy, by wypatrzeć ferratowych akrobatów.

Podczas przechodzenia tej ferraty natkniecie się zarówno na klamry wbite w skałę, jak naturalne pęknięcia czy nierówności piaskowca wzdłuż których poprowadzono stalową linę. Jest parę miejsc, w których trzeba zaufać sile własnych rąk oraz wąskie przejścia, w których można poruszać się poprzez prowadzenie tułowia na jednej ścianie, zaś nóg i rąk na ścianie położonej naprzeciwko (w jaskiniach nazywamy te techniki zapieraczką lub rozpieraczką).

Przyznam się szczerze, że via ferrata Nonnensteig jest moim ulubionym szlakiem ubezpieczonym w pobliżu Polski i zawsze chętnie na nią wracam. Odkrywam też wtedy ze zdumieniem, że jest całkiem długa i ma trudniejsze kawałki. Jednak nie na tyle trudne, by sobie z nimi nie poradzić. Większość trasy jest niezwykle malownicza i miło jest czasem przysiąść na głazie lub po prostu podziwiać widoki. To, co przydaje się to buty z dobrą podeszwą – najlepiej niezawodnym Vibramem – które dają dobre oparcie nogom w czasie pokonywania płaskich odcinków na zupełnie gładkich ścianach.

Czas, jaki zajmuje przejście ferraty zależy od grupy i jej sprawności. Przy wejściu podana jest informacja o 30 min., aczkolwiek trasa jest tak malownicza, że nie warto się spieszyć.

Dla kogo via ferrata Nonnensteig

Tak naprawdę na tej ferracie da sobie radę każdy w miarę sprawny turysta. Nie ma tutaj dużej ekspozycji, zatem będzie dobra nawet dla osób, które odczuwają dyskomfort na wysokości czy w wielkiej przestrzeni. Jeden trudniejszy moment to wejście na drabinkę, która jest w lekkim przewieszeniu. To miejsce, w którym dla niedoświadczonego „ferratowicza” może się przydać pomoc kogoś z dołu. Poza tym – idealna ferratka, by zacząć przygodę z żelaznymi perciami.

Warto zapoznać się z praktycznymi informacjami znajdującymi się na tabliczkach przy wejściu na ferratę. Za złamanie zakazu wejścia, gdy skały są mokre (w czasie deszczu lub po ustaniu opadów), trzeba się liczyć z mandatem w wysokości 100 euro (ośmielam się twierdzić, że za osobę). Ferrata jest zamknięta od 15 grudnia do  31 marca każdego roku.

 

Via ferrata Alpine Grat – duża ekspozycja i świetne widoki

Alpine Grat to via ferrata nieco trudniejsza od Nonnensteig w Jonsdorfie. Przede wszystkim trudniej ją znaleźć, a poruszanie się po niej wymaga pewnego obeznania z ekspozycją. Chociaż znam takie osoby, dla których była to pierwsza ferrata, i stała się miłością od pierwszego wrażenia.

Parkowanie i dojście do ferraty

Ferrata Alpine Grat zlokalizowana jest nieopodal miejscowości Oybin. Charakterystycznym punktem, do którego trzeba się kierować w poszukiwaniu miejsca parkingowego, są skalne kielichy czy też grzyby z czerwonawego piaskowca (Kelchstein). Warto je przy okazji obejrzeć, bo są to ciekawe i bardzo ładne formacje. Żeby trafić na właściwą ścieżkę, której w okolicy trochę się krzyżuje, najlepiej stanąć tyłem do wjazdu na parking. To będzie droga bez szlabanu, biegnąca na wprost. Dojście do ferraty zajmuje jakieś 15-20 min. marszu przez las. Niestety brak tam dobrego oznaczenia, trzeba więc wypatrywać miejsca, gdzie po prawej stronie jest ni to przecinka, ni polana. Po prostu zarośnięty krzakami kawałek terenu prowadzący do podnóża skał. Skał, których w okolicy Oybina nie brakuje. Wśród tych zarośli stoi nawet tablica informująca, że to właściwe miejsce – jeśli będziecie jej wypatrywać, raczej jej nie ominiecie. Druga tablica z przepisami i informacjami o bezpieczeństwie stoi u podnóża skał, a więc zaraz przy starcie ferraty.

Alpine Grat – opis ferraty

Ferrata ta położona jest między dwoma, biegnącymi równolegle szlakami. Szkopuł w tym, że szlaki te są położone na różnych wysokościach. Dolny (start ferraty) u podnóża skał, a górny (koniec) na ich szczycie. Dla osób, które cenią sobie twardy grunt pod nogami mam dobrą wiadomość – do miejsca finiszu można dojść wygodnie szlakiem i z balkonu widokowego podziwiać okolicę oraz śmiałków na via ferracie.

Tłok na ferracie Alpine Grat (fot. A. Robak).

Podobnie jak ferrata w Jonsdorfie, Alpine Grat także zaczyna się od drabinki w postaci klamer wbitych w ścianę. Dopiero po pokonaniu paru stopni zaczyna się stalowa lina ubezpieczająca cały przebieg ferraty. Ferrata w zasadzie cały czas ma przebieg pionowy, niewiele jest płaskich odcinków i są one zazwyczaj bardzo krótkie. To ważne, bo w miejscach pionowych trzeba zachować nie tylko ostrożność, ale także bezpieczne odstępy pomiędzy wędrującymi osobami. Przy wielu osobach na via ferracie, może to wpływać na dłuższy czas jej pokonywania. I tutaj uwaga dla niecierpliwych – nie poganiamy, nie komentujemy, nie wyprzedzamy (poza tymi płaskimi odcinkami) innych osób. Ekspozycja niektórym dodaje skrzydeł, a innym podcina.

Komu spodoba się ferrata Alpine Grat?

Na pewno ferrata spodoba się osobom obeznanym z wysokością i tym, które lubią przy okazji pooglądać, co jest dookoła. Jej położenie sprawia, że dość szybko wychodzi się powyżej drzew. Można podziwiać widać nieodległy Oybin, a także wystające gdzieniegdzie stare skały piaskowcowe tworzące krajobraz Gór Żytawskich. Ferrata nie jest długa, jej pokonanie zajmuje pół godziny (chyba że utknie się w „korku”). Nie ma też na niej technicznych trudności, większość trasy pokonuje się po sztucznych ułatwieniach takich jak klamry czy pręty. Jedynie zakończenie wymaga większej sprawności, trzeba bowiem pokonać barierkę balkoniku widokowego – jeśli jest na nim sporo ludzi, trzeba się nagłówkować, jak to zrobić na piątkę ze stylu.

 

Bonus – ferratki w Oberoderwitz

Zostało Wam trochę czasu? Możecie pojechać do miejscowości Oberoderwitz, by przejść się po tamtejszych ferratkach. Są one krótkie – jedna wyceniana na B (zatem to ledwie trudniejszy szlak), druga na C/D i ona wymaga trochę zacięcia. Ferratki znajdują się na wzgórzu Spitzberg. Najlepiej zaparkować na parkingu przy lesie, wystarczy zaledwie 5 min., żeby znaleźć się na miejscu, nie trzeba brać ze sobą zabierać plecaka. Bez wody też można się spokojnie obejść, bo trasy te są naprawdę krótkie.

Łatwiejsza ferrata znajduje się przy lewym krańcu dużej wycinki leśnej. Jest tam udeptana ścieżka, a pod skałą można dostrzec tablicę informacyjną. Trasa, którą wiedzie, nie stanowi żadnych problemów, szczególnie dla kogoś, kto poradził sobie w Jonsorfie, Oybinie czy Decinie.

Trudniejsza ferrata, która nazywa się dokładnie tak, jak wzgórze, czyli Spitzberg,  zaczyna się poziomym trawersem. Można go odpuścić i podejść ścieżką pod pionową skałę, ale… nie warto! Pokonanie tego trawersu to zmierzenie się z trudnością D i sprawdzian nie tylko dla siły rąk, ale także podeszwy butów. Po trawersie jest już łatwiej, chociaż cały czas pionowo w górę. I to dosłownie pionowo. Ferrata biegnie równolegle do pobliskich dróg wspinaczkowych. Tutaj nie znajdziecie sztucznych ułatwień (poza stalową liną), trzeba więc piąć się po skale. Tradycyjnie w takich przypadkach – warto zachować rozsądną odległość pomiędzy poszczególnymi osobami.

Na szczycie znajduje się schronisko (dobrze wiedzieć, że tamtejszy parking przeznaczony jest tylko dla gości lokalu) oraz punkty widokowe. Przy dobrej pogodzie ze Spitzbergu można dostrzec Karkonosze i Jeseniki.

Widok z ferraty Alpine Grat na Oybin (fot. archiwum własne).

 

Via ferraty to coraz popularniejszy sposób na górskie eskapady. Oczywiście tego typu szlaki wymagają wyposażenia w uprząż, lonżę (sprawdź jaką), kask i rękawiczki. Jednak po tej „inwestycji” jest to ten rodzaj sportu, za który nie trzeba dodatkowo płacić. Nie trzeba, ale można. Przegląd i utrzymanie ferrat kosztuje i są to niemałe pieniądze. Dlatego kluby (w tym przypadku DAV) zachęcają do wrzucania datków do skarbonek umieszczonych na szlaku. Jeśli zatem macie w kieszeni nawet 1 czy 2 euro warto dorzucić się do szczytnego celu jakim jest bezpieczeństwo i rozwój rejonów ferratowych.

Nie trzeba jechać od razu do Włoch czy Austrii, by zasmakować ferratowej przygody. Ferraty blisko Polski to dobry poligon doświadczalny i miejsca, gdzie możecie sprawdzić się przed wyruszeniem na legendarne żelazne percie setki kilometrów od domu. Kiedy zaś połkniecie bakcyla, nie pozostaje nic innego jak „zaklepanie” długiego weekendu lub urlopu i obranie kierunku na południe. W naszym cyklu ferratowym spodziewajcie się jeszcze opisu żelaznych dróg w Dolomitach i Alpach Salzburskich.

Polecam także czeską aplikację Ferrata Guide, która po ostatniej aktualizacji ma także angielską wersję językową.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:
Zobacz również: