Zrobić to, co chce się zrobić – wywiad z uczestnikami wyprawy Łuk Karpat Zima
łuk karpat zima
Wywiady

Zrobić to, co chce się zrobić – wywiad z uczestnikami wyprawy Łuk Karpat Zima

Sławek Nosal / 08 kwietnia 2019

Pod nazwą Łuk Karpat kryją się projekty trekkingowe, w kórych celem jest długodystansowe przejście przez całe Karpaty. Takie przedsięwzięcie jest trudne do zrealizowania ze względu na dystans i czas, jaki trzeba mu poświęcic. Nie ma zbyt wielu takich przejść, a do 2018 roku nie było tego typu przejścia zimą. O tym trudnym projekcie rozmawiamy z Weroniką Łukaszewską (W) i Sławomirem Sanockim (S) – ludźmi, którzy Łuk pokonali dwukrotnie. Najpierw latem, a następnie – jako pierwsi – zimą. 

 

Wiele osób chce rzucić wszystko i wyjechać w góry. Wy tak zrobiliście. Jak to się robi, że zostawia się wszystkie obowiązki i na trzy miesiące znika w Karpatach? Trudno oderwać się od zwykłego życia i wyjść na długodystansowy szlak?

S: Może zacznę od tego, że poznaliśmy się na szlaku w Beskidzie Sądeckim. Okazało się, że mamy wspólny cel – przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego. Postanowiliśmy wtedy przejść go razem. W czasie przejścia GSB powstał pomysł przejścia letniego Łuku Karpat. Wtedy akurat mieliśmy oboje taką sytuację, że mieliśmy okienko zawodowe. Mnie skończyła się umowa, Weronice też, więc to był idealny moment, żeby podjąć taką decyzję i ruszyć na te trzy, cztery miesiące w Karpaty. Po tej wyprawie wróciliśmy do normalnego życia zawodowego i pracy na etat. W głowie mieliśmy jednak myśl, by wyruszyć w Karpaty zimą. Nawet gdy odpychałem od siebie myśli, wszystko zaraz wracało. Co chwilę zaczynałem więc szukać rozwiązań na przejście Karpat zimą w tak krótkim czasie. Na początku pomysł wydawał się nierealny, ale z czasem wpadaliśmy na pomysły rozłożenia depozytów, zabrania sanek. Powstał też plan trasy, bo trzeba było zastanowić się, które pasma należy wybrać. Przez całe Karpaty nie wiedzie jeden wytyczony szlak, sami konstruujemy sobie trasę. Wszystko to był pewien proces, czas, w którym ta myśl dojrzewała.

W: Ważne jest poukładać sobie wszystko tak, by zrobić to, co chce się zrobić. Niezależnie od tego czy mamy rodzinę, pracujemy… Są ludzie, którzy spełniają swoje marzenia, nawet te wydawałoby się nierealne i niemożliwe. Postanowiliśmy, że chcemy funkcjonować tak, a nie inaczej. Nie jest to oczywiście łatwe do zrobienia, żeby wyjść ze schematu praca-dom-praca-dom.

łuk karpat zima

 

No właśnie. Przeszliście Łuk Karpat dwa razy. Te przejścia miały inne trasy?

W: Przejście zimowe bazowało na letnim, ale musieliśmy zmienić trasę z różnych względów – raz z uwagi na krótki czas trwania zimy, dwa, żeby uniknąć zagrożeń lawinowych. Nie wszędzie da się przejść trekkingowo zimą, bez odpowiedniego sprzętu. Przy takim zimowym przejściu nie ma też czasu, żeby czekać na odpowiednie warunki.

 

Trudniej więc jest przejść Łuk Karpat za pierwszym razem, czy powtórzyć tę sztukę w zimowych warunkach?

S: Te wyprawy były zdecydowanie inne. Zimą było bardziej „surowo”… Latem mamy w większości przyjemność z wędrówki. Zimą walka jest każdego dnia.

 

Ale zimą wiedzieliście – mniej więcej – czego się spodziewać.

W: Dzięki doświadczeniu z wyprawy latem wiedzieliśmy jakie jest ukształtowanie terenu, baza turystyczna – a raczej jej brak – i że nie zapewnimy sobie odpowiedniej ilości kalorii, zaopatrując się w żywność w sklepach. Nie wiedzieliśmy jak nasze organizmy poradzą sobie z takim wysiłkiem w czasie zimy, dzień w dzień. I jak psychika będzie reagować na kombinację wysiłku i ekstremalnych warunków.

 

Inaczej trzeba przygotować się do letniej i zimowej wyprawy, ale co jest tą największą różnicą?

W: Śnieg (śmiech).

S: Trasa. Największa różnica to opracowanie trasy, która omija te najwyższe pasma, ze względu na zagrożenia lawinowe. Nasza wyprawa była trekkingiem, a nie żadną wyprawą alpinistyczną, wspinaczkową. Nie braliśmy sprzętu do asekuracji.

W: Nie zabraliśmy nawet lawinowego ABC, to oznaczało, że czasem jechaliśmy po bandzie ze sprzętem.

 

łuk karpat zima

 

Jak rozwiązaliście problem jedzenia na trasie? Zimą potrzebowaliście o wiele więcej energii.

S: Idąc latem przez Karpaty schodziliśmy do wiosek i tam kupowaliśmy prowiant na kolejne kilometry. Zimą rozmieściliśmy dziesięć depozytów z żywnością liofilizowaną.

 

Jak często więc zaglądaliście do cywilizacji zimą?

S: Stosunkowo często. Po każdym paśmie schodzi się do wioski. Najdłużej poza cywilizacją byliśmy około tygodnia.

 

W Karpatach spotyka się zimą ludzi, którzy pracują lub żyją wyżej, już w samych górach? Może ktoś był tak szalony jak Wy i też wędrował szlakiem?

W: Takich ludzi wędrujących jest bardzo mało. Spotkaliśmy dwa razy turystów – raz to była Wielka Jaworzyna na granicy słowacko-czeskiej i to były okolice świąt i weekendu. To jednak taki spacerowy teren, gdzie można nawet wjechać samochodem. Drugi raz na Połoninie Borżawie. Tam z kolei jest wyciąg narciarski, więc spotkaliśmy grupkę narciarzy i trzech turystów, którzy tym wyciągiem wjechali i chcieli zejść w innym miejscu, więc szli przez Połoninę. Raz spotkaliśmy też przetorowany odcinek szlaku w Rumunii, jakieś 4 km, w okresie ferii zimowych dla dzieci.

S: Poza tym w górach, zwłaszcza w Rumunii spotyka się ludzi, bo ci ludzie są częścią szlaku. Żyją w górach, trudnią się wypasem owiec…

 

Jednak zimą ich nie wypasają.

S: Tak. Ale ich domy są położone wysoko, dlatego zdarzało nam się odwiedzić takie gospodarstwa, na przykład ze stadem 300 owiec.

 

Wasze pojawienie się w takim miejscu wzbudzało entuzjazm?

W: Zawsze wzbudzało zaskoczenie i ciekawość. Ludzie pytali co my tu robimy, bo turystycznie zimą po górach mało kto chodzi. Musieliśmy nauczyć się paru zdań po rumuńsku, żeby powiedzieć skąd się wzięliśmy. Spotkaliśmy w górach też jakiś drwali, pilarzy. Rumuni chętnie częstują tym co mają, tłumaczą drogę. Raz wydawało nam się, że zrozumieliśmy wskazówki co do dalszej wędrówki, ale potem okazało się, że jednak było inaczej i pobłądziliśmy (śmiech).

łuk karpat zima

 

Brzmi to bardzo przygodowo. Mam jednak serię trochę bardziej wścibskich pytań… Słuchajcie, poszliście na Łuk Karpat zimą, bo chcieliście być pierwsi, czy była jakaś inna motywacja?

W: Na letnim Łuku Karpat pojawił się pomysł z zimą. Wtedy też uzmysłowiliśmy sobie, że przecież nikt jeszcze tego nie dokonał.

S: Zima to była konsekwencja poprzednich wypraw. Główny Szlak Beskidzki jako część Karpat. Później całe Karpaty latem… Otwarcie mówimy, że zdawaliśmy sobie sprawę, że jeśli się uda, będzie to coś pionierskiego. Było to dodatkowym bodźcem, dawką adrenaliny, żeby to zrobić.

 

Łukasz Supergan – który jest chyba jedynym Polakiem z dwukrotnym przejściem Łuku Karpat na koncie – napisał na swoim blogu, że wykorzystaliście dogodne warunki do zrealizowania zimowego przejścia. Czy takiej zimy jak ta, zimy bardziej śnieżnej, byłoby to trudniejsze do zrealizowania?

W: Na Słowacji było mało śniegu, w Polsce był, ale przeleżany, więc dobrze się po nim szło. To był duży plus i dał nam kilka dni zapasu, które dobrze wykorzystaliśmy. Jeśli chodzi o tak śnieżną zimę jak teraz tym roku, to na Ukrainie i w Rumunii mieliśmy takie warunki praktycznie cały czas. Faktycznie, gdybyśmy na Słowacji i w Polsce musieli brnąć przez głębokie śniegi, to może mielibyśmy problem z przejściem i zmieszczeniem się w czasie trwania zimy.

S: Faktycznie, wykorzystaliśmy “okienko sezonowe”. Przy takim przedsięwzięciu trzeba mieć trochę farta. Trekking na trasie ponad 2000 kilometrów stanowi dystans, którego pokonanie w tak krótkim czasie zimą jest niewątpliwie trudnym zadaniem. Trzeba liczyć na dobre warunki.

łuk karpat zima

 

Kilka razy spaliście w schroniskach i mówicie o tym otwarcie. Zastanawiam się czy w takich długodystansowych wędrówkach jest coś takiego jak czystość stylu. Myślicie, że ktoś wymyśli teraz przejście typu “Łuk Karpat bez zawijania do schronu” albo “Łuk Karpat bez depozytów z żywnością po drodze”.

S: Wszystko jest możliwe. Każda wyprawa przez Łuk Karpat się różniła. Nie było dwóch takich samych przejść, dlatego ciężko mówić tu o stylu przejścia. Nie wiadomo jak to zdefiniować. Równie dobrze można się zastanawiać nad wyborem trasy, ale do tej pory nikt nawet nie podjął się próby przejścia Łuku Karpat zimą. Jeśli chodzi o nas to staramy się zachęcać ludzi do tego, żeby spróbowali. Powtórzenie będzie sprawdzianem także dla naszej wyprawy. Na pewno będziemy taką wyprawę obserwować. Wspominamy otwarcie o schroniskach, ale oczywiście jest możliwe, żeby przejść Karpaty bez noclegu pod dachem. W naszym przypadku były to tylko schroniska w Polsce i na Słowacji. Ludzie wiedząc, że idziemy Łukiem Karpat zapraszali nas i my korzystaliśmy z tej sposobności.

W: Na Ukrainie czy w Rumunii schronisk jest niewiele. Można korzystać z agroturystyk, ale poza sezonem to średnio funkcjonuje. Brak jednego, wytyczonego szlaku, powoduje, że każdy musi żonglować przez które pasma pójdzie. Z kolei w czasie letniego Łuku raz musieliśmy spać pod dachem i był to najgorszy nocleg. Szliśmy wtedy przez Tatry i przechodziliśmy na Rysach na stronę słowacką, więc spaliśmy w Morskim Oku i bardzo się nie wyspaliśmy tej nocy. Upał, mały pokój wypełniony dwudziestoma osobami…było ciężko. Człowiek przyzwyczajony do świeżego powietrza odzwyczaja się od spania pod dachem i walczenia o tlen.

 

Można pomyśleć, że Łuk Karpat to nie Himalaje i że koszty są małe. Zdradzicie jaki jest budżet takiej wyprawy?

S: Budżet jest zdecydowanie mniejszy, ale też zaskakująco wysoki, jak na wyprawę trekkingową. W naszym przypadku był to koszt około 60 000 złotych.

W: Tak naprawdę cały sprzęt na Łuk Karpat zimą musieliśmy kupić od zera. Wyposażenie na takiej wyprawie niszczy się szybko. Po wyprawie sprzęt wyglądał tak, jak używany przez okres dziesięciu lat na normalnych wycieczkach w góry. Nie mogliśmy pozwolić sobie, żeby był to sprzęt już zużyty. Nie bierzemy też nic na zapas. Mamy jeden i tak za ciężki plecak. Drugą sprawą jest jedzenie liofilizowane – nie zdecydowaliśmy się na inną żywność. Byłoby to może i możliwe, ale na pewno bardziej wycieńczające. Trzeba sobie zapewnić odpowiednią ilość kalorii każdego dnia, a żywność liofilizowana jest tu najlepszym sposobem.

S: Samych dań liofilizowanych mieliśmy za około 10 000 złotych. Tylko to pokazuje, skąd taki koszt wyprawy.

 

No dobrze. Na koniec jeszcze tylko jedno z trudnych pytań. Macie już kolejny plan w głowie? Układać w myślach już kolejną długodystansową wędrówkę?

W: Mamy już kilka (śmiech), ale nie możemy zdradzić! Na każdej wyprawie rodzą się kolejne plany. Możemy powiedzieć, że kierunek bardziej na wschód, w dzikie, odludne rejony.

S: Jesteśmy na etapie załatwiania wizy na tak długą wędrówkę. Dlatego też niechętnie o tym rozmawiamy, bo otrzymanie wizy determinuje czy będzie to ten, czy inny kierunek.

 

Ale będzie to już w Azji, czy jeszcze w Europie?

S: Powiedzmy, że na pograniczu (śmiech).

 

Rozumiem, że to nam musi wystarczyć. Dziękuję za miłą rozmowę. Powodzenia.

 

Uczestnikom wyprawy Łuk Karpat Zima zadaliśmy jeszcze klika pytań w filmowym wywiadzie. 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:
Zobacz również: