Lubię podejmować decyzje – wywiad z Martą Sokołowską
Wywiady

Lubię podejmować decyzje – wywiad z Martą Sokołowską

Sławek Nosal / 02 października 2018

O Marcie Sokołowskiej usłyszałem pierwszy raz, gdy w ręce trafił mi “Crag Magazin” z jej artykułem zatytułowanym “Za głosem serca”. To była szczera opowieść o pasji. Była to jedna z takich opowieści, których łatwo się nie zapomina. Marta Sokołowska wspina się, praktykuje jogę i uczy jej. Jest również jedną z niewielu osób pochodzących z Polski, które wykonują w górach skoki B.A.S.E. Poszukując w górach przygody, znajduje w nich znacznie, znacznie więcej.

 

Wspinanie dla Ciebie to sport czy styl życia?

Wspinanie to góry i styl życia dla mnie. Sportowe wspinanie również lubię, bardzo lubię wspinanie w skałkach, ale traktuję je bardziej jako trening i wspinanie piknikowe. Po prostu w skałkach warunki pogodowe nie grają takiej roli, jaką grają w górach. Kiedy załamuje się pogoda można zjechać na dół i iść do baru na piwo. Jak jesteś w górach musisz rozważyć o wiele więcej czynników i tam już wycof zwykle jest trudniejszy.


Zajmujesz się propagowaniem jogi. Nie od dziś mówi się, że to świetny sposób na trening uzupełniający dla wspinaczy. Dużo wspinaczy praktykuje jogę, czy ciągle jest nas zbyt mało?

W tej chwili – porównując sytuację do momentu, gdy zaczynałam prowadzić jogę dla wspinaczy – jest to naprawdę duża grupa osób. Wspinacze przekonali się do jogi, zwłaszcza widząc, jakie to przynosi efekty. Kiedy mieszkałam jeszcze w Polsce, miałam taką grupę eksperymentalną na boulderowni Salewa Block w Zabrzu, która składała się z dwunastu wspinających się osób. Osoby te przychodziły raz w tygodniu na dwie godziny zajęć z jogi. Czasem zrezygnowały one nawet z jednego treningu wspinaczkowego w tygodniu kosztem tych zajęć. Po jesieni, zimie i wiośnie, czyli po jednym okresie przygotowującym do sezonu letniego efekty, które zobaczyłam u tych osób były wręcz zadziwiające. Okazało się, że można zrezygnować z jednego treningu wspinaczkowego i mimo to podnieść swoją formę.

„Na warsztatach, które organizuję, uczę ludzi pracy z ciałem, świadomości ciała i oddechu” (fot. Bart Bazior)

Co konkretnie daje wspinaczowi joga?

Dzięki jodze udaje się zwiększyć ruchomość stawów, a przez to też zakres ruchów, sięganie do chwytów, wysokie wstawianie stóp, zwiększyć ekonomię wspinania. Jeżeli jesteś w stanie wysoko wstawić nogę, to nie musisz korzystać z małego mięśnia ręki, tylko korzystasz z dużego i silnego mięśnia nogi.

Istotna jest również umiejętność oddechu, która przy wspinaniu jest super ważna. Na boulderowni często widziałam osoby, które próbując przejść jakieś trudne miejsce, zapominały o oddechu. Ich szyja stawała się czerwona, uszy stawały się czerwone i za moment spadali z przystawki. To było widać gołym okiem, że ktoś przestaje oddychać z wysiłku. Jeżeli oddychasz cały czas, masz tę świadomość oddechu – a joga tego uczy – to do czegoś takiego nie dojdzie.

Na warsztatach, które organizuję, uczę ludzi pracy z ciałem, świadomości ciała i oddechu oraz tego, że dzięki nim mogą zrobić o wiele więcej (we wspinaniu, w sporcie, w życiu), niż im się wydaje. Dla mnie osobiście niesamowite jest to, że ludzie, którzy zainteresowali się jogą z przeróżnych względów – z ciekawości, ze względów zdrowotnych, czy też po prostu z zainteresowania kulturą Dalekiego Wschodu – zawsze znajdują w jodze to, czego szukali, a z czasem nawet o wiele więcej. Uwielbiam patrzeć, jak dzięki jodze ludzie niepostrzeżenie zmieniają swoje życie na lepsze, bardziej wiedzą czego chcą, co jest dla nich ważne; zaczynają rozumieć, że mają wpływ nie tylko na to, jak się czują fizycznie w swojej skórze, ale również na swoje emocje i ogólne samopoczucie, na całe swoje życie.

Od zawsze praktykowałaś jogę i wspinałaś się równocześnie, czy to też był element, który Tobie dał jakiś progres we wspinaniu?

Jogę zaczęłam praktykować jedenaście lat temu, czyli rok wcześniej, zanim zaczęłam się wspinać. Dla mnie joga na początku nie była łatwa. Nie jest tak, że mam wrodzoną super gibkość. To było trudne i pewnie dlatego mnie zainteresowało, bo miałam nad czym pracować. Myślę, że to jest też istotne dla wspinaczy, którzy przychodzą na jogę i mówią: “Nie jestem w stanie dosięgnąć rękami do ziemi na wyprostowanych nogach… Jestem tak pospinany, że to nie jest dla mnie”. Nie. Właśnie kiedy jesteś tak pospinany, że nie możesz dosięgnąć do ziemi albo zapleść dłoni z tyłu za plecami – to jest właśnie dla ciebie! Gdybyś zakładał nogę na ramię, nie musiałbyś chodzić na jogę, aby uelastycznić ciało.

Tak to wygląda jeśli chodzi o stronę taką stricte fizyczną. Nie można zapominać jednak o oddechu, który jest naprawdę potężnym narzędziem i we wspinaniu, i we wszystkich innych sportach. Spotykam ludzi, którzy biegają na długich dystansach, skaczą albo zajmują się nurkowaniem i schodzeniem na duże głębokości. Zawsze mówią o jodze. Mówią, że ona im bardzo, bardzo pomaga. Umieją dzięki niej regulować oddech i nie panikują.


Chyba mnie właśnie inspirujesz, żebym zrezygnował z jednego treningu i poszedł na jogę. Chciałbym porozmawiać teraz o czymś innym. Realizujesz się w aktywnościach, które większość osób uważa za ekstremalne. Wspinasz się, wykonujesz skoki B.A.S.E. Z pasji nie trzeba się tłumaczyć, ale spróbowałabyś określić, co jest w takich aktywnościach najważniejsze? Chodzi o emocje, czy o zupełnie coś innego?

To jest tak, że ja lubię podejmować decyzję, lubię decydować sama o sobie i o tym, co robię. Wspinając się w górach to ja podejmuję decyzję wraz z partnerem, z którym się wspinam, ale to też są moje decyzje. W skokach są to już tylko moje decyzje. Jestem odpowiedzialna za to, co robię i za potencjalne konsekwencje tego, co robię. Natomiast oczywiście emocje są bardzo istotne. Ja w ogóle podchodzę bardzo emocjonalnie do życia. Nie umiem robić rzeczy, w których nic mnie nie pociąga. W takie rzeczy zupełnie nie jestem w stanie zaangażować się.

Jeśli decyduję się coś robić i w to zaangażować, to jest to dla mnie coś naprawdę istotnego, coś czemu oddaję całe serce. Nie umiem robić rzeczy na pół gwizdka. Przy skokach jest to istotne, bo skoki niosą za sobą duże ryzyko.

Marta rozpoczyna skok B.A.S.E. z krawędzi klifu (fot. Bart Bazior)

W Polsce skoki znane są gdzieś tam z YouTube. Zastanawiam się czy wielu Polaków skacze i ile jest Polek, które uprawiają B.A.S.E. jumping?

Jak dotąd poznałam osobiście jedną skaczącą Polkę, która już nie żyje. Zginęła podczas skoku w ubiegłym roku. Wiem, że są jeszcze dwie skaczące kobiety pochodzące z Polski, ale żadnej z nich do tej pory nie poznałam. Nie są to osoby pochodzące ze środowiska górsko-wspinaczkowego. Aktywnie skaczących mężczyzn z Polski jest może dwudziestu…Nie jest to zbyt duże grono.


Skok B.A.S.E. i skok w wingsuit’cie – czym to się różni? To są dwa różne skoki?

Skoki B.A.S.E. to są po prostu skoki z różnego rodzaju obiektów: budynków, anten, mostów i klifów. Do skoków B.A.S.E. w wingsuicie przygotowywałam się przez dłuższy czas. Przez półtora roku skakałam i latałam dużo tracksuit’cie, ale nie tylko, ponieważ skaczę również z tzw. niskich klifów. To temat rzeka, o którym można długo opowiadać. Byłoby dużo tłumaczenia, gdybyśmy zaczęli rozmawiać o tym, czym różnią się skoki wysokie (terminalne) i niskie, sposoby układania spadochronu… Wingsuit i tracksuit są to kombinezony przeznaczone do latania z odpowiednio wysokich klifów. Zarówno jeden, jak i drugi kombinezon, pozwalają nam latać, a nie tylko spadać w dół. Podczas skoku spowalniają one prędkość opadania, a za to pozwalają osiągać dużą prędkość postępową w locie do przodu. Dzięki temu można w nich z dużą prędkością odlatywać od ściany, co jest bardzo pożądane, ponieważ chcemy otworzyć spadochron daleko od ściany, aby w razie jakichkolwiek problemów uniknąć bliskiego spotkania ze skałą.

Wingsuit umożliwia wykonywanie innego rodzaju skoków niż tracksuit, przede wszystkim ze względu na swoją budowę, a co za tym idzie – większą powierzchnię kombinezonu. Zaczynamy w nim lecieć wkrótce po opuszczeniu klifu, tracimy mniej wysokości niż w tracksuicie.

Marta Sokołowska Alpy Julijskie

Alpy Julijskie (fot. Bart Bazior)

Przeprowadziłaś się w okolice Dolomitów. Możesz się tam wspinać, możesz skakać z klifów. Za co jeszcze kochasz to miejsce?

Za góry wszędzie, gdzie spojrzysz. Zdecydowanie za klimat. Za ludzi, którzy są pogodni i cieszą się życiem. Za to, że mam dostęp do świeżych warzyw i owoców przez cały rok, co jest dla mnie super ważne, a brakowało mi tego w Polsce, zwłaszcza zimą. Za to, że budzę się rano i widzę z okna klif, z którego najczęściej skaczę. Za cudne miejsca do praktyki jogi. Za bliskość skał, w których można się wspinać praktycznie przez cały rok. Prealpy położone są blisko moich ukochanych Dolomitów, a tam mogę się wspinać do końca życia i nigdy nie zabraknie mi dróg, które jeszcze chciałabym zrobić. Tu mogę wciąż mieć nowe projekty, znajdować miejsca na skoki, w których jeszcze nikt nie skakał.


Dziękuję Ci za szczerą i inspirującą rozmowę.

Odwiedź stronę: www.marta-sokolowska.com
Rozmawiał: Sławek Nosal

festiwal górski lądekRozmowa została przeprowadzona podczas XXIII Festiwalu Górskiego im. A. Zawady w Lądku-Zdroju, który trwał w dniach 20-23 września 2018 r. Festiwal lądecki jest jedną z największych polskich imprez integrujących środowisko ludzi gór. Festiwal to m.in. spotkania z najlepszymi alpinistami na świecie, konkurs filmów górskich i plebiscyt na najlepszą książkę górską ubiegłego roku. Podczas XXIII edycji na festiwalu odbyła się gala wręczenia Złotych Czekanów (Piolets d’Or) – najbardziej prestiżowego na świecie wyróżnienia alpinistycznego, które do tej pory przyznawane było w Chamonix.


Realizację projektów i marzeń Marty Sokołowskiej wspiera marka

milo logo

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:
Zobacz również: