Slackline – jak zacząć przygodę?
slackline pierwsze kroki
Pasja

Slackline – jak zacząć przygodę?

Zosia Kajca / 21 sierpnia 2020

SLOT Art Festiwal, 8 lat temu. Na mojej liście pierwszym punktem warsztatowym jest slackline. Pech chce, że dwa tygodnie wcześniej podczas ceremonii przedmeczowych UEFA 2012 skręcam kostkę i nadrywam ścięgno Achillesa w lewej nodze. Podczas festiwalu z utęsknieniem spoglądam w stronę „akrobatów” bawiących się na wąskiej taśmie rozpostartej między drzewami. Na kilka lat zapominam o slacku.

Rok 2020 – pandemia koronawirusa. Z chłopakiem wymyślamy kolejne aktywności, które pozwolą nam przetrwać uziemienie. Na podwórku rozpinamy taśmę i robimy pierwsze podejście. Jako wspinacze, ja – była tancerka – podchodzimy do sprawy dość odważnie. Praca nad balansem nie jest nam obca. Slackline jednak dość szybko nas weryfikuje. Król równowagi nie pozostawia złudzeń, że przed nami jeszcze dużo pracy.

Czym jest slackline?

Slackline to nic innego jak mocna, sprężynująca taśma (25 lub 50 mm szerokości) zamocowana pomiędzy dwoma stabilnymi punktami. Stanowi proste narzędzie do wszechstronnego treningu. Taśma, choć jest raczej mocno napięta, ugina się pod ciężarem ciała i chybocze na boki. Cała zabawa polega na tym, aby opanować jej rezonans, złapać równowagę i przejść całą bez upadku. Bardziej zaawansowani potrafią na niej wykonywać różnego rodzaju akrobacje.

Taśmę mocuje się za pomocą pętli i napręża za pomocą naciągarki. Współczesne modele mają wyraźne instrukcje, jak zrobić to pewnie i bezpiecznie. W zestawach ze slackiem często można kupić ochraniacze na drzewa. Służą zarówno taśmie, jak przyrodzie. Zapobiegają ich zużywaniu. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby takie ochraniacze zrobić samodzielnie.

Naciągarka Gibbon Classic Line
Naciąganie taśmy Gibbon Classic Line (fot. Zofia Kajca)

Dawno temu w Yosemitach. Skąd pochodzi slackline?

Kto się wspina, zapewne słyszał legendy z Doliny Yosemitów opiewające chodzenie po linie wysoko, pod samym niebem. W filmie Petera Mortimera i Nicka Rosena „Valley Uprising” ze wstrzymanym oddechem oglądamy scenę, w której Dean Potter traci równowagę na drodze Lost Arrow Spire podczas próby przejścia w stylu free-solo.

Slackline ma swój dom w Yosemitach. W latach 70-tych i 80-tych stanowił poboczne zajęcie wspinaczy w bazie, gdy aura nie pozwalała na wspinaczkę. Był świetnym uzupełnieniem treningu. Równowaga, siła nóg i koordynacja – te aspekty miały ogromne przełożenie na poruszanie się po litej ścianie. Nic dziwnego, że wspinacze upodobali sobie ten sport. Jak to bywa w przypadku prawdziwych poszukiwaczy przygód, slackline szybko ewoluował. Początkowo była to zwykła lina rozpięta pomiędzy drzewami. Adam Grosowsky i Jeff Ellington zamienili ją na taśmę, która dawała trochę więcej powierzchni, a tym samym – pola do popisu. Akrobacje pół metra nad ziemią szybko przestały robić wrażenie na osobach, które na co dzień wspinały się na kilkaset metrów po niewidzialnych chwytach i stopniach. Slackline wędrował za wspinaczami wyżej i wyżej. Tak narodził się highline – jeden z kilku rodzajów slacklinu. O tym poniżej.

Slacklining – rodzaje

Taśmy slackline można podzielić na trzy główne rodzaje:

  • longline; im dłuższy, tym lepszy. Tu chodzi o pokonanie jak największego dystansu. Linę mocuje się nieco wyżej niż standardowy slackline, bo dużo bardziej się ugina. Rekordziści pokonują na taśmie ponad 600 metrów!
  • trickline; jak sama nazwa wskazuje, na tego rodzaju taśmie liczą się wykonywane ewolucje. Flipy, fiflaki, salta i inne kombinacje. To wyzwanie dla prawdziwych mistrzów akrobacji.
  • highline; przez wielu uznawany za najbardziej widowiskową odmianę slacka. Zawiesza się go nad wąwozami, przepaściami, wysoko w skałach lub w górach. Wśród jego zwolenników znajdą się amatorzy wersji urbanistycznej. Rozwieszają taśmy np. pomiędzy drapaczami chmur. Zdarzały się także przejścia wysoko w powietrzu na slacku rozwieszonym pomiędzy unoszącymi się balonami.

W tej dyscyplinie jedynym ograniczeniem jest ludzka wyobraźnia. Zejdźmy jednak na ziemię. Od czegoś trzeba zacząć.

Slackline – pierwsze kroki

Pierwsze kroki – to sformułowanie na początku jest sporym nadużyciem. Klucz do sukcesu to opanowanie wstawania i utrzymania równowagi podczas dynamicznego wejścia na taśmę. Slackline mocno drga i potrzeba niezłego balansu oraz siły w nogach, aby ustabilizować taśmę.

Pierwsze próby podejmowałam na taśmie marki Simond przeznaczonej dla tych, co przygodę ze slackiem chcą dopiero rozpocząć. Szerokość 50 mm, mocna, o niewielkim efekcie trampoliny. Sprężynuje mniej, niż wersje dla zaawansowanych. Starannie zamocowaliśmy taśmę do drzewa dbając o mocne naprężenie bez skrętu. Stosunkowo ciężko to osiągnąć korzystając z samej naciągarki, a horyzontalne ustawienie slacka jest bardzo istotne dla równowagi. Sięgnęliśmy więc do wspinaczkowej szuflady i zastosowaliśmy patent kolegów po fachu. Pętle i karabinki pozwoliły nam zamocować slacka prawie idealnie.

Śmiechu co niemiara. Chodzenia – trochę mniej. Podczas pierwszego podejścia ja nie opanowałam samodzielnego wstawania. Marcinowi udało się kilka razy. Kolejnego dnia było już odrobinę lepiej. Nasze ciała zapamiętały, na czym polega ten rodzaj ruchu i jak walczyć o balans. W efekcie udało nam się zrobić kilka kroków. W większości jednak pomagaliśmy sobie nawzajem służąc ramieniem lub ręką. W ten sposób udawało się przejść całą długość taśmy i poczuć namiastkę tego, co czeka nas za jakiś czas.

Kolejnym slackiem, na którym testowaliśmy swoje umiejętności był Gibbon Classic Line 15m. Muszę przyznać, że komfort chodzenia (z perspektywy osoby mało doświadczonej) był odczuwalnie większy. Nie dość, że taśma była przyjemniejsza, to faktycznie łatwiej było po niej stąpać. Nadrukowany wzór pod ręką nie dawał uczucia większego tarcia, ale stopy nie ślizgały na boki, jak w przypadku taśmy Simonda.

Taśmy dla początkujących to ukłon producentów w stronę klienta. Warto na samym początku właśnie z takiej skorzystać, aby nauczyć się podstaw, a przy tym nie zniechęcić do aktywności. Slackline dla debiutantów będzie miał 50 mm szerokości (wersje standardowe dla bardziej doświadczonych mają aż o połowę mniej) i zwykle 15 m długości. Można porwać się od razu na 30 m, ale należy wziąć pod uwagę, że dłuższa taśma jest trudniejsza do opanowania i mocniej sprężynuje. Gibbon – lider wśród producentów slackline – ułatwia debiutantom sprawę i stosuje nadruki antypoślizgowe. Odjechane wzory nie tylko przykują uwagę estetów, ale pomogą stawiać pierwsze kroki na taśmie.

Dopełnieniem slackowego doświadczenia była próba opanowania jego węższej wersji. 25 mm to połowa szerokości taśmy dla początkujących. Tu niestety szybko zostałam zweryfikowana i po kilku nieudanych próbach oddałam pole do popisu tym bardziej doświadczonym.

Nie odpuszczam. Wracam do wersji podstawowej i do skutku maltretuję wstawanie. Wszyscy, którzy już opanowali tę sztukę zgodnie twierdzą, że początki wyglądają fatalnie. Jeśli jednak poświęci się kilkanaście godzin na intensywne ćwiczenia, ciało złapie równowagę. W ciągu tygodnia lub dwóch, trenując codziennie, istnieje spora szansa, że będziecie w stanie pokonać całą odległość slacka samodzielnie.

Boso czy w butach?

Na to pytanie każdy niech odpowie sobie sam – próbując. Przetestowaliśmy obie opcje. Zgodnie doszliśmy do wniosku, że łatwiej nam jest chodzić na boso. Jedynym mankamentem jest wtedy podłoże. Aby nie uszkodzić sobie stopy, trzeba mieć miękki, czysty trawnik pod spodem. W lesie czy w miejskim parku trudno o takie warunki. Wtedy całkiem dobrze sprawdzają się trampki.

Slacklining - pierwsze kroki
Próba wstania. Z uwagi na niepewne podłoże tym razem zostajemy w trampkach
(fot. Marcin Basiura)

Balans ciała i umysłu. Po co uprawiać slacklining?

Slacklining już dawno wyszedł poza schemat zabawy. Korzyści z uprawiania tej dyscypliny (bądź tego rodzaju rozrywki) jest bez liku. Chodzenie po taśmie przede wszystkim poprawiają koordynację nerwowo-mięśniową i uczą wyczucia własnego ciała. Praca nad równowagą pozwala na lepszy wgląd we własny organizm. W ten sposób trenujesz balans ciała i umysłu. Ćwiczenia na slacku wspomagają proces stabilizacji stawów i korygowania postawy. Coraz częściej wykorzystywany jest przez fizjoterapeutów i rehabilitantów przy leczeniu dolegliwości ortopedycznych i neurologicznych. Dla sportowców stanowi ciekawe uzupełnienie treningu sportowego w ramach ćwiczeń ogólnorozwojowych. Wspinacze już dawno odkryli jego zalety oraz udowodnili, że przekładają się na poziom wspinania. Slackline dla dzieci? Jak najbardziej! Warto zachęcać je do tego rodzaju zabawy. Spędzając większość czasu przed komputerem, smartfonem lub tabletem tracą świadomość ciała, koordynację ruchową i mobilność. Taśma do chodzenia pozwala je odbudowywać w sposób, który dostarcza maluchom wiele frajdy. Rodzice niech sami próbują, a przekonają się, że ta aktywność może pochłonąć każdego. Nie wspominając o benefitach zdrowotnych.

Nie zastanawiajcie się długo. Zamiast tego zaproście znajomych na ogród lub do parku i przekonajcie się sami.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:
Zobacz również: